Posts filed under ‘Filmy’

„Bękarty Wojny” – recenzja

Pieprzyć promocję, pieprzyć marketing. Pieprzyć top 100 filmów na filmweb.pl

To jest naprawdę zajebisty film. Tylko rozmyślam nad jednym, czy Tarantino wraca do formy, czy to tylko jego jeden odskok od słabszych filmów z ostatniego okresu. A muszę przyznać, że co do tego dzieła miałem duże oczekiwania, bo 2 tyg. Wcześniej oglądałem 12 Małp(wkońcu) i przypomniał mi się z Butch z Pulp Fiction, a potem to już samo poszło. W każdym razie – Małpki to pozycja obowiązkowa.

Obowiązkową pozycją być może staną się kiedyś „Bękarty Wojny”. Nie wiem jak na pomysły do tego filmu wpadał Quentin, ale wyraźnie widać, że znalazł dobry temat, w którym mógł trochę wypróbować motywów. Bo za gangsterskie kino juz się brać nie powinien. To już było. W dodatku wykonane przez niego zajebiście, więc po co psuć dobry wizerunek tamtego okresu?

Brad Pitt. Kurde mam z tym facetem problem. Co bym z chęcią coś na niego złego powiedział, to nie ma się czego uczepić. Znowu stanął na wysokości. Ba, zrobił taki wzwód, że mógłby żonglować kulami do kręgli. Jak tak popatrzę sobie, to jeden z aktorów, tego nieco nowszego pokolenia, którego śmiało będziesz można postawić poziom pod De Niro i Pacino. Czyli bardzo wysoko. W roli dowódcy bękartów jest genialny. Jakiś taki spokojny, mało mówi, dużo robi i czasem wygląda zbyt poważnie jak na ten film. Lecz podejrzewam, że właśnie takie zamierzenie miał Tarantno. Głównym bohaterem powinien jednak zostać pewien szkop, który rozbraja największych kozaków. Jak oglądaliśmy z marianem, to tylko leciały teksty: „patrz jak on ją już korwa wciąga nosem”, albo „już go skminił, koleś jest w dupie” i wiele innych. Jak obejrzycie to będzie wiedzieć o kogo chodzi.

Fabuła abstrakcyjna, no i nie mogło zabraknąć sceny typu: 1000 strzałów, nie wiadomo kto przeżył, a kto nie. Twórca „Wściekłych Psów” dostałby świńskiej grypy, gdyby takiej sytuacji nie zamieścił. Zakończenie to majstersztyk, dokładnie taki jakiego można oczekiwać od genialnego Tarantino. Pomysł z Adolfem i jego ziomami bardzo ciekawy.

Nie ma co ględzić, trzeba obejrzeć.

Ocena 9/10

Reklamy

Listopad 30, 2009 at 10:49 pm 5 Komentarzy

Wojna Polsko-Ruska – recenzja

Wojna-polsko-ruska-od-22-maja_imagelargeKiedy zobaczyłem, że to film o dresiarzach nie było bata, żebym tego nie zobaczył. Od premiery kinowej minęło sporo czasu, ale może to i dobrze, bo cały zgiełk towarzyszący „Wojnie Polsko-Ruskiej” raczej nie działał na jej korzyść. Wiadomo, że zmasowany atak reklam może równać się filmowej klęsce. Czy w tym przypadku tak było? Przekonajcie się sami.

Niemniej jednak, w końcu mogę z czystym sumieniem powiedzieć: Polak potrafi. Wydawało się, że lata świetności polskiego kina mamy już dawno za sobą. Tymczasem zostaliśmy uraczeni bardzo ciekawą pozycją. O ile Borys Szyc od czasów „Symetrii” nie miał dawno ciekawej roli, tak teraz znakomicie spisał się chyba w jego przeznaczonej – roli dresa.

Mogłoby się wydawać, że czeka nas głupia komedyjka z kilkoma ciekawymi frazami. Jednak sam film to raczej dramat z elementami groteski. Humor powala na kolana, a szczególnie sceny z pewną dresiarą, czy zapędy głównego bohatera do kobiet. Dla mnie jednak klasyczna sytuacja powstaje, kiedy Borys z kompanem nafetowani zdobywają krótkofalówki.

– Fajne nie?
– Ale zajebiste!
– Idź na drugą stronę ulicy, ja będe stał tutaj
– Będziemy ze soba gadać!

– Halo, halo, tu baza, Odbiór!
– Podaj hasło, podaj hasło, Odbiór!
– PTAKI LATAJĄ (bełkot?)
– ERROR, ERROR, HASŁO NIEPRAWIDŁOWE!

– Co powiedziałeś?
– No, error to jest hasło nieprawidłowe!
– Co kurwa nieprawidłowe? Co że niby nieprawidłowe? Co się nie podoba?
– Hasło nieprawidłowe żeś zrobił! Ocipiałeś?

– To jakie jest kurwa hasło twoje? No wal! Jakie jest twoje do kurwy, nędzy hasło!
– INNE KURWA! INNE! Albo się umiem bawić, albo się nie umiem bawić, albo się zna hasło, albo się nie zna, a jak się nie zna to niech się nie zaczyna!

A później to już sami zobaczycie… W ogóle takich śmiesznych sytuacji jest cała masa co dodaje filmowi typowych polskich cech komediowych. Co natomiast mnie bardzo cieszy to cały przekaz jaki niesie ze sobą obraz, oprócz obrazu piekła z pięknym osiedlem jednorodzinnym, dostajemy kopa w konsumpcjonizm. Nie mówiąc już o szydzeniu z pewnych „wartości”. No i laski mogą się cieszyć bo Szyc biega w niektórych scenach z pytą na wierzchu. Szkoda tylko, że połowa kobiet, która zapewne oglądała to w kinie nie pojęła ogólnej rozkminy filmowej, a koncentrowała się na rozmiarze penisa 😉

Z takimi filmami, poniekąd są problemy – trudno wypisać wszystkie zalety bo tutaj dominują totalnie subiektywne odczucia. Jednak już w trakcie koncówki, wszystkim oglądającym ogłosiłem, że będzie recenzja, będzie wysoka nota i film bardzo wiele wniósł do skostniałego ostatnimi czasy polskiego kina. Pamiętam swój zachwyt po obejrzeniu „Boiska Bezdomnych” kiedy chciałem go opisać i dać mu 8 z kawałkiem. Po „Wojnie Polsko Ruskiej” byłem jeszcze bardziej oczarowany. Jako film spisuje się znakomicie, nie oceniam go jednak w kryteriach adaptacji, ponieważ książki w ręku nie trzymałem.

Ocena 9/10

Listopad 10, 2009 at 10:39 pm 1 komentarz

Egzorcyzmy Dorothy Mills – recenzja

plakat - EDMEgzorcysta, Egzorcyzmy Emily Rose, i pewnie jeszcze jakieś inne filmy o egzorcyzmach istnieją, w tym momencie w pamięci mam akurat dwa powyższe.

Jakieś pół roku temu brat ściągnął „Egzorcyzmy Dorothy Mills”. Ponieważ nie było do dziada napisów, to obejrzeć się nie dało/nie chciało. Mniejsza o to. Kilka dni temu obejrzałem sobie i muszę przyznać, że momentami był to bardzo przyjemny seans.

Bolączka filmu jest nierówność – są sceny świetne i zupełnie nietrafione. Panuje strasznie ciężki klimat, prawie jak w KGHM. Akcja rozgrywa się na jakiejś wysepce, bodajże w Irlandii. I jak to bywa w takich miejscach – miejscowi nienawidzą przyjezdnych, małe miasteczko rządzi się swoimi prawami, co zresztą da się zaobserwować podczas oglądania.

Widoki są nawet ciekawe, ale ten deszczowy klimat, to zmulenie, jest aż zanadto widoczne. Myślałem, że to będzie horror, a wyszedł taki psychologiczny thriller, który z egzorcyzmami niewiele miał wspólnego. Mocnym punktem jest fabuła. Na początku nudziłem się, narzekałem – „co to za gówno”, „ile jeszcze do końca?”. Jednak po około 40 minutach robi nam się bardzo dobre kino. Wątki świetnie się uzupełniają i piwo dla tego, kto rozkmini zakończenie przed końcowymi 30 minutami.

Oczywiście nie brakowało scen zabawnych, a ZŁOTĄ PALMĘ przyznam starej babce, która napierdalała na elektryku( nie był to Fender), ale my ochrzciliśmy ją nazwą: „babka z fenderem”. Ona jest lepsza od Chucka Norrisa. Kiedy w jednej z ostatnich scen, ma na sobie okulary przeciwsłoneczne, wygląda jak zmutowanie Jimi Hendrixa z Joe Satrianim, Kirkiem Hammettem i piotrem kupichą. Jak jej nie wpuszczą do „ROCK AND ROLL: HALL OF FAME” to te całe przedsięwzięcie jest nie warte złamanego grosza. Uff, zajebista postać.

Zakończenie jest zaskakujące i tu mi się podobał jeden moment, który nie zrobił z tego filmu kolejnej szmiry z ładnym zakończeniem i miłymi cytatami na endingu.

Ocena: 6/10

PS. Ocena nieco podyktowana moim zażenowaniem z powodu pewnej suki z TPSA, która chciała mi wcisnąć jakieś gówno! Zaliczyła wała 🙂

Sierpień 4, 2009 at 10:16 am 3 Komentarze

Spirit – Duch Miasta – recenzja

Spirit duch miastaSamuel L. Jackson to najlepszy murzyński aktor, żaden frajer nie może się z nim równać. Rolami w „Pulp Fiction” czy „Długi pocałunek na dobranoc” nabił sobie u mnie respekt.
Jakiś czas temu chwaliłem „Sin City” za nietuzinkowy klimat, świetny obraz i wykonanie, a także aktorów z najwyższej pólki.

Aktorzy w „Spirit-Duch Miasta” również są jednymi z lepszych – wspomniany Samuel L. Jackson, Scarlet Johannson i ta suka co jej nie lubie – Eva Mendes.
Fabuła komiksowa jak wiadomo, bo to wkońcu jego ekranizacja. Ludzie dają temu filmowi bardzo niepochlebne recenzje, jadą po nim jak po psie. A ja nierozumiem dlaczego?

No dobra tytułowy Spirit, tzn. chodzi mi o aktora, to jakaś słaba cipa, ale reszta jest już co najmniej dobra. Niektóre sceny przypominają Tarantinowskiego „Kill Billa”. Dzieło zrealizowane jest podobnie do Sin City, ale widać, że trochę ucięto koszta bo rendering nie jest już tak zajebisty. To da się jednak przeboleć. Bo ten film to tak naprawdę teatr jednego aktora, czy się zgadzacie Samek kopie tyłki wszystkim i szkoda, że to nie on został tytułowym Spiritem.

Dawno nie widziałem tak wyrazistej postaci, gdyby film był lepiej dorobiony i reszta aktorów byłaby w 3/4 tak świetna jak Samuel to mielibyśmy klasykę kina. To, co odwala ten człowiek – w głowie się nie mięści. Geniusz czarnego humoru. Szkoda, że nie jest go za dużo w filmie. Gdyby dali mu jeszcze jakieś 15 min. to nagrody murowane. Koleś w końcówce dopiero się rozkręcał. A co się działo przed końcówką…

Moment, kiedy przebiera się za SSmana z tym szkiełkiem nad okiem nawiązując bodajże do Goebbelsa i przemawia na ten ludzkiej egzystencji, kodu genetycznego. Jego powaga, skupienie i chwila, gdy myślimy – „kurde ale wariat!”, a nie zwracamy uwagi „patrz jak zajebisćie gra”. Postać wykreowana jest maksymalnie zajebiście. No i największa ironia tej sceny – murzyn ssman.

Nie podobał mi się główny bohater, niby pewny siebie, uwodzicielski, ale nie przekonywał w żadnym stopniu, a może przekonuje tylko kobiety?

Głupoty pieprzą wszyscy, co krytykują ten film. Jo Brzozaw powiadam – oglądać, nie pierdolić! Może nie ma tego klimatu co „Sin City”, ale to nie znaczy, że jest do dupy.

Ocena: 7/10

ps. pozdro dla Samka, Patka spytaj go czy się czasem na czarno nie przerobił na potrzeby filmu 😮

Lipiec 30, 2009 at 10:16 am 1 komentarz

[REC] – recenzja

Ostatnimi czasy złapałem sporo opcji na notki, więc spodziewajcie się kilku recenzji, filmów, książek, czy innych chorych psów. Dzisiaj film z gatunku horrorów, czyli takiego, które oglądam bardzo rzadko.

Ludzie, którym spodobał się ów „fenomen hiszpańskiego kina grozy”, zawsze mówili, że jedną z najlepszych zalet jest prowadzenie kamery z ręki, co ma dodawać realizmu historii. Taki zabieg wykorzystane w „Blair Witch”, o którym kiedyś pisałem i zjechałem go jak burą sukę. W tym filmie nawet dobrze to wychodzi.

Jednak jest wiele zastrzeżeń, propo scenariusza, który jest naciągnięty aż zanadto. Nie wiem, do czego pił autor tej historii, ale mnie to zupełnie nie wciągnęło, poza tym często się uśmiechałem, a najbardziej na końcowych scenach. Realizacja i gra aktorska pozostawiały trochę do życzenia. Lecz tutaj nie to powinno górować nad widzem, napięcie, strach – to powinniśmy odczuwać podczas seansu. I mogę się zgodzić, przyznać – film trzyma w napięciu, ale straszydło z niego żadne. Poza jedną sceną końcową, tak naprawdę można się śmiać z całej akcji.

Wyobrażacie sobie sytuacje, w której 80 letnia babka rozpierdala strażaka w kwiecie wieku? Niby ma jakiś tam przyrost siły, ale bez przesady. Może posłuchała porzekadła, że słynne już „tabletki metki to sposób dla twojej sylwetki”. W ogóle sceny ze starą kurwą w tym filmie są chyba najśmieszniejsze, szczególnie jak dostaje buta w klatę to mi się przypomina seria „Evil Dead”.

Nie wiem czym podjarał się Marian, kiedy to oglądał, ja się podjarałem ze śmiechu. No, ale można to wytłumaczyć faktem, że oglądałem z bratem, a z czego jak z czego, ale z horrorów to zazwyczaj robimy komedię 😀 A z takich, w których są stare babki to największą.

Drugą część już tworzą, będzie wyglądać jak coś pokroju Resident Evil, czyli wbiegają z karabinami i (SIC!) dostają wpierdol od zombie 😀 Będę zmuszony to obejrzeć.

Wracając do „[REC]” – w przypadku tego filmu, mi tu brakuje jakiegoś wyjaśnienia. Nagle wszystkich zamykają w budynku i nie wypuszczają, bo choroba może się przenieść. Z tego, co się okazuje, ludzie są tam skazani na śmierć. To nie lepiej ewakuować kilka kamienic, jebnąć dynamit i po sprawie? Jak te chore psy to przeżyją to wtedy zaczęliby się martwić. A tak przed drugą częścią, mają cały blok zombie i kupę roboty.

Ocena 5/10

Lipiec 28, 2009 at 9:17 pm 5 Komentarzy

„Zack i Miri kręcą porno” – recenzja

takich okładek było już pełno...Uff jak ja czasem lubię obejrzeć coś kretyńskiego. Oczywiście w takich momentach warto sięgnąć po amerykańskie komedie, które są pozbawione wszystkiego, a słowo dobry smak może się tam kojarzyć z ‘tylko’ 10 przekleństwami na minutę i pokazywaniem dupy co 10 sekund. Na szczęście nie przeszkadza to mojej osobie i kiedy widzę podstępną komedyjkę romantyczną ubraną w niecodzienne szaty, dane jest mi szybko wyciągnąć wnioski na jej temat.

„Zack i Miri kręcą porno” – podobnych tytułów było już tysiące, podobnych okładek i posterów, zapewne też. Lecz filmu w tych klimatach się nie doszukałem, były co prawda młodzieżowe komedie traktujące o kręceniu pornosów, ale scen samego kręcenia było tam jak na lekarstwo. Kelvin Smith twórca niezapomnianych Clerksów czy Dogmy, nie bał się trafić w sedno tematu. Wynajął nawet dwie aktorki porno, które nie miały oporów przed graniem scen łóżkowych.

Ale od czego zaczyna się historia? Zacki i Miri znają się od dziecka i są bardzo dobrymi przyjaciółmi, no może poza momentami, gdy facet wchodzi jej z rana do łazienki, akurat w sytuacji kiedy ona siedzi na tronie. I wszystko mogłoby być ok, lecz obaj mają kiepskie zarobki i niewielkie szanse na podbudowanie domowego budżetu, bowiem mieszkają razem. Nie ma wody, gaśnie prąd, a jak prąd to i ogrzewanie – normalnie jakby wpadł tam Konon i powiedział „zlikwiduje wszystko całkowicie prawie wcale”.
W końcu Zack wysuwa propozycję nagrania pornosa…

W rolę tytułowych bohaterów wcielili się Seth Rogen i Elizabeth Banks(bardzo fajnie grała w „Definitely Maybe”), w pozostałych rolach nie mogło zabraknąć miejsca dla ulubieńców Smitha czyli Jeffa Andersona i Jasona Mewesa(Clerks, Clerks 2 itd.).

Wyszło ciekawie, bezpretensjonalnie, a zarazem ostro i chamsko. Momentami przypominał mi się „Supersamiec”, który również atakował prostymi i niekiedy brutalnymi wywodami.
Pod względem humoru jest dobrze, co prawda są sceny, które chciałyby śmieszyć na siłę.
Jednak można je przeboleć, a jak dotrwacie do momentów, gdy pornos jest kręcony to będzie zabawnie. Chyba, że oglądacie film ze stadem moherów, chociaż mojej babci tam się raczej podobało.

Warto obejrzeć.

Jeszcze mi się przypomniała nuta z dzieciństwa adekwatna do tego filmu:

Big Cyc – Kręcimy Pornola

Ocena: 6/10

ps. Magia Harrego Pottera działa i póki co uporałem się z chrześnicą }:-> na jak długo, jeszcze zobaczymy 😀 w każdym razie mam już w zanadrzu Kung Fu Pandę!

Czerwiec 27, 2009 at 11:26 am 3 Komentarze

Anioły i Demony – recenzja

1994-2c841b587ab77e74b895deec61c00a54Anioły i Demony, czyli kolejna po „Kodzie Leonardo Da Vinci” przereklamowana filmowa produkcja.

Kiedy wyruszałem do kina, to miałem nadzieję, że dzięki rozpoczęciu filmu o 00:01 będę mieć możliwość wczucia się w klimat i obejrzenia czegoś naprawdę dobrego. Najpierw zapodali trailer Terminator: Salvation, który bardzo mi się podobał i nie wykluczam, że obejrzę to na dużym ekranie.

Przechodząc do „Aniołów i Demonów” to nasuwa mi się kilka cytatów z wczorajszej nocki.

„pójdziesz z tąd czy nie? Bo jak pirdolnę sikierą!”
„kurwa twoja mać! Gdzie te widły?”
„daj kamienia!”
„czekolaaaaaada”

Czyli podręczny zestaw z sali kinowej, który można wykorzystać podczas seansu.

Na pierwszy ogień fabuła: niezbyt porywająca, szczerze mówiąc to oczy mi się przymykały i to nie tylko dlatego, że było późno. Chociaż muszę przyznać, iż początek mi się spodobał – szczególnie sceny z wielkim akceleratorem. Wszystko było przyśpieszone i jeśli wierzyć Marianowi, to zmieniono sporo względem książki, więc tutaj też nienajlepiej to rozwiązano.
„kurwa twoja mać! Gdzie te widły?”, żeby zabić scenarzystę.

Najbardziej jednak denerwował mnie Tom Hanks – koszmar. Jego kreacja to straszne dno, o ile w ogóle coś wykreował. Strasznie bezpłciowy, zero charakteru, a jego mimika na bardzo kiepskim pułapie. Apogeum słabości osiąga w chwili, gdy przekonuje karabinierów w Watykanie. Jest to tak sztuczne, że aż żal się robi tego aktora, który miał trochę udanych ról.
Do filmów tego typu nie pasuje mi Tomasz i lepiej byłoby, gdyby dał sobie spokój z takimi występami.
Śmiało mogę powiedzieć do niego: „pójdziesz z tąd czy nie? Bo jak pirdolnę sikierą!”

W ogóle to film z tego co się orientuje miał być o iluminatach, a wyszła papka dla mas.
Niby coś tam wspominają, ale jak sam film sponsorują iluminaci, to wiadomo, za dużo o sobie powiedzieć nie mogą. „DAJ KAMIENIA!”

Bardzo fajna jest scena z antymaterią, tutaj śmiało mogę powiedzieć, że mnie zachwyciła.
Efekty specjalne na naprawdę wysokim poziomie. Syf totalny lub, jak kto woli: CZEKOLAAADDAAAA”

Kończąc chciałbym powiedzieć, że czuję niedosyt, bo spodziewałem się kina na poziomie. Skończyło się niedobrze, patowo, bez żadnych morałów i brakło dobrej muzyki.

Nie taki Demon straszny jak go malują.

Ocena: 5/10

Maj 15, 2009 at 7:16 pm 4 Komentarze

Starsze wpisy


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Październik 2017
Pon W Śr C Pt S N
« List    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Takie tam ;)

  • 39,417 wejść