Archive for Czerwiec, 2009

„Zack i Miri kręcą porno” – recenzja

takich okładek było już pełno...Uff jak ja czasem lubię obejrzeć coś kretyńskiego. Oczywiście w takich momentach warto sięgnąć po amerykańskie komedie, które są pozbawione wszystkiego, a słowo dobry smak może się tam kojarzyć z ‘tylko’ 10 przekleństwami na minutę i pokazywaniem dupy co 10 sekund. Na szczęście nie przeszkadza to mojej osobie i kiedy widzę podstępną komedyjkę romantyczną ubraną w niecodzienne szaty, dane jest mi szybko wyciągnąć wnioski na jej temat.

„Zack i Miri kręcą porno” – podobnych tytułów było już tysiące, podobnych okładek i posterów, zapewne też. Lecz filmu w tych klimatach się nie doszukałem, były co prawda młodzieżowe komedie traktujące o kręceniu pornosów, ale scen samego kręcenia było tam jak na lekarstwo. Kelvin Smith twórca niezapomnianych Clerksów czy Dogmy, nie bał się trafić w sedno tematu. Wynajął nawet dwie aktorki porno, które nie miały oporów przed graniem scen łóżkowych.

Ale od czego zaczyna się historia? Zacki i Miri znają się od dziecka i są bardzo dobrymi przyjaciółmi, no może poza momentami, gdy facet wchodzi jej z rana do łazienki, akurat w sytuacji kiedy ona siedzi na tronie. I wszystko mogłoby być ok, lecz obaj mają kiepskie zarobki i niewielkie szanse na podbudowanie domowego budżetu, bowiem mieszkają razem. Nie ma wody, gaśnie prąd, a jak prąd to i ogrzewanie – normalnie jakby wpadł tam Konon i powiedział „zlikwiduje wszystko całkowicie prawie wcale”.
W końcu Zack wysuwa propozycję nagrania pornosa…

W rolę tytułowych bohaterów wcielili się Seth Rogen i Elizabeth Banks(bardzo fajnie grała w „Definitely Maybe”), w pozostałych rolach nie mogło zabraknąć miejsca dla ulubieńców Smitha czyli Jeffa Andersona i Jasona Mewesa(Clerks, Clerks 2 itd.).

Wyszło ciekawie, bezpretensjonalnie, a zarazem ostro i chamsko. Momentami przypominał mi się „Supersamiec”, który również atakował prostymi i niekiedy brutalnymi wywodami.
Pod względem humoru jest dobrze, co prawda są sceny, które chciałyby śmieszyć na siłę.
Jednak można je przeboleć, a jak dotrwacie do momentów, gdy pornos jest kręcony to będzie zabawnie. Chyba, że oglądacie film ze stadem moherów, chociaż mojej babci tam się raczej podobało.

Warto obejrzeć.

Jeszcze mi się przypomniała nuta z dzieciństwa adekwatna do tego filmu:

Big Cyc – Kręcimy Pornola

Ocena: 6/10

ps. Magia Harrego Pottera działa i póki co uporałem się z chrześnicą }:-> na jak długo, jeszcze zobaczymy 😀 w każdym razie mam już w zanadrzu Kung Fu Pandę!

Czerwiec 27, 2009 at 11:26 am 3 komentarze

Pierdolenie po goleniu

Witam spragnionych czytelników. Dzisiejsza notke stricte wakacyjna – czasu dużo nie mam bo mnie strofuje mały szatan w osobie mojej chrześnicy.. Póki co, wszystko idzie z górki, robota świetna, więc nie ma na co psioczyć. Ciekawe osoby poznałem w robocie – m.in. Ryśka, który mi opowiada jak za młodu miał długie włosy i jeździł na koncerty AC\DC i Metallici. W ogóle jest zajebiście, mały diabeł właśnie stwierdził, że jestem „człowiek z brodą”. A po co się golić jak robota brudna, pyzatym na budowie zarost dodaje +10 do respektu i szacunku. Pierdole, będę jaskiniowcem 😉 Dobrze, że dorwałem jakieś słuchawki to nie musze słuchać marudzenia antychrysta :] Choć zaczeła pisać na kartkach i podrzucać je koło klawy. Normalnie macie tutaj na blogu relacje live..Nie sądziłem, że do tego dojdzie.

Przedchwilą jarałem się solówką z The Four Horsemen. Teraz zostało mi jakieś 20 min, bo jak się sciągnie Harry Potter 5 to ja już nie mam czego szukać na kompie do 2012 🙂

Żeby poczuć feeling klasy robotniczej, zapuszczam sobie Listen Up – Oasis.

One fine day
Gonna leave you all behind
It wouldn’t be so bad
If I had more time

Wczoraj dowiedziałem się, że będę mieć od września korki z matmy. Rozwaliło mnie to totalnie, będę musiał je jakoś odkręcić, bo nie wyobrażam sobie straty czasu na gówno, które nie będzie mi potrzebne. Zresztą ciekawe kiedy miałyby się one odbywać. Chyba w święta, bo nie ma opcji na opuszczanie treningów i meczów w moim ostatnim juniorskim sezonie, a przerwy w dostawie ciężaru do mięśni też nie wchodzą w grę.. Tymbardziej, że zapowiada się niezła rozwałka, co dobrze mnie motywuje do rozgrywania spotkań na najwyższym poziomie.

Z filmów polecam nic, a szczególnie Miasto Boga, które oglądałem jakiś miesiąc temu. Mam nadzieję, żę się wam spodoba. Kurwa dłonie mi się kleją od gruntu! Spadam na drzewo, w przyszłym tygodniu jak będę posiadać, większą ilość czasu to coś napiszę bardziej rozbudowanego i sensowniejszego. A to taki zapychacz, żebyście wiedzieli, że żyje i wszystko ze mną dobrze, bo się zaczniecie martwić i wpadniecie w depresję, a na co to komu? Kurwa zaraz się przykleje do klawy, na razie. Aaaa jak chcecie zajebisty utrwalacz do włosów to polecam gładź! Można zrobić wszystko! Marian mam przepis na twoje afro.
01-harry-potter-uniform1

Przez tego frajera, muszę kończyć!

GIŃ TY SKUR…

JESTEM HARDKOREM.

Czerwiec 24, 2009 at 3:51 pm 2 komentarze

RIP – Monumentalny pochówek dekady

SzacunStokrotka gdzieś w tle, jeden z klasyków wśród starszej publiczności, a szczególnie żuli z parku. Ostatnio te chore wybory, na które idzie większość ludzi. To zabawne, kiedy im się przyglądam – oni naprawdę myślą, że coś zmienią. Niby lepiej zagłosować niż być biernym, ale po co w ogóle wybierać kogoś kto będzie podejmował za nas decyzje ważne odnośnie naszej przyszłości, skoro sami powinniśmy o niej decydować. W pewnym sensie wybierzemy sobie kolejną kukle, którą w razie niesprzyjających nam decyzji będziemy mogli zlinczować.

Na tą notkę zbierało mi się od dłuższego czasu. Może i nawet od roku, ale dopiero teraz cała sytuacja się zazębia.

Dla kibiców Milanu, odejście na zasłużoną emeryturę Paolo Maldiniego to schyłek pewnej epoki. Ja fanem Rossonerich jestem od 7 lat i jego odejście nie było zbyt wesołym momentem w czasie kibicowania. Choć zdecydowanie jeden z gorszych, bo kilka dni temu rozbrat z A.C Milan ogłosił Ricardo Kaka, który przeniósł się do(jak ja ich nie lubię) Realu Madryt.

Przed finałem Ligi Mistrzów w Stambule w 2005 roku, kupiłem szampana, aby oblewać zwycięstwo Rossonerich – jeśli rzecz jasna by wygrali. Do przerwy był wynik 3:0 dla Milanu, więc byłem już pewny zwycięstwa, jak nigdy niczego. Pamiętam sms-y do znajomych typu: „szampan już się sam otwiera”. Wszystko miało być świetnie, potem w 6 min. rozsypał się kolos na glinianych nogach i marzenia o triumfie trzeba było odłożyć na dwa lata.

Wcześniej była jeszcze wpadka w meczu z Deportivo, która też dała mi po kości, a to jeszcze w czasach podstawówki, gdy śmiałem się, że Real odpadł z Monaco. Wieczorem El Depor zagrało jeden z najlepszych meczów w historii i zgniotło mój ukochany klub 4:0. Mimo tego, że w pierwszym spotkaniu A.C. Milan wygrał 4:1.

Kończą się beztroskie wakacje, podczas których kurs: Dom-rzeka obierałem kilka razy dziennie. Dobrze, że mam blisko. W ogóle był klimat, pierwsze skoki z mostu, namawianie ludzi, aby się przełamali. Woda w kolorze czekolady, syf, praktycznie szambo. Ale kogo to tam wtedy obchodziło? I wszyscy byli zdrowi.

Mecze na małym boisku przed szkołą, gdzie teraz stoi hala gimnastyczna. Wielkie rozgrywki, piękne kosy i mój bramkarski fach, który sprawiał, że mimo młodego wieku byłem wybierany do drużyny jako jeden z pierwszych(a co, trzeba sobie dosłodzić). No i śmieszne akcje, gdy brat zrobił wsad na koszu i urwała się obręcz 😀 Skoki narciarskie na biegówkach.

Wyjazd do Włoch, który zapamiętam do końca życia, choćby dla tekstów pompy: „butelka się nie rozbiła, bo była zakręcona”, lub jednego geniusza z Zagłębia Lubin – „stolica Rzymu to Ateny przecież”. Genialne widoki w San Marino, no i mistrzostwa świata 2006. Emocje związane z oglądaniem meczów rep. Włoch w ich kraju to kosmos. Szczególnie finał, kiedy stara babcia wyrwała krzesłem od jakiegoś Italiańca bo zasłoniła telebim na 5 sekund. Skakanie, feta na mieście, wszystko. Wracając do Pompy ten to miał talent – dogadywał się z chińczykiem po polsku, gdy mu daliśmy instrukcje: „mów głośno i wyraźnie to zrozumie”.
Albo mecz z jakimiś plażowiczami z Italii. To dopiero były jaja, teksty Pompy niszczyły. Jakiś Włoch zdobył bramkę, no to ten krzyczy „Del Pierroooo, Del Pieroooo”. Plażowicze odkrzykują coś w stylu: „ forza Del Pierooo” a Pompa do nich: „Del Pierooo, Del Pierooo, tak ten stary chuj”, a oni dalej w ekstazie… Mimo piasku, który parzył w stopy, leżeliśmy z kumplem ze śmiechu, a tamci nie wiedzieli o co chodzi.

Niestety nie zamieszczę tu nawet 1/100 tego co się ciekawego przez ten czas zdarzyło. Bo by mnie oskarżyli na wordpressie za to, że im się mój blog na dysku nie mieści.

Lecz miło powspominać tamte czasy. Teraz już tego nie ma i przypuszczam, że już nie będzie. W dobie komputerów i telefonów ludziom włącza się mania dzwonienia, sms-owania itp.
Jak słyszę teksty typu „hihihi no wiesz, ja to bym nie przeżyła dnia bez swojej komórki” to mam normalnie „zwis prącia”.
Nie wspominając już o skuteromanii o_O mam nadzieję, że niedługo benzyna pójdzie w górę i się przesiądą na rowery.

Jak to bywa w wakacje – czasu na pisanie będę mieć mało, lecz postaram się o te 3-4 notki w miesiącu, chyba, że mnie jakaś większa wena najdzie. Jak dobrze się uda to nakręcimy z Samkiem film, scenariusz już jest, aktorów mamy kilku, więc będzie dobrze.

Pozdrawiam wszystkich czytelników i życzę miłych wakacji i skaczcie do brodzików na główkę 😉 Na koniec piękny utwór…

Czerwiec 11, 2009 at 10:47 am 2 komentarze

„Lalka”

lalkaKochani czytelnicy, zapraszam Was na krótkie sprawozdanie ze spektaklu „Lalka” na podstawie książki B. Prusa, w reżyserii Wiktora Rubina, które udało mi się dziś zobaczyć.

Zanim dane było wejść nam na miejsca siedzące, zdarzyło się kilka ekscesów, o których lepiej tu nie wspominać. Dla dobra Waszego i naszego.

Niespodziewałem się w ogóle tak wyraźnego przeniesienia powieści Pursa w dzisiejsze realia.
Może to i dlatego, iż nie czytałem żadnych zapowiedzi związanych ze sztuką. Pierwsza część spektaklu była niezbyt wkręcająca, może dlatego, że dużo rozkmin, a ja akurat nie miałem wielkiej chęci do ruszania szarych komórek. Widownia raczej w wieku seniorskim – kaszel, kichanie, buczenie w normie.
Fajne sceny są w drugiej odsłonie po przerwie.
Chociaż pewnie się starsi ludzie oburzyli, kiedy Porczyk ganiał nagi po scenie.
Ale ten typ tak ma, na „Smyczy” również eksponował swoją nagość.

Wystąpiło kilku aktorów znanych z seriali typu „Na Obcej” czy „Z jak Zdrada”. Ludzie zachwycali się Kingą Preis, a mnie jakoś ona niespecjalnie przekonywała. No jedynie w scenie ze striptizem wspieła się na wyżyny – myślę, że nie tylko aktorskie 😉
Figurska niszczyła atmosferę swoimi wejściami, prezentowała się bardzo ciekawie, choć to też nie było nic specjalnego.
Mnie bardzo się podobała Halina Rasiakówna, każdy jej gest i dialog, który wygłosiła przyciągnął moją uwagę. Szkoda, że udzielała się rzadko. O Porczyku już wspominałem, wróżę mu występ w jakimś dobrym filmie, chyba, że tak jak to bywa z aktorami teatralnymi, ktoś się na niego wyleje.

Autor przedstawienia pokazuje nam zmiany zachodzące w kulturze, nawiązując do czasów kiedy Polska zmieniała ustrój polityczny po Okrągłym Stole. Sytuacja, kiedy Wokulski wymienia przykłady pracowników(padając w końcu z wycięczenia) jest bardzo dobra. A na tle wszystkich wydarzeń, kwitnąca miłość… choć zakończenie jest zaskakujące.

Napisałbym coś więcej na ten temat, lecz, aby wyłapać wszystkie smaczki z takich spektakli, trzeba je czasem obejrzeć kilka razy. Tymczasem ja na „Lalkę” Wiktora Rubina ponownie się nie wybiorę.

Czerwiec 4, 2009 at 9:15 pm Dodaj komentarz


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Czerwiec 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Maj   Lip »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,342 wejść