Posts tagged ‘akcja’

„Righteous Kill” – recenzja

righteous killZewsząd dobiegają do mnie głosy o tym, jak to leciwy już Pacino występuje w byle, jakich produkcjach. Zarzuca się mu, że nie wysila się w nich zbytnio i wszystko gra na jedną minę. Plaga krytyki uderzyła w niego po „88 Minut”, który zdaniem wielu był zbyt słabą produkcją dla legendy kina.
Podobne odczucia fani mają do Roberta De Niro, który to występuje w coraz bardziej komercyjnych filmach. Większość wyśmiewa jego rolę w „Gwiezdnym Pyle”, w którym gra pedałkowatego kapitana statku. Mi się ta rola akurat podobała, a De Niro świetnie ją odegrał.

Z takimi głosami spotykałem się przed obejrzeniem „Righteous Kill”, że to już było, że duet, Pacino – De Niro był w „Ojcu Chrzestnym II,”(co prawda nie wystąpili w ani jednej scenie ze sobą, ale obaj w filmie grali ważne role). Niektórzy zarzucali obu aktorom, że w ten sposób zabijają genialną scenę z „Heat”, – kiedy obaj spotykają się przy kawie i toczą jeden z najlepszych dialogów w historii kina.

Trudno się nie zgodzić z niektórymi wnioskami wysnutymi przez kinomanów. Brakuje mi tu jednak świeżego spojrzenia na sprawę. Raz, że film wcale nie jest tak fatalny, jak oceniają go widzowie. Dwa, że gdyby w „RK” główne role zagrali inni aktorzy, to obraz pewno byłby chwalony zewsząd.

Wiadomo, że 50 Cent to frajer jeśli chodzi o aktorstwo(pewnie nie tylko :)) , ale jego nie ma się co czepiać. Twórcy decydowali, kogo wcielą w rolę Spidera, a, że chwyt z czarnoskórym raperem to czysto komercyjny skok – każdy wie.

Na fanów czeka zaskakujące, pod względem fabuły, kino, dobre efekty specjalne i znośna muzyka. Po raz kolejny nie będę wspominać nt. fabuły, aby nie popsuć Wam oglądania.
To ostatni film z roku 2008, który zrecenzowałem. Bądźcie pewni, że nie pojawi się już żaden inny.

Ocena: 6,5/10

Reklamy

Styczeń 11, 2009 at 1:46 pm 1 komentarz

Max Payne – recenzja

max payneKiedyś w odległych już czasach, pewni panowie z Rockstar stworzyli genialną grę. Muszę przyznać, że sam nawet w nią pogrywałem, choć w grach akcji radzę sobie słabiej od 5 latka. Jednak akcje podczas trwania „bullet-time”(zwolniony czas) były bardzo dobre. Do dziś pamiętam, jak skoczyłem w kierunku drzwi, w którymś z hotelów, a tam sobie powoli leciała we mnie amunicja z shotguna. Stworzenie filmu było kwestią czasu. Tylko czy twórcom udało się przenieść grę na ekran kina?

Szczerze mówiąc – nie.
Od kiedy dowiedziałem się o tym, że powstanie film o przygodach legendarnego już, w pewnych środowiskach, detektywa – czekałem, aż pojawi się w kinach.
Jedno muszę przyznać, jeśli chodzi o klimat to wyszło bardzo fajnie.
Pierwsze trzydzieści minut obrazu to nic ciekawego. Dopiero później zaczyna się uczta bądź horror dla kinomana.

Twórcy chcieli chyba, aby fabuła była zawiła – udało im się to, ale problem w tym, że jest ona momentami nie logiczna, a do tego nijak ma się do gry. Fajnie, że osoby odpowiedzialne za scenariusz chciały zrobić coś nowego, a nie odgrzewać kotleta z gry, ale wyszło im to mizernie. Główny wątek oczywiście jest oryginalny 😉 W obrazie J. Moora brakuje przede wszystkim luzu, wszystko jest strasznie sztywne. Rozmowy przebiegają jak dialog botów na gadu-gadu. Wracając do fabuły to w ostatnich 30 minutach okazuje się, że wszystko co do tej pory oglądaliśmy nie miało sensu.

Efekty specjalnie to również bolączka filmu. Słynny „bullet-time” zastosowano w filmie tylko dwa razy. Poza tym, gdzie się podziała brutalność? Max sobie chodzi, zabija i nie widać w tym żadnej zemsty. Trochę irytujące to jak na człowieka, który tyle przeszedł.
Tutaj właśnie dochodzimy do postaci Maxa, w którą wcielił się Mark Wahlberg.
Moim zdaniem ten aktor znakomicie pasował do filmu. Kojarzył mi się bowiem z zażartym gliną z „Infiltracji”. Jego kreacja w tym dziele to nic wielkiego. Momentami nawet nie chce się już na niego patrzeć. Pokaz jego bezsilności to retrospekcje. Nie zrzucajmy jednak wszystkiego na aktora, bo to reżyser popełnił największy błąd. Wziął się za coś i spaprał to na dobre. Może za kilka lat ktoś zrobi nowy film o przygodach detektywa i pokaże Moorowi, jak spierdolił robotę. Z tego co się dowiedziałem, wydanie DVD ma być bardziej rozbudowane i uzupełniać się z grą. Zatem pozostaje poczekać i osądzić ponownie w najbliższym czasie.

Póki co, głównie ze względu na klimat, muzykę i kilka znośnych postaci.

Ocena 5/10

Listopad 24, 2008 at 4:37 pm Dodaj komentarz

Hancock

hancock posterJak pisałem niedawno: nie przepadam, nie cierpię, nie toleruje bezmyślnych superprodukcji.
Mimo to nie omieszkałem obejrzeć filmu, którego nazwa zawiera się w tytule notki. Zdecydowałem się głównie z dwóch powodów. Po pierwsze primo: chciałem zobaczyć czy Will Smith dalej stacza się po równi pochyłej(Jestem Legendą to było dotknięcie dna). Po drugie primo: zaciekawiły mnie trailery, w których człowiek zwany Hancockiem(Walikoń) rzucał wielorybem do morza/oceanu. Dość powiedzieć, że trafiłem na nie zupełnie przypadkowo.

Obraz wyreżyserowany przez Petera Berga szczerze mówiąc nie powalił mnie na kolana.
Miał takie szanse, bo mimo pierwszego zdania w notce – zapatrywałem się optymistycznie.
Hancock jest super-bohaterem(niepotrzebne skreślić). Jego życie płynie dość nieciekawie – ludzie go nienawidzą, a on sam też nie bardzo pała do nich sympatią. Jednak nie przeszkadza mu to w pomaganiu i ratowaniu życia pewnym osobnikom. Wszystko byłoby okej gdyby nie fakt, iż w trakcie udzielania pomocy pokrzywdzonym, niszczy wszystko co staje na jego drodze. To właśnie dlatego wszyscy chcieliby, aby wyniósł się z miasta.
Pewnego dnia ratuje człowieka, który jest kreatorem wizerunku w mediach… Tyle o fabule(bo już pewnie wiecie co stanie się dalej).

will smithBez ogródek stwierdzam, że autorzy scenariusza się nie popisali.
Mimo gry przeciętnych aktorów można było bardziej wykorzystać potencjał drzemiący w Hancocku. Największy ból głowy stworzyło mi zakończenie. Z jednej strony na oglądałem się ostatnio filmów, w których happy endów było jak na lekarstwo i nie miałem za złe, że właśnie tak kończy się film(nie pluć, że spojleruje dupki). Patrząc jednak obiektywnie jest to kolejne Hoolywodzkie zakończenie, które może podobać się 12 latkom, a nie widzom, którzy obejrzeli trochę ambitnych dzieł.
Film ten ma jednak dużo zalet, ponieważ nie ma tu przerostu formy nad treścią(co w kinie XXI w. zdarza się nagminnie).
Tak! Są efekty specjalne, ale film to nie w 80% pokazywanie możliwości dzisiejszego kina.
Tu odsyłam do Transformersów, które są tego znakomitym przykładem.
Co tak przyciąga w tym filmie? To, że bohater nie jest idealny i (często)zdarzają mu się błędy. Jak na komedie przystało, jest kilka zabawnych gagów.
Nie oglądamy kolejnego koksa co tylko patrzy komu w mordę wyjebać, a jego kumpel załatwia mu nowe zabawki do siania rozkurwy. Willa Smitha mimo wszystko da się lubić.
Na plus(przynajmniej dla mnie) wychodzi również fakt, iż w tym s-f nie ma typowego czarnego charakteru. Bo ile jeszcze można oglądać super walki bossów, z których zawsze wygrywa dobry [‘].

Słowem podsumowania: jedna z najbardziej ciekawie zapowiadających się letnich produkcji nie jest bez wad, aczkolwiek jest to film, który może się podobać. Pierwsza połowa filmu jest niemalże idealna. Niestety w drugiej z filmu upływa to co najlepsze. Mimo wszystko DUPKI z całą odpowiedzialnością mogę polecić ten obraz na sierpniowy wieczór 😉 Dla dzieci do 13 lat zabawa będzie przednia 😉 Przy okazji powstał w Ameryce super-bohater nr. 1000500100900.

Ocena: 6/10

Sierpień 10, 2008 at 11:10 am 4 Komentarze


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Październik 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Takie tam ;)

  • 39,417 wejść