Posts tagged ‘the beatles’

Oasis – Be Here Now

oasis be here nowJak obiecałem, tak oczywiście zrobiłem. Mowa tu rzecz jasna, o napisaniu nt. Be Here Now. Myślę, że zanim zacznę to jeszcze kilka słów wstępu. Mianowicie trzecia studyjna płyta Oasis to najszybciej sprzedawany album w historii muzyki – w tydzień sprzedaż sięgnęła ok. 700 tys. Egzemplarzy. Co jest raczej w dzisiejszych czasach już nie do pobicia. Czemu tak się stało – wiadomo. Wielkie oczekiwania związane z zespołem, któremu strasznie spodobało się ćpanie. I taki jest ten krążek, przećpany.

„D’You Know What I Mean?” – zacznę odrazu od teledysku. Majestatyczne dzieło. Przylatuje helikopter i wysiada z niego pięciu kozaków. Wszyscy chwytają za instrumenty. Liam staje jakby wyruchał żony wszystkich prezydentów. I nic w tym dziwnego – oni wtedy musieli się tak czuć. Noel chwyta sobie za Flying Gibsona. Sam kawałek, no cóż poezja. Wah Wah :]

„My Big Mouth” – zagrali tą nutę bodajże, pierwszy raz w Knebworth w 1996 roku, gdzie było w pizdu ludzi ponad 250 tys w dwie noce. Bardzo żywiołowo się zaczyna. Na fajnym riffie się układa numer. Liam oczywiście mistrzowsko śpiewa. Chodliwa piosenka, drugi numer w którym kozaczą… 😉

„Magic Pie” – siedmiominutowe zmulenie klimatu przez Noela, był hardkor to trzeba trochę przyhamować. Słucha się fajnie przez 4-5 minut, potem jednak jest tego trochę za dużo.

„Stand by Me” – kocham to skurwysyństwo, tekst jest strasznie przećpany, bo praktycznie o niczym. Ale jak to się prowadzi, jaki wokal, jaki mostek piękny, wszystko. So what’s the matter with you? Sing me something new.

„I Hope, I Think, I Know” – bardzo melodyjnie, chwytliwe. Tylko Noelowi się nie chciało tekstu dużo pisać i Liam musiał śpiewać tą samą zwrotkę 2 razy, a zresztą żeby to był pierwszy raz… 😉 „Cos baby, after all, you never forget my name”, kojarzy mi się z „and after all… you’re my wonderwall” 😀

„The Girl in the Dirty Shirt” – bardzo lubię posłuchać, pośpiewać też no i jak upierdolę koszulkę to piorę w pervollu black magic. Ale tej dziewczynie wyprałbym w Dosi!

„Fade In-Out” – spokojny numer, chociaż bardzo fajne solówki są w nim zwłaszcza na koncertach z trasy. Czasem Noel grał to akustycznie i nie podoba mi się to w tej wersji. No i ciekawostka, podczas nagrywania numeru na jednej z gitar grał Johny Depp. Wystąpił też gościnnie na którymś z koncertów, ale nie pamiętam kiedy.

„Don’t Go Away” – znakomity wytwór wyobraźni starszego z Gallagherów. Brat spisał się równie zajebiście przy mikrofonie. Singiel miażdżący. Jeden z trzech najlepszych numerów na płycie.

„Be Here Now” – solóweczka niczego sobie, Liam jest hardkorem, jak otwiera to koncert w Manchesterze w 1997 roku, to można dostać biegunki z radości. No i „Oasis” udowadniają, że mogliby przez całe numery śpiewać: „Come On, Come On, Come On, Come On” itd. i wciąż byłoby to zajebiste.

„All Around the World” – piosenka została napisana jakieś 4 lata wcześniej, ale z niewiadomych przyczyn nie wylądowała na żadnym dotychczasowym albumie. Wkońcu ujrzała światło dzienne, Noel wyjebał kupę kasy na orkiestre, jest to bodajże najdroższy numer Oasis, ale za to jak brzmi… Teledysk w klimatach Beatlesowskich. No i „na na na na na na” przywodzące na myśl „Hey Jude”.

„It’s Gettin’ Better (Man!!)” – jakoś zawsze zapominam o tej piosence, chyba dlatego, że długo trwa poprzedni numer. Mogli to dać gdzieś w środku, bo tu autentycznie jest już po finale.

„All Around the World (Reprise)” – w pełni orkiestrowe wykonanie, który pokazuje, że ta piosenka zabrzmi nawet zajebiście bez gitar. Szkoda, że tylko dwie minuty… No i na koniec trzaśnięcie drzwiami.

I to trzaśnięcie było bardzo charakterystyczne dla trzasków w zespole w tamtych latach. Liam z Noelem obijali sobie mordy przy każdej okazji. Obaj ćpali jak wyjadacze. Był wielki rozpad Oasis, który jednak do skutki nie doszedł, a relacjonowały go wszystkie tv w Anglii <lol>

A co na temat płyty uważał ten, który skomponował na nią wszystkie utwory.?

„Płyta brzmi jak banda naćpanych kolesi, który się nie pierdolą w studiu. Nie ma tu basu. Nie wiem, co się z tym stało. Wszystkie piosenki są naprawdę długie, teksty są do dupy, a Liam niczego nie mówi w każdej milisekundzie. Riffy gitarowe są na poziomie tych z programu „Wayne’s World”

Noel Gallagher

Jak widać Noel bardzo krytycznie podszedł do swoich działań. Ja tam bardzo lubię posłuchać i wcale nie jestem jedyny. Liam uważa, że album jest świetny, a bratu coś odjebało.

Reklamy

Wrzesień 19, 2009 at 10:11 pm 1 komentarz

Across The Universe

across the universe„Czy jest ktokolwiek gotów
By wysłuchać mojej opowieści
Całej o dziewczynie, która została?
Ona jest typem dziewczyny,
Którą pragniesz tak bardzo, że jest ci przykro;
Ciągle nie załujesz ani jednego dnia.”

Across The Universe to film/musical o burzliwych latach 60’. Młody chłopak o imieniu Jude, który pochodzi z Liverpoolu wyjeżdża do Ameryki w poszukiwaniu ojca. Poznaje tam Max’a(studiującego na Princeton), a następnie jego siostrę Lucy, w której szybko się zakochuję. W niedługim czasie decyduje się z Max’em na wyjazd do Nowego Jorku. Wynajmują mieszkanie u Sadie, która marzy o karierze piosenkarki…

Musical głównie koncentruje się na miłości, przyjaźni i narkotykach(tego nie mogło zabraknąć) w czasach hippisowskich. Julie Taylor, która wyreżyserowała film – w miarę potrafi przenieść wszystkie uczucia – radość czy smutek na obraz. Jeśli film porusza demonstracje antywojenne to nie może zabraknąć agresywnych policjantów z pałkami. Bardzo duży plus właśnie za to.

Dzięki temu film nie wygląda sztucznie. Mimo braku genialnych aktorów, widowisko jest dobre. Niektórym może to wszystko zdawać się nużące. Trzeba po prostu lubić takie musicale. Akcji w filmie nie brakuje.

Nie uświadczymy tu wojny w Wietnamie al.’a Rambo, lecz jako przerywniki. Moim zdaniem jest to dobre, ponieważ bardziej możemy skupić się na emocjach(ukazanych na poziomie) bohaterów, których jest wielu. Mimo, że film trwa ponad 2 godziny nie starczyło by na to czasu. Narkotykowe wizje to majstersztyk. Wszystko jest takie kolorowe, przejaskrawione. Świat kręci się w kółko, a my mamy wrażenie, że kręcimy się razem z nim.

all you need is loveMyślę, że czas przejść do najważniejszego. Podkład muzyczny to piosenki legendarnych The Beatles. Jednak nie spotykamy się tu z oryginalnymi aranżacjami. Utwory wykonują przeróżne osoby(np. Joe Cocker). Na pewno wielu fanów czterech magików stwierdzi, że nie dorastają do pięt oryginałom. Nie będę ukrywać – nie wszystkie mi przypadły do gustu. Ale „I Am The Walrus” śpiewany przez Bono jest świetny.

Sam Bono w filmie gra w filmie hippisa 😀 Wychodzi mu to całkiem nieźle. Tytułowy „Across The Universe” ssie oryginałowi 😉 Największe wrażenie wywarł na mnie kawałek „While My Guitar Gently Weeps”. Joe Cocker wspaniale zaśpiewał „Come Together”.

No i utwór „I want you” plus sekwencja poboru żołnierza do wojska. Pozostaje pogratulować wyobraźni twórczyni – kolejny majstersztyk. Utarcie wszystkich czynności w wyidealizowany sposób jest perfekcyjne. Czapki z głów.
I w tym wszystkim jest tylko jedno ale – fabuła jest strasznie prosta i przewidywalna.
To zdecydowanie najsłabszy punkt filmu. O ile historia Jude’a podjara jakąś 11 latke – na mnie to nie działa.

Podsumowując polecam film wszystkim, którzy lubią bądź znają muzykę Beatlesów.
Bez tego musical nie byłby w połowie takim, jakim jest. Jeśli chcecie zrozumieć wszystkie psychodeliczne przesłania to radzę coś wypić przed bądź zajarać 😀

Ocena: 6,5/10 – fabuła dała ciała.

Maj 3, 2008 at 10:01 pm 1 komentarz

O piosenkach coś tam… ;)

Lennon, Gilmour, Oasis, Freddie Mercury

Dziś będzie „coś” o piosenkach, jeśli Wam się spodoba to stworzę kontynuację. Nie będę ograniczać się co do ilości utworów przy poszczególnych literach. Mimo tego wielu wspaniałych niestety zabraknie.

A – All You Need Is Love i Another Brick In The Wall(II).
Długo myślałem co tu wybrać, w końcu spojrzałem na playlistę w Foobarze. Nie miałem innego wyjścia – tak jak utwór Beatlesów wywierał wielki wpływ na całą kulturę „dzieci kwiatów”. Tak wywiera ją na mnie po dzień dzisiejszy. O drugim utworze powiem tyle – ze atmosferą „mrocznego sarkazmu w klasie” spotkałem się niejednokrotnie. Lecz „kontrolowania myśli” nie zaświadczyłem, co niezmiernie mnie cieszy. Gdyż narzucanie komuś tego o czym ma myśleć, nie należy do przyjemności 😉

B – Bohemian Rhapsody i Bones
Utwór znam od około 6-7 roku życia. Podczas posiadania kasety Queen – „Greatest Hits I” była to moja ulubiona piosenka. Warto wspomnieć o tym, że nawet nie wiedziałem, co to jest Queen. Nazwisko Freddiego obijało mi się potem po uszach co roku w datę moich urodzin – jak się potem okazało nie bez powodu. Bowiem ta wypada w tym samym dniu i miesiącu, co powyższego gwiazdora 🙂
Bones to taki lajtowy numer The Killers, którego słucha i śpiewa się świetnie. Szczególnie refren wchodzi w ucho totalnie. Jeden z kilku ładnych numerów zawartych na „Sam’s Town”

C – Comfortably Numb, Champagne Supernova i Cemetry Gates
Z przyjemnym odrętwieniem wspomnienia mam również – ze względu na film The Wall który gdzieś, kiedyś widziałem. Tutaj niestety dokładnego roku podać nie mogę – lecytyna raczej nie pomoże 😉 Ale wystarczyło, że włączyłem film i przy Comfortably(w scenach, w których Gilmour śpiewa) skojarzyłem dzieciaka z teledysku i scenerię – myśląc: już to kiedyś widziałem!
Szampańska Supernowa to jeden z moich ulubionych utworów z (What’s The Story) Morning Glory?. Zachwycająca prostotą i ładnym wokalem Liama na stałe zagościła w gronie moich najważniejszych piosenek.
Cmentarne Bramy przekonały mnie do muzyki The Smiths. Na początku był to jedyny utwór z płyty „The Queen is dead” który trawiłem, potem cała płyta spodobała mi się na maksa 🙂

D – Don’t Look Back In Anger i Don’t Cry
W muzykę Oazy, wprowadził mnie Bobi – właśnie słynne DLBIA zapoczątkowało u mnie miłość do Oasis. Noel kwituje ten numer krótko: „Od razu czuliśmy, że to będzie przebój” 🙂 Nie ma to jak skromność 😀 To jest taki kawałek którego słuchasz będąc wkurwiony a potem zdajesz sobie sprawę z bezmyślności owego wkur… :] Mogę również śmiało stwierdzić, ze to jeden z niewielu kawałków Oazy który lubi moja mama.
Utwór Guns n’ Roses to całkiem inna bajka – tą piosenkę zna chyba każdy. Jeśli nie z nazwy, to na pewno ją słyszał. Axl przechodzi samego siebie, w tym numerze pokazuje że jego skrzeczący głos nadaje się również do melancholijnych numerów. Mnie ten kawałek podoba się strasznie… 🙂

E – Eclipse i Every Me Every You.
„Zaćmienie” to takie wzorcowe zakończenie albumu(ostatni utwór na Dark Side Of The Moon). Podsumowanie geniuszu całej płyty. Również ostatnie słowa pewnego pana w ostatnich sekundach utworu: „nie ma ciemnej strony księżyca, w rzeczywistości on cały jest ciemny” udowadniają że mamy do czynienia z najwyższą półką.
Every Me… to taki kawałek Placebo którego uwielbiam słuchać. Świetny głos Molko i ciekawy tekst powoduje, że nie można obejść piosenki z boku.

W przyszłych wolnych chwilach postaram się pisać kolejne litery alfabetu(rzecz jasna jeśli będzie to miało sens 😉 )

Well… Whats The Story Morning Glory?

Pozdrawiam wszystkich którzy dotrwali do końca 😉

Luty 2, 2008 at 3:57 pm 5 Komentarzy


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Grudzień 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,453 wejść