Archive for Kwiecień, 2009

(What’s the Story) Morning Glory?

To ja ten ziomek z przeciwka ;)Dobry wieczór. Tematu płyt, które w jakiś sposób wpłynęły na moje życie – ciąg dalszy.
Znów Oasis, ale nie martwcie się, musze nieco ich tutaj wypromować. Jak nie ja to, kto?

(What’s the Story) Morning Glory? to drugi album manchesterskich zawadiaków. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana muzyki gitarowej. Gadajcie sobie co chcecie, ale gdyby nie ten krążek to dzisiaj by nie było Franz Ferdinandów, Kasabianów, Arctic Monkeys i reszty zespołów tego typu.

„Hello” – zaczyna się dziwnie, zagrywka z Wonderwalla, jednak po chwili syf totalny, hałas i wchodzi gitarka. Zwrotki to totalny popis Liama. Mój ulubiony opener.

„Roll With It” – typowy koncertowy numer, w domu ciężko się tym zakręcić, ale na gigach zajebiście dawał radę. Jak posłuchacie tych wszystkich ludzi na Maine Road to zrozumiecie o co kaman.

„Wonderwall” – perfekcja, hymn pokolenia, teledysk miód. Takie kawałki już nie powstają.

„Don’t Look Back in Anger” – miałem niezłą rozkminę, gdy tego słuchałem pierwszy raz. Jedyny utwór śpiewany przez Noela na tym albumie. Jedyny, który może konkurować z piosenkami, w których wokalu udzielał Liam.

„Hey Now” – zapowiada się obiecująco, ale jest nieco za długi i po dłuższym czasie może znużyć odbiorcę. Trochę zabrakło pomysłu na ten kawałek.

„(Swamp Song Excerpt #1)” – ponad 40 sekundowa rock n’ rollowa wstawka(intro podczas koncertów), która odpowiada za lekkie przygotowanie do

„Some Might Say” – kolejne mistrzostwo, początek przywołuje mi gdzieś na myśl dokonania chłopaków z The Stone Roses. „Some might say they don’t believe in heaven
Go and tell it to the man who lives in hell” kozak wersy.

„Cast No Shadow” – akustyczny kawałek stworzony dla Ryśka Aschcrofta z The Verve. Fajnie brzmi na żywo. Na krążku Liam w najwyższej formie.

„She’s Electric” – coś na wzór Diggsy’s Dinner z „Definitely Maybe”. Bardziej melodyjny, ale w podobnym tonie.

„Morning Glory” – początek jest jak pisk, te lecące helikoptery. Jak to Marian powiedział podczas tahaczki w rytmach Oazy: „co to za korwa psy lecą” odwołując się do śmigłowców. Teledysk jest zabawny, aktorstwo w nim tak mierne, że aż śmieszne :]

„(Swamp Song Excerpt #2)” – druga i w rezultacie ostatnia wstawka. Gdzie strumyk płynie z wolna rozsiewa zioła maj…

„Champagne Supernova” – się rozpoczęła, a podczas niej był raj. W tym raju tak wesoło, że aż przeraża mnie, ta nuta mnie rozkurwia, a ptaki jeszcze nie… ta nuta mnie rozkurwia, a ptaki jeszcze nie, o nie, o nie…

Oasis byli wtedy na szczycie, nie zawiedli. Krążek spełnia moje wszystkie oczekiwania, no i chyba spełnił też oczekiwania słuchaczy, gdyż kupiła go masa ludzi. Koncerty grane podczas trasy promującej tej płytę to najczystszy i najznakomitszy rock n’ roll bez żadnych nadmuchanych lal i opalonych ciotmenów z solarium. Fajnie, że chłopaki niczym nie różniące się od dresów potrafili nagrać coś takiego.

Kwiecień 27, 2009 at 8:34 pm 1 komentarz

Vicky Cristina Barcelona

Vicky Cristina BarcelonaGdzieś w zeszycie do matmo-fizyki mam wstęp do tej notki… no znalazłem!
Konkretnie na okładce, bo się skończyły kartki.

Vicky Cristina Barcelona wygląda na pierwszy rzut oka na prostą, ładną, przyjemną komedię z dwoma pięknymi(wytapetowanymi) paniami. Za sterem usiadł Woody Allen, więc to nie może być takie proste 😉 Dla każdego metalu istnieje pewna najniższa częstotliwość. Naczynia(?) długość fali? Trochę zabrnąłem za daleko.

Sarkazm, ironia i Javier Bardem to tym razem przepis na sukces. Aktor, który przyćmił Tommy Lee Jones’a w „To nie jest kraj dla starych ludzi”. O Penelope Cruz to już szkoda się wypowiadać, bo ona odwaliła po Hiszpanie, najlepszą robotę. Jej kłótnia z eks-mężem na przedmieściach Barcelony powala, no i ten cios w pysk 😉 Byłbym jednak niesprawiedliwy gdybym nie docenił ról Rebecci Hall i Scarlett Johansson

Zdjęcia są zajebiste, Aviles i Oviedo wyglądają olśniewająco. Uliczki, którymi poruszają się bohaterowie są z jednej strony skromne i staroświeckie(mistrzostwo), ale gdy spojrzymy z innego punktu widzenia – zauważymy to ukryte piękno, które ciężko odnaleźć poruszając się w miastach pożeranych przez wszechobecne banery, reklamy, spoty i tego typu pierdoły.
Od razu przypomina mi się Wenecja, oblegana przez miliony turystów, w której ta magia powoli zanika. Oba miejsca to takie „stolice romantyzmu”.
Niekoniecznie takiego – „Zabierz tam babę, to będziesz miał blowjob do końca życia”, chociaż pewnie i takie przypadki się zdarzają.

Allen zrobił dobre zakończenie, chociaż mnie troszkę rozczarowało. Nie spodziewałem się Happy Endu, lecz zabrakło mi czegoś niezwykłego. A może to, dlatego, iż całe kino było właśnie takie?

Zobaczyć, pośmiać się z zabawnych kwestii, fascynować się grą aktorską, posłuchać przyjemnej muzyki, żałować, że film się skończył. – Tak to mniej więcej wyglądało z mojej strony.

Ocena: 9/10

Mój dobry humor, czy po prostu znowu trafiam na kino spełniające me oczekiwania?

Kwiecień 19, 2009 at 4:47 pm 1 komentarz

Motyl i Skafander

plakatOstatnimi czasy na naszej planecie modny stał się temat eutanazji. Pozwolić umrzeć czy nie? Posiadamy prawo do decydowania za kogoś? Myślę, że każdemu nasunie się w odpowiedzi podobna myśl. Denerwuje mnie to zrzędzenie Watykanu, że to niemoralne i nieludzkie. Nie jestem za eutanazją, ale nie robie z tego Bóg wie, jakiego halo. Zresztą nie będą dla mnie wzorem demagodzy, którzy osądzają, co słuszne, a co nie – nie zawsze posługując się 10 przykazaniami. Grunt, żeby im było wygodnie.

Lecz nie będę tu poruszać sprawy kościoła, bo to temat rzeka. Wracając do eutanazji, to film, którego okładke zapewne zauważyliście jako pierwszą, polecił mi Riv (pozdro Brachu). Nie będę ukrywać, że nieco się ociągałem z obejrzeniem. Dziś znalazłem czas i opłacało się. Obraz mógłby się nazywać np. „Jak to jest być Roślinką wg. Pana Jeana-Dominique’a Bauby”. „Skafander i motyl” uderzył mnie w czuły punkt(i nie był to fiut), mianowicie sceny, w których sparaliżowany bohater(potrafi tylko mrugać lewym okiem, prawe mu zaszyto) mówi o tym jak jest uwięziony w swoim ciele. Każdy z nas na jakiś sposób wielbi swój organizm i dzięki niemu może osiągać dane cele, ale kiedy zostałby zakuty kajdanami i nie mógł wyjść, nie byłoby mu do śmiechu. Bohater tylko raz decyduje się na dowcip, aczkolwiek po chwili przytacza słowa, mówiące o tym, że tylko tylko wariaci się śmieją, gdy nie ma z czego się śmiać.

Dzięki swojej powiece udaje mu się napisać książkę, z której cytaty są przytaczane w filmie. Zwykły człowiek mówiący niezwykle o pejzażu, który widzi niemal codziennie. Telewizor zgaszony, meczu nie będzie.
Wewnętrzny monolog Jean’a to coś „pięknego”, jeżeli już doszukiwać się w jego cierpieniu, jakichkolwiek zalet. Początkowa scena, kiedy odzywa się, a nikt nie może go usłyszeć to piekło w najczystszej postaci. Nie ma tu brudu, siarki i diabełka z rogami. Jest za to bezradność, która sprawia, iż bohater mimo wielu ludzi obok niego jest tak naprawdę najbardziej samotną istotą na świecie. On nie może dzielić swoich odczuć, emocji z nikim. Kiedy dzwoni jego ojciec – historia staje się wyciskaczem łez. Bardzo dobre są sytuacje, gdy do Jeana przyjeżdżają dzieci w odwiedziny. Ujęcia ze skafandrem zanurzonym w wodzie rozwalają.

Nie będę tu się za bardzo produkował, bo każdy z Was posiądzie swoje własne subiektywne odczucia po seansie(brat zasnął w trakcie). Zdjęcia są bardzo dobre, no i aktorstwo(szczególnie osoba wokół, której kręci się historia), Film trzeba obejrzeć, choćby po to, aby zobaczyć jak wygląda życie z tej drugiej strony. No i to, co dodaje smutku całej historii – wszystko stało się naprawdę. Nikt niczego tu nie zmyśla, ani nie naciąga…
W Cannes znają się na filmach o wiele lepiej niż u tych pizd rozdających oskary.

„Mam 42 lata
i myją mnie jak dużego niemowlaka.
Myją mi tyłek.
Podcierają mi tyłek.
To jest nawet śmieszne.”

Ocena: 9/10

Kwiecień 13, 2009 at 11:14 pm 2 komentarze

Frustracje odc. 3681

No, we can'tZapraszam na notkę spłodzoną w bólach, spazmach i innych tego typu uczuciach.

Na sam początek, coś od „Supersonic-a”, a mianowicie jego znajomy z kawałkiem, który zgodziłem się tu zapodać, aby ktoś to zobaczył. Sama piosenka przyjemna, Travisowe klimaty, fajna partia skrzypiec, ciekawy teledysk, zresztą co ja tu będę gadać. Obejrzycie to i sami ocenicie, mnie się trochę nie podoba akcent, a raczej jego brak, ale da się znieść, wszak między polskim a angielskim jest przepaść, jeśli chodzi o styl wymowy obu języków.

http://www.infomuzyka.pl/Muzyka/10,83872,6461924,Janek_Samolyk___Don_t_Think_Too_Much.html

Dzisiaj dzień wyrzutów, czyli tego co mnie w ostatnim czasie denerwuje. No i może na koniec coś tam wam polecę. Zacznijmy:

1. Wkurwia mnie ignorancja stacji TVP i nie tylko jej. Ostatnio rano, podczas wiadomości „kawo czy herbatowych?” podają wiadomość – „Podczas szczytu G-20 nie obyło się bez zamieszek, zginął alterglobalista”. Koniec. Gdyby śmierć poniósł globalistą, to i książka by o tym powstała, ale teraz bycie tym pierwszym nie jest modne, więc po co poruszać ten temat.

2. W niedziele robię sobie żarcie, u matki gra TV – „Szansa na sukces” , ale w wersji młodocianych śpiewaków. Raj dla pedofili to raz, dwa – pytają jakąś młodą o jej ulubioną gwiazdę – po długim namyśle, dziewczynka odpowiada: „DODA” [‘] Brat rzuca kurwami w stylu: „a gdzie k… Niemen, a Grechuta?”. Ja się zastanawiam, jak bardzo przeprane mają mózgi, jej rówieśnicy…

3. Żarcie mnie wnerwia, które jest coraz to gorszej jakości. I to nie jest mój wymysł, to jest FAKT. Kiedyś z połowy koncentratu „Pudliszki” był wielki garnek pomidorówy. Teraz z całego smakuje jak z dupy proboszcza. O ile można coś wspomnieć o smaku.

4. Te wszystkie E- dodawane do jedzenia. Coraz trudniej znaleźć cokolwiek bez konserwantów. Jak sobie sam nie posiejesz to będziesz jeść E-666 i glutaminian sodu. Jeśli już posadzisz to będziesz miał ołowiane marchewki. Jednak tak to jest, jak się człowiek wychowa na „swojskim” pożywieniu.

5. To że mi na wiosce ścięto dziś ponad 5 drzew, które rosły sobie odkąd się wprowadziłem(2001 rok) na chodnikach. Co one komu przeszkadzały, nikt się o żadne nie zabił, gałęzie nikogo nie przetrąciły. Dobrze, że mieszkam koło kościoła, tam roślinności nigdy nie zabraknie. I Bogu, dzięki, bo zawsze to lepiej otworzyć okno na drzewka, niż na ulice z samochodami.

To tyle moich wyrzutów, większość to pierdoły, ale taka natura Polaka. Jak to dzisiaj powiedział kleryk: „wszyscy myślą, że w Polsce jest dobrobyt, a nigdy go nie było i nie ma”. Gada o tym, że zalewa nas wszystko z zachodu, to ja mu mówię: „no tak jak te chujowe pomidory z Hiszpanii”, a on chyba uznał to za żart. Cóż takie życie prawiczków.

Wyszedł nowy film Alexa Jonesa:  Obama – wielkie oszustwo. Gdzieś na youtube jest z napisami.  Ale nie będe tutaj pisać o New World Order, bo potem mi pokojowego nobla przyznają.

Don’t worry, I’ll be back.

Kwiecień 6, 2009 at 9:22 pm 1 komentarz


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Kwiecień 2009
Pon W Śr C Pt S N
« Mar   Maj »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,342 wejść