Posts filed under ‘Gry’

Runaway 2: Sen Żółwia

Dawno, dawno temu napisałem recenzję gry Runaway: A Road Adventure. Teraz postanowiłem, iż po przejściu drugiej części również, co nieco naskrobię.
Hmm, od czego tu zacząć? Brian Basco(bohater poprzedniej części) leci ze swoją kobietą Giną na wycieczkę. Samolot jednak odmawia posłuszeństwa(wszak ma już wiele lat na karku, co widać po wyglądzie). Brian decyduje się wypchnąć dziewczynę z samolotu, aby uratować jej życie, ponieważ na pokładzie jest tylko jeden spadochron. Maszyna wpada jednak w samo serce dżungli i tylko cudem nie rozbija się w drobne kawałki. Szczęście? No cóż tego elementu na pewno nie zabrakło w tej sytuacji.

Naszym zadaniem będzie wydostanie się z dziczy i uratowanie ukochanej bohatera(o ile jeszcze żyje). Nie będzie to łatwe przedsięwzięcie, dlatego, że Brian, mimo lekkiego przypakowania na siłowni u Pudziana, dalej jest nieco niezdarny i ślamazarny w poczynaniach.

Fabuła gry pozostawia wiele do życzenia, pierwszy etap jest bardzo ciekawy, drugi trochę przekombinowany, a ostatni, który aż kipi od nawiązań do klasyki „Escape from the Monkey Island” nie podobał mi się. Dwa ostatnie etapy gry strasznie się nużą i naprawdę trzeba przechodzić je niemal na siłę. Bardzo ciekawie jest zrealizowany etap trzeci i jedyne, co w nim drażni to za dużo S-F. Gra staje się przez to nierealna. To przeszkadza, bo, gdy przypominam sobie pierwszą część to tam realizm był na wysokim poziomie. Nie można jednak wieszać psów za takie rozwiązania, bo to pokazuje, że scenariusz się rozwinął w jakimś tam stopniu. Mnie to trochę drażni, bo miałem nadzieję na grę inną niż „ratowanie całego świata”. Zakończenie mi się podobało, chociaż mamy trochę nielogiczną sytuację dotyczącą Giny, ale ją najwcześniej ujrzymy w trzeciej części. Fajnie byłoby, gdyby została uśmiercona w najnowszej odsłonie. To dałoby tytułowi bardzo dużą furtkę do kolejnych części.

tn_565_1

Nie będę ukrywać, że chciałbym, aby Brian zaczął w końcu być jak facet, a nie podpierducha.
Bardzo fajna sytuacja z jego udziałem wydarzyła się pod koniec trzeciego aktu(jak pogracie to zobaczycie).

To tyle o fabularnej stronie gry. Grafika się nie zmieniła, chociaż stała się bardziej animowana w 3D, drażni mnie to, bo nasz główny bohater nawet na najwyższych detalach jest po prostu niewyraźny. Muzyka również słabsza. Humor stoi na dobrym poziomie i można się często uśmiechnąć, chociaż strasznie irytują dłuuugie kwestie postaci, które napotykamy. Już teraz wiem, czemu wydawca polski nie podjął się polonizacji gry. Stąd nie mamy już tu kwestii mówionych po Polsku, jest jedynie wersja kinowa(polskie napisy). Irytujący jest oryginalny głos Briana, gada tak jakoś o dupie Marynie.

Podsumowując, sequel wydanej w 2003 roku gry jest ciekawym rozwinięciem historii dla przygodówkowiczów, aczkolwiek razi trochę nierealna fabuła i małe niedoróbki. Pierwsza odsłona była pozycją obowiązkowa. Druga jednak nie wszystkim przypadnie do gustu.

Ocena: 7/10

Grając ostatnie 2 akty, modliłem się, aby to już się skończyło…

Styczeń 31, 2009 at 4:57 pm 2 komentarze

Worms Armageddon

worms armageddonPojawił się nowy PES oznaczony numerkiem 2009, czy gówniana Fifa, a nawet Football Manager 2009. Jednym słowem raj dla graczy, którzy lubią piłkę kopaną 🙂
Na razie jednak do żadnej gry mnie tak nie ciągnie. W piłkę można pograć na treningach naszej wspaniałej drużyny, a jak chcę się pobawić w managera to werbuje nowych graczy 😉

W każdym razie przechodzę do meritum. O grach piszę rzadko, a jeżeli już to staram się polecać naprawdę godne tytuły. Dziś polecę pozycję, która jest już jednym z klasyków.
Nie będę pisać o antologii Wormsów bo się nie opyla. Mogę tylko powiedzieć, że była to druga gra w jaką zagrałem w życiu na komputerze. Zaczęło się od niecnej wersji demo, która była zainstalowana na zakupionym już sprzęcie. Nastąpiło ogóle podniecenie, świat się zatrzymał, a panek zjadł kolejny wagon koksu. Gra nieźle mi się wkręciła w banie. Do tego stopnia, że dostałem od „mikołaja” pełną wersję, wtedy kosztującą 69,99 zł. Grało się kozacko i było mocno. Święta u kuzyna, połączone z kilkuosobowym napieprzaniem w małe robaczki to coś czego się nie zapomina. Dość powiedzieć, że potem wszyscy jego znajomi wkręcili się w ten tytuł 😀

Niemniej jednak, kiedy wyszła kolejna część „Worms: World Party” nie było w niej nic ciekawego. Kilka plansz, chyba jedna nowa broń to zdecydowanie za mało, aby zaskoczyć gracza. Z perspektywy czasu właśnie ta część jest ostatnią dobrą grą o robakach. Chwilę później pojawiły się „Worms: Blast” – jest to dobra gra, ale na zasadzie arkanoid. Potem wychodzą gówniane „Worms 3D”, które zupełnie nie mają tego samego klimatu. Nie wiem jak można przenosić w 3D grę skazaną niemal na klasyczne 2D. Można było ulepszyć modele postaci, grafikę(„Worms: Blast”) i to by wystarczyło. W Team17 uważali inaczej i zabili kurę znoszącą złote jajka. O kolejnych częściach pisać mi się nie chce bo również są do kitu.

Do czego zmierzam? Do tego, że grywalność „Worms: Armageddon” jest fantastyczna. Gra ma wiele trybów rozgrywki. W trybie wieloosobowym tak naprawdę tylko od rywali, z którymi grami zależy jak będzie wyglądać rozgrywka, bowiem każdy stosuje inną taktykę 😉
Nie ma możliwości, aby gra się „skończyła” i to jest jedną z największych zalet. Poza tym sprawnie zrobiona jest rozgrywka sieciowa i encyklopedia Wormsów – Wormopedia, w której znajdziemy wszystko o naszej ulubionej grze. W nieoficjalnym wydaniu „New Edition” spotkamy się z licznymi udogodnieniami – maksymalna ilość robaków – niezależnie od ilości graczy, pływające owieczki, plansze z „W:WP” i wiele innych.

Co tu dużo mówić – 10/10 🙂

Listopad 6, 2008 at 2:50 pm Dodaj komentarz

Runaway: A Road Adventure

runawayPierwszy raz i zapewne nie ostatni zrecenzuję grę na tym blogu.

O czym warto wspomnieć na początku – nie przepadam za grami na PC, tudzież konsole itp. Zazwyczaj moje coroczne harce ograniczają się do wyczekiwania kolejnej części „Pro Evolution Soccer”, bądź gry o tej samej tematyce, lecz innym rodzaju – „Football Manager”. Rzadko gram, ale gdy trafiam na ciekawy tytuł to muszę w niego zagrać. W czasach, kiedy to akcelerator 3D w karcie graficznej był luksusem, a gry(po niskiej cenie) można było kupić jedynie w czasopismach – często zamieszczano gry przygodowe. Bo niskie wymagania i każdemu pójdzie(tłumaczyłem sobie) – posiadać wtedy procesor szybszy niż 200 mhz i 32mb ram to było coś. Kolejną zaletą było zapewne to, że w takie gry grało się długo, choćby z tego powodu, że dostęp do Internetu był ograniczony i znalezienie solucji bądź poradnika graniczyło z cudem. Takie tytuły jak np. cała saga „King Quest”, „Simon the Sorcerer” czy cała seria „Monkey Island” były świetną okazją do pogłówkowania i użycia komputera do czegoś bardziej wymagającego niż denne napierdalania w klawisze. To właśnie wtedy bardzo polubiłem gry przygodowe.
Takie tytuły jak „Jack Orlando”, „Torin’s Passage” były dla mnie chlebem powszednim. Niestety(dla gier przygodowych) sprzęt komputerowy rozwijał się, więc gry robiły to samo. Coraz trudniej było znaleźć „przygodówkę” point n’click. No i to co denerwowało mnie najbardziej – gry przygodowe w 3D. Jak dla mnie zupełnie straciły swój klimat. Wtedy w roku 2003(premiera w Polsce) pojawiła się gra, która zwiastowała powrót do korzeni…

„Runaway: A Road Adventure” – Mimo, że pierwszy raz z grą zmierzyłem się w roku 2004 to moja przygoda nie trwała długo. Wtedy jako uczeń 6 klasy podstawowej byłem na ten tytuł za słaby. Dość powiedzieć, że nie udało mi się przejść pierwszego wątku w grze. Widziałem jednak, że ta gra jest bardzo dobra, ale trochę za trudna dla mnie. Powróciłem do niej 4 lata później. Był to znakomity wybór. Świetna przygodówka. Wyważony poziom trudności, co by nie ukrywać kilka razy wspomagałem się solucją. Bardzo dobre logiczne zagadki. No i to za co przygodówki lubimy chyba najbardziej – znakomity klimat i fabuła. Świetnie zbudowane są lokacje, w których przyjdzie nam szukać różnorakich przedmiotów czy rozwiązywać kolejne zagadki.
Fabuła to najmocniejsza strona gry – mamy nieco humoru, trochę akcji i elementów filmów sensacyjnych. Wszystko połączone razem tworzy bardzo spójną całość. Kolejne wydarzenia nie wydają się nam naciągane, a to niezmiernie ważne bo wtedy gra zyskuje na grywalności.
Równie mocna strona to grafika – dla fanów „Crysis” ładna może i nie będzie. Ale dla człowieka, który czyta komiksy itp. – okaże się majstersztykiem.
Polska wersja językowa jest bardzo dobrze przygotowana. Dialogi są w pełni przetłumaczone i wymawiane po polsku. Błędów w lokalizacji nie uświadczyłem.
Muzyki w grze nie ma dużo, a jeśli już jest to są to wpadające w ucho melodie.
runawayTeraz trochę o naszym bohaterze. Jest nim Brian Basco student z ameryki, który wyrusza do Californi, aby uczyć się na uniwersytecie Berkeley. W momencie, gdy jedzie samochodem – pod koła wpada mu pewna dziewczyna. Jak się później okazuje – ma ona na imię Gina i jest piosenkarką w nocnym klubie(tak przynajmniej przedstawia się naszemu bohaterowi).
Brian od razu wiezie kobietę do szpitala i szuka okazji do kontynuacji swojej podróży na uniwersytet(czyt. chce się uwolnić od Giny). Jednak nie będzie łatwo, ponieważ dziewczyna prosi go o pomoc przekonując, że to sprawa życia i śmierci. Opowiada mu o tym co stało się tuż przed wypadkiem, a oczarowany jej urodą Brian daje się uwieść 😉 Bo jak tu nie pomóc pięknej kobiecie, której grozi śmierć…
Nie jest to sf – taka historia mogłaby się przydarzyć w prawdziwym życiu.

Warto wspomnieć, że w roku 2006 wyszła kontynuacja, w którą jeszcze nie miałem okazji zagrać(obecnie poluję na allegro ;)) – „Runaway 2: Sen Żółwia”. Na początku 2009 roku możemy spodziewać się trzeciej części, której podtytuł ma brzmieć „A Twist of Face”.
Ale na dzień dzisiejszy dla mnie najlepszą „przygodówką” w jaką miałem kiedykolwiek okazję grać pozostanie „Runaway: A Road Adventure”. Tym optymistycznym akcentem kończę tą recenzję i idę grać. W co? Pytanie retoryczne 😉

Zasłużone 9,5/10 😉

Maj 18, 2008 at 6:59 pm 1 komentarz

It’s Alive :D

Siema 🙂 Brzozaw wrócił 8) rozje… blog na onecie i przerzucił na wordpressa :]
Od ostatniej noty minęło kilka miesięcy – troche się zmieniło 🙂 Tak po krótce(muzycznie):
Kwiecień – Maj = Fascynacja starym dobrym Queen 8)
Czerwiec – Lipiec – Sierpień = 3 miesiące ostrego, mocnego „Soil-u” czyli System of a Down(choć przewinęło się wiele innych bandów przez ten czas to Tankian, Malakian i spółka zrobili na mnie największe wrażenie :-))
Wrzesień – Październik = 2 miesiące które zmieniły troche postrzeganie na świat – Placebo, świetny głos Molko 🙂
A teraz hmm ostatnio dużo „Travis-a” polecam szczególnie wszystkie single, bo są świetne, przede mną jeszcze
„The Man Who” czyli ich najlepsza płyta.
Duużo koncertów też się naoglądałem przez ten czas o filmach nie wspominając 🙂
ale to w przyszłych notach które będa dosyć często.

A żeby był jakiś powód reaktywacji tego niecnego bloga, to dlatego że:Moje grono fanów

Ci wszyscy ludzie chcieli abym znów pisał 😉 nie mogłem odmówić 🙂

Napiszę coś jutro może, Cheers !

Listopad 10, 2007 at 3:43 pm 2 komentarze


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Sierpień 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,373 wejść