Archive for Listopad, 2009

„Bękarty Wojny” – recenzja

Pieprzyć promocję, pieprzyć marketing. Pieprzyć top 100 filmów na filmweb.pl

To jest naprawdę zajebisty film. Tylko rozmyślam nad jednym, czy Tarantino wraca do formy, czy to tylko jego jeden odskok od słabszych filmów z ostatniego okresu. A muszę przyznać, że co do tego dzieła miałem duże oczekiwania, bo 2 tyg. Wcześniej oglądałem 12 Małp(wkońcu) i przypomniał mi się z Butch z Pulp Fiction, a potem to już samo poszło. W każdym razie – Małpki to pozycja obowiązkowa.

Obowiązkową pozycją być może staną się kiedyś „Bękarty Wojny”. Nie wiem jak na pomysły do tego filmu wpadał Quentin, ale wyraźnie widać, że znalazł dobry temat, w którym mógł trochę wypróbować motywów. Bo za gangsterskie kino juz się brać nie powinien. To już było. W dodatku wykonane przez niego zajebiście, więc po co psuć dobry wizerunek tamtego okresu?

Brad Pitt. Kurde mam z tym facetem problem. Co bym z chęcią coś na niego złego powiedział, to nie ma się czego uczepić. Znowu stanął na wysokości. Ba, zrobił taki wzwód, że mógłby żonglować kulami do kręgli. Jak tak popatrzę sobie, to jeden z aktorów, tego nieco nowszego pokolenia, którego śmiało będziesz można postawić poziom pod De Niro i Pacino. Czyli bardzo wysoko. W roli dowódcy bękartów jest genialny. Jakiś taki spokojny, mało mówi, dużo robi i czasem wygląda zbyt poważnie jak na ten film. Lecz podejrzewam, że właśnie takie zamierzenie miał Tarantno. Głównym bohaterem powinien jednak zostać pewien szkop, który rozbraja największych kozaków. Jak oglądaliśmy z marianem, to tylko leciały teksty: „patrz jak on ją już korwa wciąga nosem”, albo „już go skminił, koleś jest w dupie” i wiele innych. Jak obejrzycie to będzie wiedzieć o kogo chodzi.

Fabuła abstrakcyjna, no i nie mogło zabraknąć sceny typu: 1000 strzałów, nie wiadomo kto przeżył, a kto nie. Twórca „Wściekłych Psów” dostałby świńskiej grypy, gdyby takiej sytuacji nie zamieścił. Zakończenie to majstersztyk, dokładnie taki jakiego można oczekiwać od genialnego Tarantino. Pomysł z Adolfem i jego ziomami bardzo ciekawy.

Nie ma co ględzić, trzeba obejrzeć.

Ocena 9/10

Listopad 30, 2009 at 10:49 pm 5 komentarzy

Placebo – „Battle For The Sun”

Placebo się moim zdaniem zatrzymało na „Meds”, na którym de facto nie było nic nowego, a raczej powielanie schematów, co w przypadku zespołu tworzącego tak dziwną muzykę jest zabójcze. Przed sesją do nowego albumu „Battle For The Sun” z zespołu odszedł po 9 latach – Steve Hewitt. Perkusista, którego zawsze mi się miło słuchało, więc spodziewałem się, że będzie jedna, wielka, dupa wołowa i kości na rosół.

Płyty słuchałem jakiś czas temu, podobało mi się„Julien” i kilka innych numerów. Ostatnio nie wiedziałem za co się wziąć, a Adam mi dupe truł, że sobie ściągnął dyskografie Placków i lansi teraz, że zna Bitter End 😀 No i tak jakoś sobie przypomniałem o płytce no i wiadomo musi być dokładniej odsłuchana i zrecenzowana ;]

Przede wszystkim w oczy(uszy) rzuca się fakt, że nareszcie jest inaczej. W przykładowym „Kitty Litter” jakiś chórek się pojawia, co u kogo jak u kogo, ale u Molko bym się tego nie spodziewał. To nie koniec niespodzianek, bo piosenka numer 4 ma bardzo ciekawie zrealizowaną pauzę i przejście. Widać, że zespół szuka nowych rozwiązań. Na płycie brakuje nut pokroju: „Special Needs” czy „Protect Me From What I Want” (i celowo nie wymieniam tu piosenek z WYIMN).

Zdarzają się nawiązania do drugiego albumu, bo nikt mi nie wmówi, że tytułowy „Battle For The Sun” nie brzmi podobnie do „Pure Morning”,

Co mnie rozbawiło, motyw z „Speak In Tongues” przypomina mi piosenkę „…w moim magicznym domu…” 😀 Może denerwować, że większość refrenów opiera się na waleniu po instrumentach, ale jak się słyszy „Happy You’re Gone” to stany stresowe odchodzą w niepamięć.

Faworytem jeśli chodzi o może nie najlepszą, ale największą piosenką na longplayu pozostaje „Julien”. To jest utwór, który łączy wszystko to co mają Placki w sobie najlepsze, w dodatku dodając powiew świeżości.  No i bym zapomniał – Molko, facet jest niesamowity, niedługo dobije do 40-tki, a wokal dalej taki jak przy nagrywaniu pierwszego krążka. Szacun.

Zawsze czepiałem się „Meds”, że gdzieś już to słyszałem. Jeśli chodzi o „Battle For The Sun” to będę mógł posłuchać innego spojrzenia Briana na muzykę jego zespołu. I co mnie bardzo cieszy – nie będę musiał szukać „odpowiedników” do piosenek z poprzednich krążków. Jeśli najdzie mnie ochota na „Special K” to sobie włączę „Special K”, a nie jakieś „Special Z”, które generalnie brzmi tak samo, tylko nieco nazwę ma inną.

No i posłuchajcie „Kings Of Medicine” ! Słyszeliście takie Placebo?

Ocena: 7,5/10

Listopad 19, 2009 at 8:30 pm 2 komentarze

Wojna Polsko-Ruska – recenzja

Wojna-polsko-ruska-od-22-maja_imagelargeKiedy zobaczyłem, że to film o dresiarzach nie było bata, żebym tego nie zobaczył. Od premiery kinowej minęło sporo czasu, ale może to i dobrze, bo cały zgiełk towarzyszący „Wojnie Polsko-Ruskiej” raczej nie działał na jej korzyść. Wiadomo, że zmasowany atak reklam może równać się filmowej klęsce. Czy w tym przypadku tak było? Przekonajcie się sami.

Niemniej jednak, w końcu mogę z czystym sumieniem powiedzieć: Polak potrafi. Wydawało się, że lata świetności polskiego kina mamy już dawno za sobą. Tymczasem zostaliśmy uraczeni bardzo ciekawą pozycją. O ile Borys Szyc od czasów „Symetrii” nie miał dawno ciekawej roli, tak teraz znakomicie spisał się chyba w jego przeznaczonej – roli dresa.

Mogłoby się wydawać, że czeka nas głupia komedyjka z kilkoma ciekawymi frazami. Jednak sam film to raczej dramat z elementami groteski. Humor powala na kolana, a szczególnie sceny z pewną dresiarą, czy zapędy głównego bohatera do kobiet. Dla mnie jednak klasyczna sytuacja powstaje, kiedy Borys z kompanem nafetowani zdobywają krótkofalówki.

– Fajne nie?
– Ale zajebiste!
– Idź na drugą stronę ulicy, ja będe stał tutaj
– Będziemy ze soba gadać!

– Halo, halo, tu baza, Odbiór!
– Podaj hasło, podaj hasło, Odbiór!
– PTAKI LATAJĄ (bełkot?)
– ERROR, ERROR, HASŁO NIEPRAWIDŁOWE!

– Co powiedziałeś?
– No, error to jest hasło nieprawidłowe!
– Co kurwa nieprawidłowe? Co że niby nieprawidłowe? Co się nie podoba?
– Hasło nieprawidłowe żeś zrobił! Ocipiałeś?

– To jakie jest kurwa hasło twoje? No wal! Jakie jest twoje do kurwy, nędzy hasło!
– INNE KURWA! INNE! Albo się umiem bawić, albo się nie umiem bawić, albo się zna hasło, albo się nie zna, a jak się nie zna to niech się nie zaczyna!

A później to już sami zobaczycie… W ogóle takich śmiesznych sytuacji jest cała masa co dodaje filmowi typowych polskich cech komediowych. Co natomiast mnie bardzo cieszy to cały przekaz jaki niesie ze sobą obraz, oprócz obrazu piekła z pięknym osiedlem jednorodzinnym, dostajemy kopa w konsumpcjonizm. Nie mówiąc już o szydzeniu z pewnych „wartości”. No i laski mogą się cieszyć bo Szyc biega w niektórych scenach z pytą na wierzchu. Szkoda tylko, że połowa kobiet, która zapewne oglądała to w kinie nie pojęła ogólnej rozkminy filmowej, a koncentrowała się na rozmiarze penisa 😉

Z takimi filmami, poniekąd są problemy – trudno wypisać wszystkie zalety bo tutaj dominują totalnie subiektywne odczucia. Jednak już w trakcie koncówki, wszystkim oglądającym ogłosiłem, że będzie recenzja, będzie wysoka nota i film bardzo wiele wniósł do skostniałego ostatnimi czasy polskiego kina. Pamiętam swój zachwyt po obejrzeniu „Boiska Bezdomnych” kiedy chciałem go opisać i dać mu 8 z kawałkiem. Po „Wojnie Polsko Ruskiej” byłem jeszcze bardziej oczarowany. Jako film spisuje się znakomicie, nie oceniam go jednak w kryteriach adaptacji, ponieważ książki w ręku nie trzymałem.

Ocena 9/10

Listopad 10, 2009 at 10:39 pm 1 komentarz

Eddie Vedder – Into the wild

 

Kiedyś pisałem o filmie „Into the wild”, wspominałem o muzyce stworzonej na jego potrzeby. Dzisiaj o płycie, którą darzę od dłuższego czasu sympatią i którą moim zdaniem warto posłuchać.

Teksty na płycie traktują o życiu w zgodzie ze sobą, naturą, czasem o walce jaką toczymy w obu przypadkach, choć jak wiadomo możliwości interpretacji jest wiele, aczkolwiek w lirycznej treści nie będę się za bardzo zagłębiać, ponieważ to nie one dyktują tutaj warunki.

Dominują utwory spokojne, choć nie brakuje energii choćby w „Hard Sun”, które wywołuje u mnie różne uczucia. Z jednej strony, numer jest diabelsko prosty, a z drugiej po prostu dobrze zawija się w małżowinę 😉 Piosenki nie są zbyt długie, jak to bywa w soundtrackach.

Kilka przygrywek, z których warto posłuchać „The Wolf” świetnie złożonego i posiadającego magię. Eddie Vedder niejako odcina się ze swoich zapędów do grunge’u z „Pearl Jam”. Gitara akustyczna pozostaje jego faworytem, chociaż „Setting Forth” zdradza słabość twórcy do dźwięków z pieca 😉 Mimo, że elektryk pobrzękuje w tle.

Wszystko jest ze sobą świetnie połączone, gdyby nie było przerw między pojedyńczymi kawałkami, to dobrze by to brzmiało. Jednak nie obawiajcie się – płyta nie jest robiona na jedno kopyto.

Miłośnikom akustycznych wojaży spodoba się solóweczka z „Society”. Jeśli szukać czegoś, co definitywnie wpada w ucho, budzi, nadaje się do tego, by rano sprawić, że poranek będzie piękny to nie można obejść się bez „Far Behind”. Wzorcowy numer. Znakomity wokal Veddera.

Na sam koniec zostawiłem sobie wisienki na torcie, czyli twory, bez których to wszystko nie byłoby takie samo.

Po pierwsze: „Rise” – magia, zapuścić to sobie podczas letniej podróży po lesie i od razu chce się żyć. Szkoda, że zbliża się zima.

Tutaj autor płyty znów się popisuje – „Long Nights”, jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości to wejść na youtube, kupić, ściągnąć, grunt, żeby usłyszeć. Takie piosenki zawsze znajdą miejsce w moim serduchu.

Dobra, dobra, koniec ściemy. Czas na mistrza. GUARANTEED.  Miało nie być tekstów, ale oprócz fantastycznej warstwy muzycznej, która spodobałyby się największym wrogom Pearl Jam.  Ostatni numer zawiera znakomite lyricsy 😉 Łapcie kawałek.

Everyone I come across, in cages they bought

They think of me and my wandering, but I’m never what they thought

I’ve got my indignation, but I’m pure in all my thoughts

I’m alive…

Nigdy nie słyszałem jeszcze żadnej płyty „Pearl Jam”, więc nie mam za bardzo punktu odniesienia, no może poza „Even Flow”, który bardzo sobie cenię. Podoba mi się Vedder akustyczny, można powiedzieć, że klimat na płycie to jakieś pożegnalne nuty dla 60 latków. Nic bardziej mylnego. Po takiej dawce muzyki, chce się żyć na tysiąc różnych sposobów.

Ocena: 8/10

Ps. Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa.

Listopad 3, 2009 at 11:08 pm Dodaj komentarz


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Listopad 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Paźdź    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,342 wejść