Posts filed under ‘Życie’

Eddie Vedder – Into the wild

 

Kiedyś pisałem o filmie „Into the wild”, wspominałem o muzyce stworzonej na jego potrzeby. Dzisiaj o płycie, którą darzę od dłuższego czasu sympatią i którą moim zdaniem warto posłuchać.

Teksty na płycie traktują o życiu w zgodzie ze sobą, naturą, czasem o walce jaką toczymy w obu przypadkach, choć jak wiadomo możliwości interpretacji jest wiele, aczkolwiek w lirycznej treści nie będę się za bardzo zagłębiać, ponieważ to nie one dyktują tutaj warunki.

Dominują utwory spokojne, choć nie brakuje energii choćby w „Hard Sun”, które wywołuje u mnie różne uczucia. Z jednej strony, numer jest diabelsko prosty, a z drugiej po prostu dobrze zawija się w małżowinę 😉 Piosenki nie są zbyt długie, jak to bywa w soundtrackach.

Kilka przygrywek, z których warto posłuchać „The Wolf” świetnie złożonego i posiadającego magię. Eddie Vedder niejako odcina się ze swoich zapędów do grunge’u z „Pearl Jam”. Gitara akustyczna pozostaje jego faworytem, chociaż „Setting Forth” zdradza słabość twórcy do dźwięków z pieca 😉 Mimo, że elektryk pobrzękuje w tle.

Wszystko jest ze sobą świetnie połączone, gdyby nie było przerw między pojedyńczymi kawałkami, to dobrze by to brzmiało. Jednak nie obawiajcie się – płyta nie jest robiona na jedno kopyto.

Miłośnikom akustycznych wojaży spodoba się solóweczka z „Society”. Jeśli szukać czegoś, co definitywnie wpada w ucho, budzi, nadaje się do tego, by rano sprawić, że poranek będzie piękny to nie można obejść się bez „Far Behind”. Wzorcowy numer. Znakomity wokal Veddera.

Na sam koniec zostawiłem sobie wisienki na torcie, czyli twory, bez których to wszystko nie byłoby takie samo.

Po pierwsze: „Rise” – magia, zapuścić to sobie podczas letniej podróży po lesie i od razu chce się żyć. Szkoda, że zbliża się zima.

Tutaj autor płyty znów się popisuje – „Long Nights”, jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości to wejść na youtube, kupić, ściągnąć, grunt, żeby usłyszeć. Takie piosenki zawsze znajdą miejsce w moim serduchu.

Dobra, dobra, koniec ściemy. Czas na mistrza. GUARANTEED.  Miało nie być tekstów, ale oprócz fantastycznej warstwy muzycznej, która spodobałyby się największym wrogom Pearl Jam.  Ostatni numer zawiera znakomite lyricsy 😉 Łapcie kawałek.

Everyone I come across, in cages they bought

They think of me and my wandering, but I’m never what they thought

I’ve got my indignation, but I’m pure in all my thoughts

I’m alive…

Nigdy nie słyszałem jeszcze żadnej płyty „Pearl Jam”, więc nie mam za bardzo punktu odniesienia, no może poza „Even Flow”, który bardzo sobie cenię. Podoba mi się Vedder akustyczny, można powiedzieć, że klimat na płycie to jakieś pożegnalne nuty dla 60 latków. Nic bardziej mylnego. Po takiej dawce muzyki, chce się żyć na tysiąc różnych sposobów.

Ocena: 8/10

Ps. Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa.

Listopad 3, 2009 at 11:08 pm Dodaj komentarz

Oasis – Standing On The Shoulders Of Giants

W sumie nie wiedziałem, od czego zacząć, bo do napisania na temat SOTSOG, zachęciła mnie pewna osoba. A, że ostatnio czasu mam mało, a i wena jaka jest każdy widzi. Chociaż kto wie, może to wyjdzie na dobre, zawsze podłapię kilka nowych pomysłów, co by dalej rozwijać ten kociołek.

Tutaj od początku dochodzi do małej dygresji. Gdzie się podział zajebisty wokal Liama? Imprezowe życie podczas poprzednich lat nie mogło przejść bez szkód na zdrowiu frontmana Oasis. Co się rzuci od razu w oczy, bo do czystego jak łza głosu, dochodzi trochę pijackiej chrypy i robi się szorstko. Mnie to trochę denerwuje, bo w niektórym utworach brakuje tej magii.

„Fuckin in the bushes” – jak zwykle masturbanci z youtube, szukają piosenek, z których ten motyw mógł zerżnąć Noel Gallagher, niby ta perkusja na początku jest zerżnięta, ale kogo to obchodzi, kiedy numer się dobrze prowadzi. Kawałek wystąpił w mojej ulubionej komedii „Przekręt”

„Go Let It Out” – W 94, Liam śpiewał „Bring it on down”, w 2000, jego podejście nie zmienia się ‘wyluzuj stary’. W Teledysku jest komedia, jak nawala akordy Z i Y i bicie z Whisky 😀

„Who Feels Love” – krótko. Ja czuję miłość tylko, gdy słucham tego numeru z trasy Familliar to Millions, nie leży mi to w wersji płytowej. Chociaż niektórzy chwalą producenta za miks.

Oczywiście brawo, za eksperymentowanie.

“Put Yer Money Where Yer Mouth Is” – czyli “Płucz jej monej”, taki kawałek,w którym mówią o tym, żebyś sobie wsadził kasę w dupę. Z pewnością mają rację, tylko czy sami zawsze postępują w myśl tej zasady? Hmm who knows? Ten dźwięk, który leci przez cały utwór mnie denerwuje, mam wrażenie jakby im się podczas nagrywania w studiu mikrofalówka zacięła.

„Little James” – Noel napisał ze sto lepszych numerów, ale Liam wkońcu coś napisał, więc brat dał mu szansę. Kawałek prosty i trąci nudą. Ale jedno może młodszego usprawiedliwić – przecież nie będzie śpiewał swojemu dzieciakowi „Cigarettes & Alcohol”.

„Gas Panic” – piosenka jest miazgą, chyba najbardziej eksperymentalny numer Oasis i bardzo dobry, szkoda, że nie rozwinęli tego pomysłu na HC. Wszystko rzecz jasna wyszło podczas ćpania i dlatego numer się przyjemnie się rozciąga. O tekście nie wspominam, bo jeśli:

„Cóż to za pozbawiony języka duch grzechu wczołguje się przez me kotary?” ma być przekonujący to ja wolę żeby śpiewali „Jak anioła głos” 😉 Ale tu sie akurat nie liczy co śpiewają, a jak to robią. I szacun.

“Where Did It All Go Wrong?” – bardzo dobry numer, podobnie złożony do Talk Tonight, chociaż inna tematyka no i Noel, który jedzie po frajerach i chcę żeby się dusili.

„Czy zatrzymujesz rachunki

Za przyjaciół, których kupiłeś

Czy to nie jest takie słodkawo-gorzkie,

Byłeś tym, który wciąż otrzymywał”

Świetne wersy.

„Sunday Morning Call” – kawałek powszechnie się podoba, lecz ja to wolałem w nieco innej wersji, ta płytowa nie bardzo do mnie trafia. 2 piosenki pod rząd, w których śpiewa starszy brat to dla mnie nieco za dużo. Za bardzo zmula klimat. Ale pod kątem instrumentalnym miło.

„I Can See A Liar” – kurde, lubię takie utwory, są klasycznie poskładane, ale mimo tego wpadają świetnie w ucho. Może Noel pisał ten utwór o Liamie? Chociaż z tego co się mówi, to Mad Fer It jest szczery, aż za bardzo.

„Roll It Over” – chyba mój ulubiony numer na tym krążku. Strasznie przekonujący i smutny. Znakomicie skomponowany, bezkompromisowy. Szkoda, że tekst nie jest długi. Lecz może to i dobrze, bo byłby dłuższy i piosenka straciła by ducha.

Czwarty studyjny krażek Oasis, jest inaczej niż na poprzednich płytach. Eksperymentów sporo, chociaż nie mogło zabraknąć klasycznych Oejzisów. Zespół był po zmianach w składzie. Odszedł Bonehead i Guigsy. Zastąpili ich Gem i Andy Bell. Technicznie band dostał porządnego kopa, bo obaj są o wiele lepsi technicznie od poprzedników. Tyle, że można spotkac się z opiniami, że po odejściu obu brakowało już trochę jaj i żartów. W Pewnym sensie to prawda, bo chłopaki się nieco uspokoili. Choć należy pamiętać o spornych akcjach i prawie „pewnym” rozpadzie Oasis w tamtych latach. O czym wszyscy trąbili. Mimo, że Noel odszedł ze składu na kilka koncertów, m.in. jedyny występ w Polsce na Torwarze – Liam przyjechał bez niego. To, kiedy wrócił i zaczęło się szaleństwo na Wembley, Oasis udowodnili, że nigdy nie wypadli z gry. Polecam film z trasy koncertowej „Familliar To Millions” jest to genialnie zrealizowany koncert, który powinien obejrzeć każdy fan dobrej muzyki.

Ps. Bo życie się rozciąga, i dzięki Ci za wenę king konga.

Ps2. jedyna studyjna płyta Oasis, której mi brakuje i zawsze jak mam zamówić to nie mam kasy!

Październik 19, 2009 at 8:04 pm 1 komentarz

Hatifnats – Before It Is Too Late

hatifnats

Amerykanie wylądowali na słońcu, Polska zorganizowała ME 2012, a Adam Małysz wrócił do formy z przed lat! Wkońcu. Ale ważniejszym wydarzeniem jest wydanie „Before It’s Too Late”, czyli debiutanckiego krążka zespołu Hatifnats.

Pamiętam jak Stelmach(?) zapowiadał na Offie, że płytka pojawi się we wrześniu. Po ich występie napaliłem się jeszcze bardziej 🙂 I warto było czekać. Po zapowiedziach, w których lider Michał Pydo, mówił, że będzie trochę inaczej aniżeli na koncertach i demach, zastanawiałem się co takiego może pójść pod nóż. Poszło trochę, ale o tym za chwilę.

Album rozpoczyna się instrumentalnym „Towards The Last Sunset”, który brzmi eksperymentalnie i przywodzi mi na myśl trochę orientu. Mniej wytrwali zasną już teraz, a reszta no cóż, zacznie wkręcać się w klimat…

Po trzech minutach, nadejdzie ten moment, który rozwala najbardziej, – jeśli nie znacie tracklisty, to pomyślicie – no dawać te „Waking In The Dark”, czy inne „Konie z Shelville”.

A tu nagle: World 2 i syf, kosmos rozjebunda 5! Te pierwsze dźwięki przywołują myśl jakby ktoś coś odnalazł, w ogóle cały numer mi się tak kojarzy jakby dokonano czegoś epokowego. Miazga. Pydo śpiewa nieco inaczej niż ‘zwykle’, ale nie martwcie się – barwa pozostała ta sama, styl poszczególnych fraz się zmienił.

Dobra nie podniecam się bo to dopiero początek. Koniki są świetne, ale bardziej chyba podobało mi się demo, akustyczna gitara zabrała nieco mocy i da się odczuć.

Czy się stoi, czy się leży, pierwsza zjebka się należy. „Iris” mnie nie przekonuje, niby fajna głębia całego utworu, ale chujowo ułożony, o ile końcówka obfituje w fajną energię, to reszta jest taka zwykła.

W bardzo fajną wycieczkę zabiera nas „Soil” . Jest to numer, który definitywnie powinien się podobać , linia wokalu jest bardzo dobrze dopasowana to melodii. Mocny punkt.

Podczas przesłuchiwania „Mathematix’a” miałem pewne obiekcje. Pamiętam demo z „Offensywy 2”. Nie byłem na początku przekonany. Lecz wyszło dobrze, a chwilę z „teach me to fly” zapisuję do tych momentów magicznych w muzyce.

Co jest smaczkiem podczas słuchania utworu, słyszymy fragment „WITD” grany akustycznie i brzmi on fenomenalnie. Dobra melodia obroni się sama. Prawowita wersja utworu wchodzi chwilę później… Słychać więcej instrumentów, ale najważniejsze, że piosenka nie straciła swojego czaru, choć trochę skrócono jej pazurki.

Hypoxia jest bardzo miła i ma to coś co lubię – jest grana strunowo, więc brzmi nieżle, a do tego wkręca się w głowę. Chociaż twierdze, że można było zrobić ją nieco lepiej.

Before It Is Too Late kończy, mocno, energicznie, choć są akustyczne wstawki, które jak widać spodobały się członkom Hatifnats.

Wydawało się, że po 3 latach na scenie bez płyty, wkońcu będzie za późno, żeby zespół coś wydał. Krążek powinien się podobać, ale należy wziąć pod uwagę, że nie każdego będzie fascynować wokal Michała, więc tu muzyka Hatifnatów straci u potencjalnego odbiorcy.

Zdążyli, zanim byłoby za późno.

Ocena: 7/10

Ps. Czemu wszyscy zaczęli kraść od siebie okładki?

Październik 5, 2009 at 9:04 pm 2 komentarze

O wszystkim

Dzień dobry czytelnicy. Zapewne stęskniliście się za nowymi wieściami z Brzozowic, więc nie pozostaje nic innego jak je przedstawić. Tak pomyślałem, żeby wrzucić w końcu zdjęcie naszej ekipy, bo obiecywałem,obiecywałem i wyszło wielkie nic. Ostatnio idzie nam całkiem dobrze, póki, co nasz bilans to 2 remisy i chyba 2 porażki. Czyli się staramy, ale teraz przed nami mecze z outsiderami, czyli będą jakieś 3 pkt.

Jednak nie ma, co tu demotywować. Kadra nam się trochę zmieniła na lepsze <faja> Zgramy się i będzie Liga Mistrzów nasza, grunt, żeby przejść fazę grupową.

W sumie ostatnio mało czasu i ciągle zajęty czymś, dlatego na muzykę nie wiele czasu. Chociaż zremasterowanych Beatlesów polecam, miodzik się słucha.

Mało tekstu bo się śpieszę, a potem nie będę miał kiedy.

Jak widać na dwóch ostatnich obrazkach – burdel na pulpicie i w przeglądarce towarzyszy burdelowi w prywacie :X

sorry za pokemońską oprawę, ale to nie ja robiłem

burdel na pulpicie

syggg

Wrzesień 29, 2009 at 9:09 pm 2 komentarze

Oasis – The Masterplan

TheMasterplanOasisTrochę minęło od ostatniej notki, ale nie obawiajcie się to był tylko szok szkolny. Na szczęście dla nas wszystkich obyło się bez chorych psów.

Nie będę biadolił, od razu przechodzę do rzeczy. Tytuł nakazuje.

Tak w sumie to myślałem, żeby napisać o „Be Here Now”, ale pomyślałem, że warto zapoznać i zachęcić moich odbiorców do posłuchaniu b-sideów Oasis, które są nieziemsko zajebiste. Na trzeci krążek anglików przyjdzie jeszcze czas, a póki co „The Masterplan” czyli składak piosenek, nie mieszczących się na żadnym z albumów. I tutaj od razu mówię – to nie są jakieś byle jakie numery nagrywane po to, aby tylko coś do singla dorzucić. Zresztą przekonacie się…

Wiecie bo to z takiego moralnego obowiązku, że Oasis rozpada się po raz 999 😉 teraz jednak chyba na stałe. A jak się o nich w Polsce głośno zrobiło 😮 jak nigdy…

„Acquiesce” – świetny ostry kawałek, który był na singlu „Some Might Say”. Bracia uzupełniają się w nim idealnie. No i ten wers, który obrazuje ich obu w Oasis –
„Because we need each other”

“Underneath the sky” – lekko nie ma, a i wokal Liama w zajebistej formie, szkoda, że nie było tego gdzie wcisnąć…

„Talk Tonight” – geniusz Noela, miazga, wokalnie bardzo dobrze. Tej piosenki słucha się bardzo fajnie, a tekst traktuje o podróżach na koncerty, kiedy to nie ma się przy sobie rodziny.

„Going Nowhere” – tak naprawdę jeden kawałek na tej płycie, który mnie nie przekonuje. Mogliby tu dać „D’yer wanna be a spaceman?”. Może komuś się spodoba, ja czasem nawet lubię, ale tylko czasem.

„Fade Away” – zajebisty tekst, ja lubie takie opowieści o młodości. Dosyć prosto złożona piosenka, na koncertach bardzo dobrze to grali, no i ten tekst, o którym mówię po raz drugi.

„Swamp Song” – pełna wersja utworku, który był przerywnikiem na WTSMG. Instrumentalny, przesterowane gitary, fajnie się prowadzi zwłaszcza ta Noela. No i ten luz w jej wykonywaniu na Maine Road…

„I Am The Walrus(live)” – koncertowe wykonanie covera Beatlesów, który często kończył koncerty na trasie do drugiego krążka. Liam śpiewa perfekcyjnie, i niech jakiś kutas powie, że beczy jak zarzynana koza to zajebie!

„Listen Up” – to powinno być zamiast „Hey now!” na WTSMG. Jeden z najlepszych numerów braci Gallagher. Wszystko jest tu idealne. Nie rozumiem, czemu tego tam nie było. Tekst mi się tak spodobał, że sobie go jebnąłem na ściane.

„Rockin’ Chair” – tu nasuwa się tylko jedno pytanie – czy to najlepszy wokal Liama jaki kiedykolwiek wydobył z siebie. o co on wyprawia tutaj to się w głowie nie mieści.
Zawsze chętnie tego słucham no i można fajnie pośpiewać.

„Half the World Away” – bardzo ładny kawałek Noela, szczególnie na żywo magiczny. Cięzko coś napisać, trzeba uruchomić uszy.

„(It’s Good) To Be Free”– mmm młócka na początku wymarzona. Nie dość, że wbija w fotel w oryginale to i akustycznie brzmi nieprzeciętnie!
„Paint me a wish on a velvet sky
You demand the answers but I don’t know why in my mind
There is no time” kocham te wersy.

“Stay Young” – kolejny numer wymiatacz. Jakby tak poskładać te wszystkie piosenki to powstałby całkiem dobry album studyjny z całkiem dużą ilością hitów. Zostań młodym.
Zobaczcie wykonanie z G-MEX 1997.

„Headshrinker” – szkoda, że tak rzadko to wykonywali na koncertach, ale to dlatego, że Liam ustawił sobie wysoko poprzeczkę na wokalu i ciężko byłoby mu to potem śpiewać na każdym gigu. Chociaz na „Live by the sea” poradził sobie wyśmienicie.

„The Masterplan” – Noel do końca życia będzie żałował, że nie umieścił tej piosenki na żadnej poważnej płycie. Jedna z klasycznych piosenek Oasis, jedna z tych magicznych…
„Why we’re all part of the masterplan”

No i radujcie się wszyscy i w ogóle, a w przyszłym tygodniu czeka was wycieczka po “Be Here Now” chyba najbardziej przećpanym krążku.

I pomyśleć, że to dopiero początek świetnych bsideów Anglików…

Wrzesień 9, 2009 at 8:44 pm 1 komentarz

Przejebane…

Macie jeszcze wątpliwości?

ps. jak widzicie notka dzisiaj w stylu niecodziennym, wyjdzie w praniu…

Sierpień 31, 2009 at 10:35 am 1 komentarz

OFF FESTIVAL 2009 cz. 4 – ostatnia.

OFF FESTIVALNa Słupną wybrałem się trochę wcześniej, gdyż chciałem pozyskać koszulkę i przy okazji czymś się pożywić, w każdym razie drugi dzień ‘otworzył’ zespół…

Hatifnats – ostatnio bardzo wpadli mi w ucho, ich piosenki strasznie mnie kręcą, a we wrześniu wydają płytę, o czym udało się dowiedzieć przed koncertem. Zagrali genialnie, lepiej od wczorajszego The Black Tapes. Strasznie mnie nosiło podczas poszczególnych kawałków. Wokal świetny i w ogóle melodie miażdżą. To trzeba koniecznie posłuchać.
Będzie o nich głośno.

Muzyka Końca Lata – przetrwałem do kawałka „Chłopcy”. Miło się ich słuchało, lecz chciałem zobaczyć, co pokażą Andy, więc zmyłem się, aby mieć dobrą miejscówe. A no i spotkałem Marcina Mellera, któremu się gra chłopaków chyba podobała, bo został na kilka kawałków.

Andy – no cóż, muzycznie nie najgorzej, dobry wokal, melodie znośne, mój ulubiony „nic z tego nie będzie”. No dobra, przyznam się, że poszedłem tam dlatego, że basistka mi się podoba, no i w ogóle kobitki są bardzo ładne 😉 Wokalistka niczego sobie też…… 😉 andyOdwołano koncert Rolo Tomassi, czego bardzo żałowałem, bo chciałem pójść w pogo na tym rozpierdolu. Jednak basistę dopadła świńska grypa i nie dane mi było posłuchać ich muzyki.

Janek Samołyk – znałem tego grajka, kilka jego kawałków. Rozczarowanie z powodu Rolo Tomassi odeszło. Janek dał jeden z lepszych występów na OFFie. Grali bardzo przyjemnie, a do tego świetne, luźne rozmówki z publiką. Co mi się bardzo podoba, bo chłopaki się nie lansowali, a i trafnym żartem potrafili zapodać. A no i respekt za kawałek o dresach i chyba o materialistkach, ale nie jestem pewny.

Crystal Stilts – nie zachwycili mnie, było troche monotonii, chociaż pan za keyboardem(?) był bardzo zabawny. Melodii kilka znałem, ale wokal był niemrawy i tak generalnie sztywno. Ani potańczyć, ani się skupić. Mogło być lepiej.crystal

Handsome Furs – grali bardzo żywiołowo. Fajny styl dosyć, ale mnie nie porywało, bo już myślami byłem przy jednym z ważniejszych koncertów tego dnia. Wybyłem po jakichś 3 numerach, chyba po piosence nt. Terminatora (Sic!)

COOL KIDS OF DEATH – już na soundchecku byłem zachwycony, „Dwadzieściakilka lat” brzmiało tak jak sobie to wyobrażałem. Świetnie zapowiedział ich Piotr Stelmach z „Trójki” i zaczęło się. Przy pierwszym kawałku byłem przy barierce i darłem ryja, ale chuja. Nie wytrzymałem i wjebałem się w pogo. To był najbardziej zajebisty pomysł jaki mogłem obczaić. Było kosmicznie, Butelki z benzyną i kamieniem, na żywo brzmią znacznie lepiej niż na krążku. No i ta zabawa w środku. Wszyscy kumaci, wiedzą o co chodzi, teksty znają. Tak to ja się mogę bawić. Jeśli chodzi o atmosferę to najlepszy koncert, na jakim byłem. Zresztą, tego się nie da opisać. cool kids of death

A potem byłem w „Biedronce” na ekstra dożywieniu i piłem jakiś napój, który miał „aspartam” i się wkurwiłem, że się metylowego napiłem…

The Car Is On Fire – kiedyś grali na jakimś feście, ale ja wtedy jakoś specjalnie nie chciałem ich słuchać. Teraz się skusiłem, bo stwierdziłem, że na tą lafiryndę Peszek nie pójde, bo mnie wkurwia. Fajnie zagrali, dobrze mi się bawiło na ich piosenkach, były żarty, było wszystko. No i basista stracił strunę w swojej gitarce, co też wyszło na plus, bowiem zagrali jeden kawałek bez niego i było to urozmaicenie 😉

Wooden Shjips – bardzo miłe odczucia po ich graniu. W pewnym sensie telepało mnie na wszystkie strony, małe ataki epilepsji, a to tylko znamionuje wpływ ich kawałków na moją personę. Polecam.

Jeremy Jay – czyli opowieść o tym jak cały tłum ruszył do namiotu 😀 to było genialnie, podest się zawalił, był tłok. Nic nie pamiętam z tego koncertu, mimo przyjemnego ciepła, wyszedłem po jakichś 15 minutach.

The National – troche zmarzłem przed ich koncertem, dostałem się blisko sceny. Przyszło sporo ludzi, więc zaraz zrobiło się cieplej. Matt z kolegami zafundowali epicki występ. Wino, świeczki, kobiety mogły się poczuć jak na kolacji z Al’em Pacino. Było klimatycznie, żywiołowo, piosenki brzmiały genialnie. Do tego, zagrali prawie wszystkie znane mi kawałki, więc miałem okazję pośpiewać. „Secret Meeting” to było to co miało moc. „Mr. November” podczas, którego Matt był już nieźle nawalony winiakiem. Ciekawe czy pił komandosa, albo leśny dzban 😉 Podobało mi się bardzo, najlepszy koncert bandu z zagranicy, który widziałem 😉 national

Miłość – wpadłem na dziesięć minut. Lechu zajebiście odwalał na fortepianie, a jakiś dresiarz krzyknął, że coś mu nie pasi. Gdybym miał troche więcej siły i koc pod ręką to bym został, ale w innym wypadku postanowiłem się zmyć, bo dało mi w kość. Ale za rok rozbije sobie namiot na Słupnej 😀 po znajomości z Rojkiem 8)

09.08.2009 – Niedziela

Został mi tylko do obejrzenia koncert Olafura Arnaldsa, połaziłem sobie po Mysłowicach, obczaiłem to co miałem do obczajenia. Zjadłem co miałem zjeść i jebłem się spać, żebym mógł się potem skupić na występie Islandczyka.

Olafur Arnalds – kiedy wyszedł, było tak trochę niepozornie. Ładne miał kobitki w składzie(chciałem być wiolonczelą ;)) Bardzo fajnie i zrozumiale gadał po angielsku, żartował, opowiadał, ale najważniejsza była gra. Widać było, że facet żyje za fortepianem. Wychodziło mu świetnie i klimat kościoła też zrobił swoje. Show w ścisłej czołówce OFF-a.
Piękne chwile, gdy odgrywał „Fok”, a w górę pomieszczenia leciały mewy. Dla takich koncertów warto wpadać na OFF.Olafur Arnalds

Podsumowanie:

Pozytywnych aspektów było bardzo dużo, muzyka zróżnicowana(chociaż brakło hip hopu i więcej elektroniki), ale myślę, że Rojek za rok na „piątkę” zaprosi jakiegoś dobrego rapera. Może znowu O.S.T.R. ? Na pewno byłoby ciekawie.

Miasteczko było całkiem fajne, łatwo się wszędzie dostać, ceny nie wysokie(zwłaszcza w Stonce) pogoda bardzo dopisała, chociaż w nocy zamarzałem w namiocie, jednak nie ma co się dziwić, gdyż spałem na kocu i pod kocem 😀 bo mi się karimaty, ani śpiwora brać nie chciało… Już się nie mogę doczekać OFF Festival 2010. To będzie coś zajebistego.
Wpadać, bo podejrzewam, że zespoły będą kosmiczne, ale ja chyba tym razem zamieszkam sobie w jakimś najgorszym hotelu, bo namiotowanie mnie nie kręci. No chyba, że będą ludzie to wtedy ewentualnie można coś zaknyszyć.

Ps. A to akurat jest wpis nr. 100 na tym blogu 😉 oby dobić do tysiąca 😀

Sierpień 17, 2009 at 11:19 am 1 komentarz

Starsze wpisy


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Sierpień 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,375 wejść