Posts filed under ‘Humor’

O wszystkim

Dzień dobry czytelnicy. Zapewne stęskniliście się za nowymi wieściami z Brzozowic, więc nie pozostaje nic innego jak je przedstawić. Tak pomyślałem, żeby wrzucić w końcu zdjęcie naszej ekipy, bo obiecywałem,obiecywałem i wyszło wielkie nic. Ostatnio idzie nam całkiem dobrze, póki, co nasz bilans to 2 remisy i chyba 2 porażki. Czyli się staramy, ale teraz przed nami mecze z outsiderami, czyli będą jakieś 3 pkt.

Jednak nie ma, co tu demotywować. Kadra nam się trochę zmieniła na lepsze <faja> Zgramy się i będzie Liga Mistrzów nasza, grunt, żeby przejść fazę grupową.

W sumie ostatnio mało czasu i ciągle zajęty czymś, dlatego na muzykę nie wiele czasu. Chociaż zremasterowanych Beatlesów polecam, miodzik się słucha.

Mało tekstu bo się śpieszę, a potem nie będę miał kiedy.

Jak widać na dwóch ostatnich obrazkach – burdel na pulpicie i w przeglądarce towarzyszy burdelowi w prywacie :X

sorry za pokemońską oprawę, ale to nie ja robiłem

burdel na pulpicie

syggg

Wrzesień 29, 2009 at 9:09 pm 2 komentarze

Przejebane…

Macie jeszcze wątpliwości?

ps. jak widzicie notka dzisiaj w stylu niecodziennym, wyjdzie w praniu…

Sierpień 31, 2009 at 10:35 am 1 komentarz

Łzy – Kamieniec Wrocławski, 07-12-2009

Dzień dobry. Zapewne tytuł notki zaskoczył was bardziej niż cały ten blog. Nie jesteście sami, mnie też. Jak doszło do tego, że się tam znalazłem. Stało się to tak…

Za górami, za lasami, w pewnej mieścinie, kiedy wracałem z miłej weekendowej przejażdżki. W drodze przypomniało się pewnej osobie, że to dziś grają Łzy w krainie Kamieńca. A, że owa osoba lubi takie koncerty, to zdecydowałem się jej towarzyszyć, od razu wiedziałem, że to będzie dobry materiał na notkę. Nie będę ukrywać, że ten zespół jest przeze mnie nie lubiany, bo gra drętwo, monotonnie i do dupy. Doszło do tego, iż zabraliśmy się w 6 osób, ledwo mieszcząc się w samochodzie. Po dotarciu na miejsce, zobaczyłem troche dresów, imprezowiczów i gorące 14-tki, które były najebane po jednym piwie na 5 osób.

Wpieprzyłem się dosyć blisko sceny i finito. Atmosfera była bardzo cieńka, mimo prób wokalistki zespołu i małych przebłysków widowni, znów na jaw wyszło, że Polacy nie potrafią się bawić przy muzyce gitarowej. Wszyscy stoją i patrzą się jak na jakieś zjawisko, coś co w ogóle przyleciało do nich z kosmosu, ma zielone głowy i w ogóle operuje innym językiem. Ja sobie stanąłem, próbowałem tego słuchać, ale jakoś te piosenki w ogóle nie trafiały w moje gusta. Chociaż miałem moment kiedy mi się podobał ten koncert! Pod koniec jakiegoś tam utworu, zagrali intro utworu „Enter Sandman” – Metallici. Trwało to jakieś 30 sekund, ale mi wystarczyło, aby zacząć skakać i siać rozpierdol, no i co? Jak zwykle ludzie zaczęli mieć pretensje…Ja nie rozumiem, nie pojmuje, nie potrafię rozkminić, co ja im robie, że kurwa robią się jacyś negatywni. Po to jest koncert, żeby sobie poszaleć, stać to można na nielicznych, akustycznych, bądź na takich przy, których się ‘doznaje’. Pod sceną się nie stoi tylko imprezuje. Narobiłem sporo zdjęć, kiepskiej jakości, ale lepszy rydz niż nic. Niektóre wyszły nawet w miarę…
łzy 2łzy 1DSC02495

łzy 4

Koncert skończył się koło 23, nie wiem czy przed nimi był jakiś support bo przyjechałem tam dosyć późno. Najlepsza akcja była jak wracaliśmy. Wjechaliśmy w jakieś bagno za sceną samochodem i za nic nie dało się wyjechać, a to był teren zalewowyl, z którego ostatnio wypompowywali wodę. No, ale miało być na skróty – rzecz jasna fotoreportaż wyszedł genialnie…

bagno!Na ratunek pośpieszył nam Ursus, który udowodnił, że nie lada z niego bryka!

ursus forever Jedynym w pełni usatysfakcjonowanym osobnikiem pozostał…ślimak, którego o włos nie przejechaliśmy.

life is life!! na na nanana!Do widzenia 🙂

Lipiec 13, 2009 at 5:12 pm 2 komentarze

Pierdolenie po goleniu

Witam spragnionych czytelników. Dzisiejsza notke stricte wakacyjna – czasu dużo nie mam bo mnie strofuje mały szatan w osobie mojej chrześnicy.. Póki co, wszystko idzie z górki, robota świetna, więc nie ma na co psioczyć. Ciekawe osoby poznałem w robocie – m.in. Ryśka, który mi opowiada jak za młodu miał długie włosy i jeździł na koncerty AC\DC i Metallici. W ogóle jest zajebiście, mały diabeł właśnie stwierdził, że jestem „człowiek z brodą”. A po co się golić jak robota brudna, pyzatym na budowie zarost dodaje +10 do respektu i szacunku. Pierdole, będę jaskiniowcem 😉 Dobrze, że dorwałem jakieś słuchawki to nie musze słuchać marudzenia antychrysta :] Choć zaczeła pisać na kartkach i podrzucać je koło klawy. Normalnie macie tutaj na blogu relacje live..Nie sądziłem, że do tego dojdzie.

Przedchwilą jarałem się solówką z The Four Horsemen. Teraz zostało mi jakieś 20 min, bo jak się sciągnie Harry Potter 5 to ja już nie mam czego szukać na kompie do 2012 🙂

Żeby poczuć feeling klasy robotniczej, zapuszczam sobie Listen Up – Oasis.

One fine day
Gonna leave you all behind
It wouldn’t be so bad
If I had more time

Wczoraj dowiedziałem się, że będę mieć od września korki z matmy. Rozwaliło mnie to totalnie, będę musiał je jakoś odkręcić, bo nie wyobrażam sobie straty czasu na gówno, które nie będzie mi potrzebne. Zresztą ciekawe kiedy miałyby się one odbywać. Chyba w święta, bo nie ma opcji na opuszczanie treningów i meczów w moim ostatnim juniorskim sezonie, a przerwy w dostawie ciężaru do mięśni też nie wchodzą w grę.. Tymbardziej, że zapowiada się niezła rozwałka, co dobrze mnie motywuje do rozgrywania spotkań na najwyższym poziomie.

Z filmów polecam nic, a szczególnie Miasto Boga, które oglądałem jakiś miesiąc temu. Mam nadzieję, żę się wam spodoba. Kurwa dłonie mi się kleją od gruntu! Spadam na drzewo, w przyszłym tygodniu jak będę posiadać, większą ilość czasu to coś napiszę bardziej rozbudowanego i sensowniejszego. A to taki zapychacz, żebyście wiedzieli, że żyje i wszystko ze mną dobrze, bo się zaczniecie martwić i wpadniecie w depresję, a na co to komu? Kurwa zaraz się przykleje do klawy, na razie. Aaaa jak chcecie zajebisty utrwalacz do włosów to polecam gładź! Można zrobić wszystko! Marian mam przepis na twoje afro.
01-harry-potter-uniform1

Przez tego frajera, muszę kończyć!

GIŃ TY SKUR…

JESTEM HARDKOREM.

Czerwiec 24, 2009 at 3:51 pm 2 komentarze

RIP – Monumentalny pochówek dekady

SzacunStokrotka gdzieś w tle, jeden z klasyków wśród starszej publiczności, a szczególnie żuli z parku. Ostatnio te chore wybory, na które idzie większość ludzi. To zabawne, kiedy im się przyglądam – oni naprawdę myślą, że coś zmienią. Niby lepiej zagłosować niż być biernym, ale po co w ogóle wybierać kogoś kto będzie podejmował za nas decyzje ważne odnośnie naszej przyszłości, skoro sami powinniśmy o niej decydować. W pewnym sensie wybierzemy sobie kolejną kukle, którą w razie niesprzyjających nam decyzji będziemy mogli zlinczować.

Na tą notkę zbierało mi się od dłuższego czasu. Może i nawet od roku, ale dopiero teraz cała sytuacja się zazębia.

Dla kibiców Milanu, odejście na zasłużoną emeryturę Paolo Maldiniego to schyłek pewnej epoki. Ja fanem Rossonerich jestem od 7 lat i jego odejście nie było zbyt wesołym momentem w czasie kibicowania. Choć zdecydowanie jeden z gorszych, bo kilka dni temu rozbrat z A.C Milan ogłosił Ricardo Kaka, który przeniósł się do(jak ja ich nie lubię) Realu Madryt.

Przed finałem Ligi Mistrzów w Stambule w 2005 roku, kupiłem szampana, aby oblewać zwycięstwo Rossonerich – jeśli rzecz jasna by wygrali. Do przerwy był wynik 3:0 dla Milanu, więc byłem już pewny zwycięstwa, jak nigdy niczego. Pamiętam sms-y do znajomych typu: „szampan już się sam otwiera”. Wszystko miało być świetnie, potem w 6 min. rozsypał się kolos na glinianych nogach i marzenia o triumfie trzeba było odłożyć na dwa lata.

Wcześniej była jeszcze wpadka w meczu z Deportivo, która też dała mi po kości, a to jeszcze w czasach podstawówki, gdy śmiałem się, że Real odpadł z Monaco. Wieczorem El Depor zagrało jeden z najlepszych meczów w historii i zgniotło mój ukochany klub 4:0. Mimo tego, że w pierwszym spotkaniu A.C. Milan wygrał 4:1.

Kończą się beztroskie wakacje, podczas których kurs: Dom-rzeka obierałem kilka razy dziennie. Dobrze, że mam blisko. W ogóle był klimat, pierwsze skoki z mostu, namawianie ludzi, aby się przełamali. Woda w kolorze czekolady, syf, praktycznie szambo. Ale kogo to tam wtedy obchodziło? I wszyscy byli zdrowi.

Mecze na małym boisku przed szkołą, gdzie teraz stoi hala gimnastyczna. Wielkie rozgrywki, piękne kosy i mój bramkarski fach, który sprawiał, że mimo młodego wieku byłem wybierany do drużyny jako jeden z pierwszych(a co, trzeba sobie dosłodzić). No i śmieszne akcje, gdy brat zrobił wsad na koszu i urwała się obręcz 😀 Skoki narciarskie na biegówkach.

Wyjazd do Włoch, który zapamiętam do końca życia, choćby dla tekstów pompy: „butelka się nie rozbiła, bo była zakręcona”, lub jednego geniusza z Zagłębia Lubin – „stolica Rzymu to Ateny przecież”. Genialne widoki w San Marino, no i mistrzostwa świata 2006. Emocje związane z oglądaniem meczów rep. Włoch w ich kraju to kosmos. Szczególnie finał, kiedy stara babcia wyrwała krzesłem od jakiegoś Italiańca bo zasłoniła telebim na 5 sekund. Skakanie, feta na mieście, wszystko. Wracając do Pompy ten to miał talent – dogadywał się z chińczykiem po polsku, gdy mu daliśmy instrukcje: „mów głośno i wyraźnie to zrozumie”.
Albo mecz z jakimiś plażowiczami z Italii. To dopiero były jaja, teksty Pompy niszczyły. Jakiś Włoch zdobył bramkę, no to ten krzyczy „Del Pierroooo, Del Pieroooo”. Plażowicze odkrzykują coś w stylu: „ forza Del Pierooo” a Pompa do nich: „Del Pierooo, Del Pierooo, tak ten stary chuj”, a oni dalej w ekstazie… Mimo piasku, który parzył w stopy, leżeliśmy z kumplem ze śmiechu, a tamci nie wiedzieli o co chodzi.

Niestety nie zamieszczę tu nawet 1/100 tego co się ciekawego przez ten czas zdarzyło. Bo by mnie oskarżyli na wordpressie za to, że im się mój blog na dysku nie mieści.

Lecz miło powspominać tamte czasy. Teraz już tego nie ma i przypuszczam, że już nie będzie. W dobie komputerów i telefonów ludziom włącza się mania dzwonienia, sms-owania itp.
Jak słyszę teksty typu „hihihi no wiesz, ja to bym nie przeżyła dnia bez swojej komórki” to mam normalnie „zwis prącia”.
Nie wspominając już o skuteromanii o_O mam nadzieję, że niedługo benzyna pójdzie w górę i się przesiądą na rowery.

Jak to bywa w wakacje – czasu na pisanie będę mieć mało, lecz postaram się o te 3-4 notki w miesiącu, chyba, że mnie jakaś większa wena najdzie. Jak dobrze się uda to nakręcimy z Samkiem film, scenariusz już jest, aktorów mamy kilku, więc będzie dobrze.

Pozdrawiam wszystkich czytelników i życzę miłych wakacji i skaczcie do brodzików na główkę 😉 Na koniec piękny utwór…

Czerwiec 11, 2009 at 10:47 am 2 komentarze

Disasteradio

tetrisDzisiaj przedstawię Wam śmiesznego ziomka, z dosyć zabawną muzyką. Mocno kiczowatą, co prawda, ale bardzo łatwo wchodzącą w ucho. Na Disasteradio trafiłem jakieś trzy miechy temu na last.fm i tak sobie puszczam co jakiś czas na ich stronce wytwory dźwięko-podobne. W sumie to pewnie nawet bym nie zwrócił uwagi, ale staram się przesłuchać, chociaż po kilka kawałków zespołów, które się na Offie pojawią. Jakiś prowizoryczny rozkład koncertów będzie trzeba ułożyć. Póki co pewne CKOD, El Perro Del Mar, Olafur, The Nationals, Ballady i Romanse.

Wracając do Disasteradio;

Stuprocentowe rycie bani, bity są mistrzowskie. Dźwięki z różnych urządzeń elektronicznych, podejrzewam, że i z mikrofalówki coś jest. Mnie się to podoba.

Posłuchajcie sobie takiego „Awesome Feelings” Ten motyw, który ciągnie się od początku kawałka to pewnie z jakiejś gry na Pegazusa! Pamiętacie na pewno takich ziomków, co śpiewali Blue (Da Ba Dee), tutaj panują podobne klimaty, ale wszystko na większym luzie.

Za całością siedzi niejaki Luke Orwell z Nowej Zelandii. Oczywiście muzyka tworzona jest na komputerze. Koleś robi to coś od 1999 r. i dobrze mu to wychodzi. To tak gwoli ścisłości.

Ale co ja wam tu dupe truć będę – usłyszczie to – Digital Pop.

Dobrych kawałków jest sporo, ale jak to w moim przypadku bywa, takie krótkie fascynacje szybko się kończą. Bo to nie jest muzyka, przy której udzielają mi się jakieś emocje poza śmiechem. Lecz może właśnie o to w tym wszystkim chodzi?

Ja to bym chciał, żeby ten koleś zrobił taki bit jak T.Love do „Polish Boyfriend”. Muzykę Nowozelandczyka traktowałbym raczej jako dodatek do śniadania. No chyba, że kogoś takie zabawy z elektroniką rajcują.

I bym zapomniał o najlepszym. WOKAL. Koleś ma barwę głosu jak Arni w „Terminatorze” „Hasta la vista, baby” malkontentom, którym będzie przeszkadzać zrobociały głos.

Na dole macie dużo utworów do pobrania: http://www.lastfm.pl/music/Disasteradio

A niech ma, zasłużył 😉

Ocena: 5/10

Maj 23, 2009 at 11:12 am 1 komentarz

Majówki 2009 !

Majówki za pasem, wydarzenia kulturalne już się zakończyły. Jutro znajomi mają maturki, a ja sobie mogę w spokoju poczekać jeszcze rok. Zbliża się lato, a ja lubie czegoś mocniejszego posłuchać, gdy ciepło, więc Metallica – Kill’em All. Cóż całkiem mi się podoba, więc będę mieć alternatywę dla System of a down i Iron Maiden. Posłuchajcie solówki w The Four Horsemen, przechuj! Jednak tutaj majówki prym wieść mają, więc w boczny tor Hetfieldów odstawiają.

DZIEŃ PIERWSZY:

Mieliśmy w sumie niezłą rozkminę z Marianem, bo od dłuższego czasu planowaliśmy ten dzień w J-L. Głównie dlatego, iż grało tam T.Love, a potrzebowaliśmy tego optymistycznego flejvoru niesionego przez Muńka i spółkę. Od początku:

Dotarliśmy o godzinie 18(jeżeli dobrze pamiętam). Niestety grypa żołądkowa nieco ograniczała me zdolności do wszystkiego(szczególnie alkoholu). Dlatego też musiałem pić Beskid Zdrój?

18:00 – Zbigniew Foryś Band.

Klęska jak chuj, dużo amerykańskiego dadrocka, za którym nie przepadam. Ale frontman zjebał sprawę, mówiąc, że The Rolling Stones to zespół amerykański. Koleś stracił u mnie szacunek, mimo zagraniu 3 coverów tejże grupy.

19:00 – RH+

Zespół grał w swoim rodzimym mieście. Strasznie się sprzedali no i ‘nieco’ gwiazdorzą. Kiedyś mój brat był z nimi na grillu i byli to całkiem mili ludzie. Teraz na siłe chcą być fajni. No, ale jaka muzyka takie fanki – 12 latki. Chociaż zasmucił mnie fakt, kiedy zauważyłem kolesi w wieku 16-20 lat, którzy śpiewali: „jeeezu to znowu się stało…” no comments.
Najlepszy był taki afro-ziomek, który robił sobie z nich bekę i udawał oddanego fana 😀

LOL ROKU:
„Więc podnieś swoją twarz i przytul swoją dłoń” CO ZA GÓWNO!

21:00 – T.LOVE

To była dobra akcja. Udało się nam dostać pod barierki. Kawałki T.Love znaliśmy niemal wszystkie. Zdarłem ryja, lecz było warto. Jak tylko puścili „Jazz nad Wisłą” to mnie dorwało ADHD i Świńska Grypa, no i rozjebałem połowe ludzi. Przez co się na mnie oburzali, ale chuj im w kakao, jak się bawić nie potrafią. No, nie będę wspominać o 3/4 towarzystwa, które znało tylko jedną piosenkę. To było żałosne, kiedy zwrotki z Munkiem śpiewało może 5 osób, a reszta stała wryta jak knur w koryto i głupio się uśmiechało. Jeden koleś wbiegł na scenę bo chciał być fajny, ale szybko się ulotnił. Ochroniarze go złapali, a wokalista T.Love powiedział: „tylko nie bijcie chłopaka”. A ja w sumie jestem za tym, żeby chuja spałować! W morde mu, pałką!

Opinia Mariana:

„Osobiście sadze ze Muniek jako jednostka którą tak wyraźnie podkreśliła publika ;)) wbrew etyce koncertowej solidarności wzbudził we mnie uznanie gdyż potrafił odwalić swoje nie bacząc na publikę która nie do końca była pewna integralności z muzyka szczególnie obrazował to ich niekonwencjonalny taniec ;p a co do moich własnych doznań są pozytywne chociaż kryteria dobrej zabawy są bardziej zróżnicowane niż typowych festyniarzy i oczywiście miałem swojego bonusa tudzież nagrodę za darcie ryja – ajrisz na zawołanie.”

DZIEŃ DRUGI:

6:00 – 18:00 – różne chore akcje, co ja tu wam będę dupe truć. No tylko się pochwalę, że upiekłem zajebistego murzynka, a jak wróciłem do domu to już kurwa zostały tylko 3 kawałki 😦

22:00 – DODA !!!!

To był dopiero koncert! Dżaga normalnie, wszystkie opalone technoboje z bmw były w swoim żywiole. Dresom nie bardzo podobała się ta oprawa, oni wolą Popka i Firmę.
W ogóle strasznia pizda, nie dość, że śpiewała gorzej od tego przychlasta z RH+ to jeszcze zatruwała środowisko, – zbotoksowanym ryjem i silikonem. Ale wy wiecie, jaka jest mentalność polaków. Wszyscy się śmieją z Dody, a jak przyszło, co, do czego, to frajerzy nawet śpiewali piosenki i podskakiwali, bo to było takie tru i dżezi. W sumie dzięki naszym zajebistym urokom udało się łatwo złapać stopy w dwie strony, więc dojazd był za free. Tylko i tak dyche popłynąłem na tym gównie, bo się okazało, że kiełbasa tyle kosztowała…
No i jeszcze gorączka mnie złapała potem…
I dostałem zjebe od trenera, że nie byłem na meczu i nasz zespół przegrał 4:1, ale co ja poradzę, że brzuch mnie napierdzielał.

Opinia Mariana:
„a co do dody nie mam weny wole poczytać Wertera i jego żałosną miłość, była mniej tandetna:)”

DZIEŃ TRZECI:

Spanie do 12, potem usiadłem sobie za domem – skosztowałem cudownej jogobelli do picia(smak miażdżący). Następnie tahaczka z marianem w piwnicy, jak przystało na niedziele. Opcja most i tego typu akcje. Meczyk seniorów mojej drużyny, który zwyciężyli 4:2. Sędzia z Fryzjerem był umówiony. 90 minuta, rzut karny z dupy dla drużyny gości. Nasz bramkarz obronił, wszyscy się cieszą, a sędzia każe powtórzyć strzał [‘] Jak nietrudno się zorientować – wpadło…

A teraz w sumie to tutaj tłamszę tą notkę dla blogowych zawadiaków!

Narazie Drodzy Kochani Zajebiści Genialni Czytelnicy.

ps. jutro będe mieć arkusze maturalne  ze wszystkich przedmiotów. Piszcie na mail, podany z prawej strony, to wyślę.

Maj 3, 2009 at 7:30 pm 4 komentarze

Starsze wpisy


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Czerwiec 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,342 wejść