Posts tagged ‘oasis’

Oasis – Be Here Now

oasis be here nowJak obiecałem, tak oczywiście zrobiłem. Mowa tu rzecz jasna, o napisaniu nt. Be Here Now. Myślę, że zanim zacznę to jeszcze kilka słów wstępu. Mianowicie trzecia studyjna płyta Oasis to najszybciej sprzedawany album w historii muzyki – w tydzień sprzedaż sięgnęła ok. 700 tys. Egzemplarzy. Co jest raczej w dzisiejszych czasach już nie do pobicia. Czemu tak się stało – wiadomo. Wielkie oczekiwania związane z zespołem, któremu strasznie spodobało się ćpanie. I taki jest ten krążek, przećpany.

„D’You Know What I Mean?” – zacznę odrazu od teledysku. Majestatyczne dzieło. Przylatuje helikopter i wysiada z niego pięciu kozaków. Wszyscy chwytają za instrumenty. Liam staje jakby wyruchał żony wszystkich prezydentów. I nic w tym dziwnego – oni wtedy musieli się tak czuć. Noel chwyta sobie za Flying Gibsona. Sam kawałek, no cóż poezja. Wah Wah :]

„My Big Mouth” – zagrali tą nutę bodajże, pierwszy raz w Knebworth w 1996 roku, gdzie było w pizdu ludzi ponad 250 tys w dwie noce. Bardzo żywiołowo się zaczyna. Na fajnym riffie się układa numer. Liam oczywiście mistrzowsko śpiewa. Chodliwa piosenka, drugi numer w którym kozaczą… 😉

„Magic Pie” – siedmiominutowe zmulenie klimatu przez Noela, był hardkor to trzeba trochę przyhamować. Słucha się fajnie przez 4-5 minut, potem jednak jest tego trochę za dużo.

„Stand by Me” – kocham to skurwysyństwo, tekst jest strasznie przećpany, bo praktycznie o niczym. Ale jak to się prowadzi, jaki wokal, jaki mostek piękny, wszystko. So what’s the matter with you? Sing me something new.

„I Hope, I Think, I Know” – bardzo melodyjnie, chwytliwe. Tylko Noelowi się nie chciało tekstu dużo pisać i Liam musiał śpiewać tą samą zwrotkę 2 razy, a zresztą żeby to był pierwszy raz… 😉 „Cos baby, after all, you never forget my name”, kojarzy mi się z „and after all… you’re my wonderwall” 😀

„The Girl in the Dirty Shirt” – bardzo lubię posłuchać, pośpiewać też no i jak upierdolę koszulkę to piorę w pervollu black magic. Ale tej dziewczynie wyprałbym w Dosi!

„Fade In-Out” – spokojny numer, chociaż bardzo fajne solówki są w nim zwłaszcza na koncertach z trasy. Czasem Noel grał to akustycznie i nie podoba mi się to w tej wersji. No i ciekawostka, podczas nagrywania numeru na jednej z gitar grał Johny Depp. Wystąpił też gościnnie na którymś z koncertów, ale nie pamiętam kiedy.

„Don’t Go Away” – znakomity wytwór wyobraźni starszego z Gallagherów. Brat spisał się równie zajebiście przy mikrofonie. Singiel miażdżący. Jeden z trzech najlepszych numerów na płycie.

„Be Here Now” – solóweczka niczego sobie, Liam jest hardkorem, jak otwiera to koncert w Manchesterze w 1997 roku, to można dostać biegunki z radości. No i „Oasis” udowadniają, że mogliby przez całe numery śpiewać: „Come On, Come On, Come On, Come On” itd. i wciąż byłoby to zajebiste.

„All Around the World” – piosenka została napisana jakieś 4 lata wcześniej, ale z niewiadomych przyczyn nie wylądowała na żadnym dotychczasowym albumie. Wkońcu ujrzała światło dzienne, Noel wyjebał kupę kasy na orkiestre, jest to bodajże najdroższy numer Oasis, ale za to jak brzmi… Teledysk w klimatach Beatlesowskich. No i „na na na na na na” przywodzące na myśl „Hey Jude”.

„It’s Gettin’ Better (Man!!)” – jakoś zawsze zapominam o tej piosence, chyba dlatego, że długo trwa poprzedni numer. Mogli to dać gdzieś w środku, bo tu autentycznie jest już po finale.

„All Around the World (Reprise)” – w pełni orkiestrowe wykonanie, który pokazuje, że ta piosenka zabrzmi nawet zajebiście bez gitar. Szkoda, że tylko dwie minuty… No i na koniec trzaśnięcie drzwiami.

I to trzaśnięcie było bardzo charakterystyczne dla trzasków w zespole w tamtych latach. Liam z Noelem obijali sobie mordy przy każdej okazji. Obaj ćpali jak wyjadacze. Był wielki rozpad Oasis, który jednak do skutki nie doszedł, a relacjonowały go wszystkie tv w Anglii <lol>

A co na temat płyty uważał ten, który skomponował na nią wszystkie utwory.?

„Płyta brzmi jak banda naćpanych kolesi, który się nie pierdolą w studiu. Nie ma tu basu. Nie wiem, co się z tym stało. Wszystkie piosenki są naprawdę długie, teksty są do dupy, a Liam niczego nie mówi w każdej milisekundzie. Riffy gitarowe są na poziomie tych z programu „Wayne’s World”

Noel Gallagher

Jak widać Noel bardzo krytycznie podszedł do swoich działań. Ja tam bardzo lubię posłuchać i wcale nie jestem jedyny. Liam uważa, że album jest świetny, a bratu coś odjebało.

Wrzesień 19, 2009 at 10:11 pm 1 komentarz

Oasis – The Masterplan

TheMasterplanOasisTrochę minęło od ostatniej notki, ale nie obawiajcie się to był tylko szok szkolny. Na szczęście dla nas wszystkich obyło się bez chorych psów.

Nie będę biadolił, od razu przechodzę do rzeczy. Tytuł nakazuje.

Tak w sumie to myślałem, żeby napisać o „Be Here Now”, ale pomyślałem, że warto zapoznać i zachęcić moich odbiorców do posłuchaniu b-sideów Oasis, które są nieziemsko zajebiste. Na trzeci krążek anglików przyjdzie jeszcze czas, a póki co „The Masterplan” czyli składak piosenek, nie mieszczących się na żadnym z albumów. I tutaj od razu mówię – to nie są jakieś byle jakie numery nagrywane po to, aby tylko coś do singla dorzucić. Zresztą przekonacie się…

Wiecie bo to z takiego moralnego obowiązku, że Oasis rozpada się po raz 999 😉 teraz jednak chyba na stałe. A jak się o nich w Polsce głośno zrobiło 😮 jak nigdy…

„Acquiesce” – świetny ostry kawałek, który był na singlu „Some Might Say”. Bracia uzupełniają się w nim idealnie. No i ten wers, który obrazuje ich obu w Oasis –
„Because we need each other”

“Underneath the sky” – lekko nie ma, a i wokal Liama w zajebistej formie, szkoda, że nie było tego gdzie wcisnąć…

„Talk Tonight” – geniusz Noela, miazga, wokalnie bardzo dobrze. Tej piosenki słucha się bardzo fajnie, a tekst traktuje o podróżach na koncerty, kiedy to nie ma się przy sobie rodziny.

„Going Nowhere” – tak naprawdę jeden kawałek na tej płycie, który mnie nie przekonuje. Mogliby tu dać „D’yer wanna be a spaceman?”. Może komuś się spodoba, ja czasem nawet lubię, ale tylko czasem.

„Fade Away” – zajebisty tekst, ja lubie takie opowieści o młodości. Dosyć prosto złożona piosenka, na koncertach bardzo dobrze to grali, no i ten tekst, o którym mówię po raz drugi.

„Swamp Song” – pełna wersja utworku, który był przerywnikiem na WTSMG. Instrumentalny, przesterowane gitary, fajnie się prowadzi zwłaszcza ta Noela. No i ten luz w jej wykonywaniu na Maine Road…

„I Am The Walrus(live)” – koncertowe wykonanie covera Beatlesów, który często kończył koncerty na trasie do drugiego krążka. Liam śpiewa perfekcyjnie, i niech jakiś kutas powie, że beczy jak zarzynana koza to zajebie!

„Listen Up” – to powinno być zamiast „Hey now!” na WTSMG. Jeden z najlepszych numerów braci Gallagher. Wszystko jest tu idealne. Nie rozumiem, czemu tego tam nie było. Tekst mi się tak spodobał, że sobie go jebnąłem na ściane.

„Rockin’ Chair” – tu nasuwa się tylko jedno pytanie – czy to najlepszy wokal Liama jaki kiedykolwiek wydobył z siebie. o co on wyprawia tutaj to się w głowie nie mieści.
Zawsze chętnie tego słucham no i można fajnie pośpiewać.

„Half the World Away” – bardzo ładny kawałek Noela, szczególnie na żywo magiczny. Cięzko coś napisać, trzeba uruchomić uszy.

„(It’s Good) To Be Free”– mmm młócka na początku wymarzona. Nie dość, że wbija w fotel w oryginale to i akustycznie brzmi nieprzeciętnie!
„Paint me a wish on a velvet sky
You demand the answers but I don’t know why in my mind
There is no time” kocham te wersy.

“Stay Young” – kolejny numer wymiatacz. Jakby tak poskładać te wszystkie piosenki to powstałby całkiem dobry album studyjny z całkiem dużą ilością hitów. Zostań młodym.
Zobaczcie wykonanie z G-MEX 1997.

„Headshrinker” – szkoda, że tak rzadko to wykonywali na koncertach, ale to dlatego, że Liam ustawił sobie wysoko poprzeczkę na wokalu i ciężko byłoby mu to potem śpiewać na każdym gigu. Chociaz na „Live by the sea” poradził sobie wyśmienicie.

„The Masterplan” – Noel do końca życia będzie żałował, że nie umieścił tej piosenki na żadnej poważnej płycie. Jedna z klasycznych piosenek Oasis, jedna z tych magicznych…
„Why we’re all part of the masterplan”

No i radujcie się wszyscy i w ogóle, a w przyszłym tygodniu czeka was wycieczka po “Be Here Now” chyba najbardziej przećpanym krążku.

I pomyśleć, że to dopiero początek świetnych bsideów Anglików…

Wrzesień 9, 2009 at 8:44 pm 1 komentarz

(What’s the Story) Morning Glory?

To ja ten ziomek z przeciwka ;)Dobry wieczór. Tematu płyt, które w jakiś sposób wpłynęły na moje życie – ciąg dalszy.
Znów Oasis, ale nie martwcie się, musze nieco ich tutaj wypromować. Jak nie ja to, kto?

(What’s the Story) Morning Glory? to drugi album manchesterskich zawadiaków. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana muzyki gitarowej. Gadajcie sobie co chcecie, ale gdyby nie ten krążek to dzisiaj by nie było Franz Ferdinandów, Kasabianów, Arctic Monkeys i reszty zespołów tego typu.

„Hello” – zaczyna się dziwnie, zagrywka z Wonderwalla, jednak po chwili syf totalny, hałas i wchodzi gitarka. Zwrotki to totalny popis Liama. Mój ulubiony opener.

„Roll With It” – typowy koncertowy numer, w domu ciężko się tym zakręcić, ale na gigach zajebiście dawał radę. Jak posłuchacie tych wszystkich ludzi na Maine Road to zrozumiecie o co kaman.

„Wonderwall” – perfekcja, hymn pokolenia, teledysk miód. Takie kawałki już nie powstają.

„Don’t Look Back in Anger” – miałem niezłą rozkminę, gdy tego słuchałem pierwszy raz. Jedyny utwór śpiewany przez Noela na tym albumie. Jedyny, który może konkurować z piosenkami, w których wokalu udzielał Liam.

„Hey Now” – zapowiada się obiecująco, ale jest nieco za długi i po dłuższym czasie może znużyć odbiorcę. Trochę zabrakło pomysłu na ten kawałek.

„(Swamp Song Excerpt #1)” – ponad 40 sekundowa rock n’ rollowa wstawka(intro podczas koncertów), która odpowiada za lekkie przygotowanie do

„Some Might Say” – kolejne mistrzostwo, początek przywołuje mi gdzieś na myśl dokonania chłopaków z The Stone Roses. „Some might say they don’t believe in heaven
Go and tell it to the man who lives in hell” kozak wersy.

„Cast No Shadow” – akustyczny kawałek stworzony dla Ryśka Aschcrofta z The Verve. Fajnie brzmi na żywo. Na krążku Liam w najwyższej formie.

„She’s Electric” – coś na wzór Diggsy’s Dinner z „Definitely Maybe”. Bardziej melodyjny, ale w podobnym tonie.

„Morning Glory” – początek jest jak pisk, te lecące helikoptery. Jak to Marian powiedział podczas tahaczki w rytmach Oazy: „co to za korwa psy lecą” odwołując się do śmigłowców. Teledysk jest zabawny, aktorstwo w nim tak mierne, że aż śmieszne :]

„(Swamp Song Excerpt #2)” – druga i w rezultacie ostatnia wstawka. Gdzie strumyk płynie z wolna rozsiewa zioła maj…

„Champagne Supernova” – się rozpoczęła, a podczas niej był raj. W tym raju tak wesoło, że aż przeraża mnie, ta nuta mnie rozkurwia, a ptaki jeszcze nie… ta nuta mnie rozkurwia, a ptaki jeszcze nie, o nie, o nie…

Oasis byli wtedy na szczycie, nie zawiedli. Krążek spełnia moje wszystkie oczekiwania, no i chyba spełnił też oczekiwania słuchaczy, gdyż kupiła go masa ludzi. Koncerty grane podczas trasy promującej tej płytę to najczystszy i najznakomitszy rock n’ roll bez żadnych nadmuchanych lal i opalonych ciotmenów z solarium. Fajnie, że chłopaki niczym nie różniące się od dresów potrafili nagrać coś takiego.

Kwiecień 27, 2009 at 8:34 pm 1 komentarz

Oasis – Definitely Maybe

zajebista okładkaW Polsce nigdy nie darzono ich sympatią. Mało kto dzisiaj o nich pamięta, jeśli już to kojarzy „Waterfalla” 😀 Osobiście jest to mój ulubiony, o ile nie ukochany zespół. Może nie grają ambitnie jak Pink Floyd, nie biegają po scenie podczas koncertów vide Guns ‘n’ Roses i z kulturą mają niewiele wspólnego. Jednak ich muzyka to, pomimo zniżania ich przez wielu do britpopowych chłopaczków, kawał dobrego rocka. W naszym kochanym kraju, traktowani są jako grupa, która tylko zrzyna z The Beatles, a rodowici dziennikarze widocznie nie chcą poprawić ich wizerunku i naklejają im tą etykietę przy każdej okazji. Myślałem nad WTSMG, lecz najpierw o „Definitely Maybe”.

„Rock ‚N’ Roll Star” – jeden z moich ulubionych kawałków do śpiewania. Wszystko jest tu na swoim miejscu, a jak sam tytuł wskazuje, utwór mówi o Liamie. Specyficzny klimat towarzyszy od początku.

„Shakermaker” – były dymy za tą piosenkę, ponieważ jest podobna do starego numeru, który reklamował Coca-Colę – „I’d Like to Teach the World to Sing”. Na niektórych koncertach młodszy Gallagher śpiewał powyższy, cytowany fragment(nie ma go w piosence), ale chyba tylko, dlatego, że był naćpany.

„Live Forever” – szczyt możliwości Noela, bowiem lepszej kompozycji już nie napisał. Piosenka dedykowana zmarłym muzykom, a w szczególności Johnowi Lennonowi(Liam do dzisiaj myśli, że jest jego drugim wcieleniem 😉 ) Najlepsze wykonanie jest na krążku dvd zespołu „There and then”.

„Up In the sky” – genialny refren, sam numer nie jest jakoś specjalnie wybitny. Chociaż jak się słucha płytę od początku do końca to można spędzić przy nim miłe chwile.

„Columbia” – kiedyś nie przepadałem, ale teraz to dla mnie mistrzostwo. Zwrotki miażdżą, szczególnie pod względem wokalnym. Następnie – „This is confusion, am I confusing you?”, a potem „Come on, come on, come on, come on, come on…” Yeah yeah yeah. Odjazd. Słuchając, czujesz się najważniejszym człowiekiem na Ziemi.

„Supersonic” – singiel, od którego się wszystko zaczęło. Mega wyjebana ściana dźwięku, dużo solówek, Liam w świetnej formie, może frytki?

„Bring It on Down” – “You’re the outcast – you’re the underclass
But you don’t care – because you’re living fast” Tego powinni słuchać “Górnicy w Tokio”, których serdecznie pozdrawiam.

„Cigarettes & Alcohol” – wszyscy, w okół pieprzą, jakie to nie zdrowe. Ja też tak pieprzę, bo nie jaram. Pamiętam czasy, jak palacze uważali się za dorosłych, teraz to trochę zanikło. Z alko to różnie, ale raczej na nie. Gallagherowie od używek nigdy nie stronili, więc poświęcili im numer, a szkoda, bo Liam przepił głos.

„Digsy’s Dinner” – bardzo przyjemny kawałek, chociaż nie bardzo rzuca się w oczy. Chwytliwy refren i bardzo przyziemny tekst, do czego w sumie można się przyzwyczaić, bo ciężko w piosenkach Oasis doszukiwać się głębokiego przekazu.

„Slide Away” – mój ulubiony kawałek nr. 2 na Definitely Maybe(nr.4 jeśli chodzi o Oasis). Piękny tekst traktujący o miłości, ulubiona piosenka miłosna Paula M’Cartneya. Jej geniusz, najlepiej zdefiniował sam autor – Noel Gallagher: „Wytwórnia chciała to wydać, po „Cigarettes and Alcohol”, ale ja powiedziałem im, że nie mogą wypuścić 5 singli z debiutanckiego albumu, bo musieliby zafundować mi prywatny odrzutowiec. Wtedy Michael Jackson wydawał po 5 singli a on miał małpę i odrzutowiec, a ja nie chciałem małpy, ale pieprzony samolot jak najbardziej.”

„Married with Children” –na koncertach z Liamem, zawsze grane z pełnym osprzętem. Na albumie jest skromnie, akustycznie i świetnie zarazem. „Twoja muzyka jest gówniana i nie opuszcza mnie przez całą noc”.

I tak dobrnąłem/dobrnęliśmy drodzy czytelnicy do końca, o ile Wam też się ta sztuka udała.
Jak mi się kiedyś będzie nudzić to zapodam skany z książeczki do płyty, bo są w niej bardzo fajne zdjęcia. Mam nadzieję, że zachęciłem Was do przesłuchania. Dobranoc 😉
Oasis 1994

Marzec 29, 2009 at 8:27 pm 5 komentarzy

I’m free to be whatever…

Czas na nową notę. Czas płynie nieubłaganie szybko. Jutro ostatni w tym tygodniu dzień nauki. Miejmy nadzieję, że przyjemny. Ja jednak dalej żyje wakacjami. Wskazuje na to choćby kalendarz na ścianie, który ma wyznaczoną datę 27 Lipca.

Gdyby w ten dzień nie zmieniła go Greena to zapewne dalej byłby na 14 lutym.

Ja rzecz jasna nie zamierzam go zmieniać.

Nie mam ochoty widzieć codziennie jak czas zapieprza.

Dziś lajtowa nota, ponieważ nie mam mózgu(o ile w ogóle go mam) i czasu na coś konkretniejszego. Poza tym jestem w nastroju urodzinowym, ponieważ właśnie jutro się one odbędą(musiałem powiedzieć żebyście mi wysłali jakieś życzenia z neta). Jednak dalej żyję nadzieją, że nikt nie zaśpiewa mi „sto lat” 😉 nigdy nikt nie śpiewał, więc nie widzę problemu.

Filmów ostatnio nie oglądałem. Jeśli coś jednak widziałem to był to serial Niania(tak! Nie wstydzę się przyznać, że go uwielbiam). Obejrzałem już trzy serie i było dosyć fajnie 😉 Oczywiście Ferency wymiata. Planuję zobaczyć obie części Hellboya. Obraz zapewnie denny, ale lubię czasami obejrzeć coś mało ambitnego.

Ostatnio właśnie trafiłem na taki film. Zwał się „Wanted” i jako kino akcji był bez zarzutu. Jednak nie posiadał kropli realistyki. No tak „podkręcane kule” z pistoletu to coś czego można się nauczyć 😉 Fabuła dosyć płytka, ale czego się spodziewać. Generalnie film może się podobać, lecz jest oklepany w wielu miejscach.

Wraz z początkiem września wrócił także Prison Break. Fabuła oczywiście naciągana jak guma w ekspanderze(porównania dziś mi nie wychodzą :D).
Szkoda, że serial obrał drogę zejścia na psy.
Jednak nie od dziś wiadomo, że ludzie rzadko zabijają kury znoszące złote jajka.
Tylko robi się trochę kiepsko bo wszystko odbija się na scenariuszu.
Moim zdaniem w nowych odcinkach jest za dużo cukru(wiadomo gdzie) i dlatego nie można liczyć na dobry odmóżdżacz.
Najśmieszniejsze wrażenie sprawiają jednak przypadki. To co widzimy to istny żal.
Wszystko zawsze zbiega się w czasie.

Następna notka będzie już o czymś!

I pamiętajcie! It’s Good To Be Free !

Wrzesień 4, 2008 at 9:03 pm 4 komentarze

Come in, come out tonight!

oasis-dig-out-your-soul-album-coverWitam czytających! Miałem zabrać się za tą notę od dłuższego czasu, ale cierpiałem na chorobę zwaną lenistwem. Pogoda była bardzo dobra, więc spożytkowałem poprzedni tydzień w inny sposób. Teraz niestety zimno o_O Ale więcej o pogodzie dowiecie się od Zubilewicza.

Pokrótce o obejrzanych filmach(w ciągu ostatniego miesiąca):

Hallam Foe – film o alienacji pewnego młodzieńca, który pod wpływem śmierci matki, którą bardzo kochał, zamyka się na świat. O wszystko posądza kochankę swojego ojca, zdolną do wszystkiego, aby tylko młody wyniósł się z domu. W końcu udaje jej się to, ale(SPOJLER) głównemu bohaterowi wychodzi to na dobre(KONIEC), ponieważ natura lubi płatać figle…

Rzeka Tajemnic – adaptacja książki Dennisa Lehane’a. Tematem przewodnim jest sytuacja, w jakiej znajdują się trzej przyjaciele z dzieciństwa. Wszystko to 25 lat później. Sean pracuje nad sprawą zabicia córki Jimmy’ego. Jednym z podejrzanych staje się natomiast Dave…

Królowe nocy – przeciętny obraz o latach 80’ w Nowym Jorku. Ukazana jest w nim walka policjantów z Rosyjskimi mafiosami. Mimo dobrej obsady film jest średni. Bardzo przewidywalny i zupełnie nie zaskakujący. Pomysł był dobry, niestety film czasem niepotrzebnie się ciągnie…

Piękny Umysł – miałem dużo szczęścia, 10 min. przed rozpoczęciem seansu w TVN dowiedziałem się, że będzie tam lecieć film, który od dawna chce obejrzeć. Głównie z tego powodu, że przeczytałem książkę i chciałem porównać 😉 Co tu dużo mówić, wiadomo iż papierowe wydanie jest lepsze, lecz nie sposób odmówić filmowi znakomitości. Sytuacje z życia Nasha były pokazane w bardzo ciekawy sposób. Gra aktorska na wysokim poziomie. Szczególnie podobała mi się(nie tylko wizualnie ;)) Jennifer Connelly. To trzeci film, który obejrzałem z jej udziałem. Trzeci bardzo dobry film.

Tetsuo – nigdy więcej takich filmów 😀 pokurwienie totalne. Drugiej części na pewno nie obejrzę. Kino z ciekawym przekazem, lecz kompletnym brakiem fabuły. Pełno poklatkowej animacji. Rozpierdol na ekranie. Remande miała rację – to jest prawdziwy odmóżdżacz 😀
Scena z wiertłochujem mnie rozjebała 😀 😀 😀 😀 😀 Nie oglądajcie tego filmu 😀

Paranoid Park – dramat produkcji Francuskiej i USA. Chłopiec imieniem Alex przeżywa typowe problemy nastolatka. Rodzice się rozwodzą, a jego dziewczyna myśli tylko o seksie. Najgorsze ma dopiero nadejść. Wszystko byłoby ok. gdyby nie przerost formy nad treścią. Mamy znakomite ujęcia kamery, masę świetnych filtrów, ale reszta jest strasznie nużąca i przewidywalna.

Zgon na pogrzebie – Angielska komedia, angielski humor. Uwielbiam to. Bardzo dobre dialogi i żarty sytuacyjnie. Takie filmy aż chce się oglądać. Akcje z Valium są świetne, dziadek wymiata, a tak zabawnego pogrzebu jeszcze nie widzieliście 😉
„Ale tu kurwa zielono”.

Myślę, że było krótko. Muzyka w ostatnim czasie to: Kasabiany i Franz Ferdinandy, generalnie coś lekkiego. Wczoraj też polewka, w jakimś komercyjnym radiu puszczali masę piosenek The Smiths. Zapewne jakiś jubileusz miał miejsce. Koncerta Ferdynandów z Rio pobrałem i nawet daje radę. Dziś jednak na koniec będzie zupełnie coś innego.

Sierpień 6, 2008 at 2:46 pm 2 komentarze

We’re all part of the masterplan…

Witam na dorocznym zjeździe fanów dody <co jest?> 😀 Można by coś napisać. Ostatni zastój był spowodowany brakiem czasu i chęci podzielenia się z wami czymkolwiek. No i nie będę ukrywać, że na „nowej” klawiaturze piszę mi się do dupy.
Ale żeby już skończyć z pierdołami to… 😉

Filmy, które obejrzałem przez ostatnie 10 dni stały na dobrym poziomie 😉 8)

k0d208y1Pierwszy z nich „Rekrut” to historia Jamesa Claytona – obiecującego agenta, który stoi u progu wspaniałej kariery. Jego mentorem jest Walter Burke – doświadczony agent i legenda CIA, który często powtarza bohaterowi następujące słowa: „nic nie jest takie, jakim się wydaje”. Colin Farrell i Al Pacino w jednym filmie. Bardzo dobre aktorstwo obydwu panów. Wiele zwrotów akcji i tajemnicza fabuła przemawiają pozytywnie za tym obrazem.
Polecam w szczególności fanom kina akcji. Tej jest tu dużo, a i jest nad czym główkować 🙂

mpabucketlistposterChoć goni nas czas” – ciekawy dramat o życiu dwóch panów śmiertelnie chorych na raka. Edward Cole(Jack Nicholson) i Carter Chambers(Morgan Freeman) dostają wyniki badań, z których wynika, że pozostało im około 6 miesięcy życia. Obaj są pozytywnie nastawieni do ostatnich chwil swojego życia, więc nie chcą spędzić ich w szpitalnym łóżku. A, że Edward jest miliarderem to zapowiada się pełna wzruszających i śmiesznych chwil – przygoda.
Myślę, że film spodoba się rzeszy ludzi, którzy lubią kino wyważone bez różnego rodzaju zapychaczów. Na dobrą ocenę zasługują ładne krajobrazy 😉 Jak na 2008 rok całkiem udany film.

Z muzycznej strony to ostatnio oglądam dwa wydania dvd Oazy. Kolejno „There and Then” i „Live by the Sea”. Oczywiście oba są świetne, choć od „Live by the Sea” wolę „Familliar to Millions”. Może dlatego, że dźwięk o wiele lepszy.

Na koniec The Masterplan, żeby Riv się zajarał 😀

Maj 11, 2008 at 11:52 am 1 komentarz

Starsze wpisy


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Sierpień 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,375 wejść