Archive for Grudzień, 2008

10,000 BC – recenzja

10,000 BCFilmy o wydarzeniach sprzed kilkunastu wieków to zawsze duże wyzwanie dla twórców. Przeniesienie wydarzeń, klimatu, o którym przecież tak nie wiele wiemy, nie należy do rzeczy łatwych. Jeśli dorzucić do tego ciekawą fabułę, dobrą grę aktorską, muzykę na najwyższym poziomie i to coś, co sprawia, że podczas oglądania się nie nudzimy i zupełnie wyłączamy ze świata zewnętrznego to bardzo trudno stworzyć doskonały film, bo wtedy tak można go określić.

Twórcy 10000 B.C. wyszli tylko z kilku założeń, o których tu napisałem. Dostajemy płytkie kino o pewnej dupie i jej giermku, który niczym John Rambo w Terminatorze 3 potrafi zabić nawet Chucka Norrisa. Bawi mnie też to, że 10000 p.n.e. kobiety malowały usta Max-Factorem, używały tuszu do rzęs i waliły 20 kg pudru na twarz. Nie jestem jednak kozakiem, jeśli chodzi o tamte czasy, więc nawet przyjmijmy, że kobiety+roślinki i wyszły ciekawe barwy. Niemniej, gdy widzę faceta, z zarostem wygolonym, co do 1cm(Philishave’a też chyba wtedy nie było) to przestaję wierzyć w takie filmy. Ameryka lubi filmy o ładnych chłoptasiach i ich sexi dUpEt$hKaCh, ale panowie bez przesady. To samo tyczy się fryzur bohaterów, w trakcie oglądania kilka razy wpadłem do łazienki, aby sprawdzić czy nie ukradli matce lakieru do włosów. Po zaledwie kilku sytuacjach, otrzymujemy obraz głównego bohatera, który na początku jest słaby, a potem, w miare upływu czasu zdobywa doświadczenie i rozwala coraz to więcej wrogów. Pozatym chciałbym się wozić z kumplem, który potrafi gadać z tygrysem szablozębnym. Wracający do fabuły – jest standardowa: kolesiowi zabrali niunię, nie wiadomo, po co(jeśli już to z błahych powodów). On chce ją odzyskać. W 2 tyg. z kumplami przechodzi przez cały świat od jakiegoś zadupia(gdzie jak pies zdechnie to łańcuch jeszcze 2 tyg. szczeka) do Egiptu. Tak sobie łazi przez cały film i dojść nie może. Grę aktorską ciężko ocenić, bo chyba nie miała miejsca. Kolesie nawet się nie wysilali. Bo, po co? Walniemy ładnego tygryska, jakieś gównojady to i widzowie zapomną o tym całym zamieszaniu. Zakończenie filmu to już całkowity pokaz bezsilności twórców.

I na tym w sumie można zakończyć recenzję tego badziewia 😉 chociaż bratu się ten „film” podobał [‘].

Ocena: 1/10                          Ż.E.N.A.D.A

Reklamy

Grudzień 29, 2008 at 12:52 pm 2 Komentarze

Felon – recenzja

felonWięzienia są modne – tak można wywnioskować po ostatnich sukcesach serialów i filmów o tej tematyce. Ciężko nie wspomnieć tu o kultowym już „Skazani na Shawshank”, który na stałe wpisał się do historii kina jako jeden z klasyków. Jest „Symetria”, czyli pokazanie, że Polak potrafi nakręcić świetne kino z przekazem. Mamy tu także wspaniałą, wzruszająca i trafiającą niemal do wszystkich „Zieloną Milę” ze świetną kreacją Tom Hanks’a. „Ostatni Bastion”(m. in. Robert Redford), który bardzo mi się spodobał. Są też trochę mniej ambitne filmy typu „Wykiwać klawisza”, które mimo niewielkiego budżetu odnoszą sukcesy. Pierwsza seria Prison Break stoi na wysokim poziomie.
Nie będę was już jednak zasypywać stertą tytułów, jakie zobaczyć po prostu musicie.

Kręcąc dzieła o tej tematyce, trzeba zadbać o ciekawy scenariusz. Moim zdaniem to on jest, obok gry aktorów, najmocniejszym punktem filmu w klimatach więziennych. Z podobnego założenia wyszli chyba twórcy obrazu pt. „Felon”. Od razu ostrzegam: nie ujrzycie tu scenariusza na poziomie Ojca Chrzestnego czy Skazanych na Shawshank. Z prostego powodu – jest to po prostu niemożliwe. Myślę, że większość pomysłów(lepszych czy gorszych) zostało już wykorzystanych w filmach tego typu. Ric Roman Waugh postarał się jednak o to, aby widz nie nudził się, a także wyniósł coś z seansu.

Bardzo ciekawie skonstruowana jest rola Val Kilmera. Mimo, że podobnych charakterów było już sporo – możemy zobaczyć kawał dobrze odwalonej roboty, przez tego aktora. Obraz jest ciekawie skonstruowany i w bardzo dobry sposób ukazuje życie strażników więziennych. Jedna z lepszych scen to moment podwiezienia, przez porucznika Jacksona, swojego syna do szkoły. Nie jesteśmy tutaj w stanie negatywnej pomyśleć o tej postaci. Spotkanie Jacksona z Collinsem w hipermarkecie również jest świetną sceną. Nie wspominam tu o sytuacjach z Val Kilmerem bo nie trzeba ich rekomendować.

Na widza czeka dobry film, momentami świetny. Nie ma co czepiać się pomysłu, ani małej kasy wpompowanej w obraz bo nie da się już zrobić oryginalnego dzieła w 100 %, więc cieszmy się tym, że kino roku 2008 mogło uraczyć nas taką pozycją. Do pełni brakowało tylko dobrej muzyki, której i tak było jak na lekarstwo.

Ocena: 8,5/10

Grudzień 22, 2008 at 8:21 pm 2 Komentarze

Jaja w tropikach – recenzja

tropic thunderJak widzicie, ostatnimi czasy często pojawiają się recenzję filmów. To dlatego, że w jesienno-zimowe wieczory mam więcej czasu, aby obejrzeć jakieś ciekawe obrazy.
Nie każdy film jednak można nazwać ciekawym, ba! Niektóre to nawet ewidentna strata czasu. I tutaj ostrzegam, że recenzja będzie maksymalnie subiektywna.

„Jaja w Tropikach” – kolejny film pana Bena Stillera, który potrafił stworzyć niezapomnianą kreację w „Poznaj mojego tatę” i „Poznaj moich rodziców”. Dobry z niego aktor komediowy, trzeba to przyznać. Jednak jego kreatywność względem tworzenia pozostawia wiele do życzenia. Dzieło komika z USA miało świetną promocję w Polsce. Masa reklam w telewizji, reklama na filmwebie, a także pełno bannerów na stronach www.

Rzeczywistość okazuje się odmienna. Film miał naśmiewać z dzieł o tematyce wojennej – „Szeregowiec Ryan” itp. Od początku łatwo dostrzec, że Stiller śmieje się sam do siebie i tylko sam wie z czego. Dialogi są nudne jak psia dupa. Scenariusz strasznie prostacki. Rozumiem, że w parodiach nie trzeba się wiele wysilać, lecz panowie, którzy nakręcili „Hot Shots” czy „Mafia” pokazują, że ten typ filmu wcale nie musi być żenujący.

Szkoda tylko, że masa ludzi w Ameryce idzie do kina i na siłę śmieje się z tych żartów. Nie wiem w jaki humor trafiają te dowcipy. Do mnie on zupełnie nie przemawia, a gdyby ktoś zasponsorował mi wyjazd do kina to w środku seansu wstałbym, powiedział: „PIERDOLĘ TEN SZAJS” i wyszedł. A propos słowa „wyszedł”. Z tego filmu tylko Tom Cruise i Jack Black wyszli z twarzą. Pierwszy świetnie odegrał krótką rolę pewnego szefa, a drugi był jedyną postacią, której żarty sprawiły, że na mej twarzy zagościł uśmiech.

Powiem może kolokwialnie i lakonicznie: obraz Bena Stillera to wielka kupa gówna, w którą wdepnąć mogą nieodpowiedni ludzie, a potem zrazić się do owego aktora. Wcale mnie to nie zdziwi bo wspomniany twórca powinien się wziąć za to co potrafi najlepiej – granie w filmach, a nie tworzenie szamba, w którym topi sobie widzów.
Jeśli chcecie obejrzeć dobry film ze Stillerem to polecam: „Keeping the faith”

Ocena 1,5/10

Ps. Scena z pandą była zabawna.

Grudzień 15, 2008 at 5:35 pm 1 komentarz

Kończ waść.

ŻulDziś w planie była inna notka, ale Brzozi uznał, że musi podbudować swoje męskie ego, więc postanowił stłamsić kilka rzeczy, które ostatnio wprawiają go w osłupienie. Brzozi wcześniej takich notek nie pisał, ale czuje się w potrzebie, gdyż jak to mówiła pani od warsztatów dziennikarskich, którą serdecznie pozdrawiam (i to na prawdę nie jest podlizywanie ) – pisanie o takich tematach, niejako wiąże się z dziennikarstwem obywatelskim. Brzozi poczuł, że kraj potrzebuje jego przemyśleń i uznał: TAK! Zrobię TO! I DO IT! Ich mach es! Jest to jedna z pierwszych notek, w której brzozi poruszy temat bólu świata(weltschmerz) – tak, uważam na j.polskim. W przeciągu najbliższych dni posypie się na niego lawina krytyki i innych pierdół, ale on trzyma się dzielnie, niczym uwięziony w pokebolu – Bulbasaur.

Jak wiadomo blogi towarzyszą nam od dawna. Jednak dla tych, którzy(jak mądrze przewidziano) mają więcej do pokazania, aniżeli powiedzenia – internet stworzył photoblogi. Strony na których oprócz pisania notek, możemy umieszczać zdjęcia.
Przypuszczam, że początkowo powstały one po to, aby zapaleni fotografowie(tu pozdrawiam Stari i to też nie jest lizodupstwo) mogli umieszczać swoje zdjęcia, a następnie dowiedzieć się od osób postronnych jak się podobają, co w nich poprawić itp. I wszystko byłoby wporządku, gdyby nie fakt, iż ostatnimi czasy przeglądając owe photoblogi mam wrażenie, że rodzi się na nich druga fala pokemonów – dzieci, które walą żenujące zdjęcie, denny podpis, którego nie rozumieją i czekają na komentarzyki. Niestety większość przeglądających jest zbliżona poziomem inteligencji do autora i podpisuje je: „ale fajOoOoOwe”. Photoblogi przestają służyć ludziom do czegokolwiek. Przeciętna notka wygląda tak: /zdjęcie/ opis: wdepnełam wczoraj w psią kupę, a jeż ugryzł mnie w dupę.

Zauważyłem także, iż fbl zaczyna być siedliskiem ludzi „alternatywnych” – spotykają się tam kinderpunki, kindermetale i inne osobowości tego typu. Wrzucają zdjęcia z imprez, albo z alkoholem(pod postacią nalewki) i idą w myśl zasady: „fuck the system”. Szkoda tylko, że nie rozumieją, co to takiego. Jak naprawdę chcecie pierdolić system z całej siły to najpierw poczytajcie książeczki Lwa Tołstoja, a potem pobawcie się w Chrisa McCandless-a, który całkowicie olał system, a nie srajcie cytatami z wikipedii i udawajcie, że jesteście inni po to, aby być fajni.
To nie jest tak, że uogólniam. Na pewno znajdą się jednostki, które owego bloga prowadzą ciekawie, z rozmachem i przede wszystkim z głową(Tu pozdrawiam Patkę i to także, na prawdę nie jest lizodupstwo) co by jednak szczerze powiedzieć, nie wszystkie notki mi przypadły do gustu. Znalazłem kilka dobrych fbl. Jednak obserwuje czasem jakieś losowe i po przeczytaniu kilku notek o treści: „chuj, dupa, kurwa, cipa” niweczy to mój czas. Zabawne jest to, że treści na pb nie zrozumie normalny czytelnik. Z prostego powodu, fblogerzy(?) mrugają do siebie i tylko do siebie. Z jednej strony to zryte, bo jeżeli już zakładamy photobloga to liczmy się z tym, że odwiedza go ludzie anonimowi. Dlatego na niektórych podoba mi się to, że nie można wejść bez wpisania hasła. Jest to bardzo dobry pomysł, jeśli tworzymy blog dla siebie i gromadki przyjaciół.
Język polski zanika. Wszędzie zangielszczenia, dolarki i pisanie fAlĄ. Jednym słowem: New Pokemon Wave (też przyangielszczyłem)

Wracając do zdjęć na tych blogach. Jak nie alkohol, to 1500 zdjęć swojego zjebanego ryja. Wszystkie robione w tym samym czasie i niczym się nie różnią, ale autor musi coś umieścić, bo zdjęcie być MUSI. To już lepiej wejść na google i wrzucić pierwsze lepsze badziewie, które znajdziemy na stronie. Sam tak raz uczyniłem, dokładnie tu: Klik i jeszcze próbowałem wkręcać, że mi się ta ilustracja podoba. I gdybym wam nie powiedział, zapewne, g… byście wiedzieli .

To, że każdy człowiek ma zapotrzebowanie na wazelinę wiadomo nie od dziś. Autor, bloga również takie ma i czasem z tego powodu przychodzą mu do głowy żenujące pomysły.
Chodzi tu jednak o coś innego(cały świat wie, co teraz brzozi napiszę, przecież to takie lewackie słowa) – poczucie dobrego smaku. Bo ile razy można czytać notki o niczym, albo oglądać zdjęcia, na których jest wielkie g….
Aby choć trochę wzbudzić w Was poczucie obiektywizmu autora, którego tu jednak nie ma:
– zwykłe blogi też są naszpikowane syfem.
– tak, na moim blogu też można dodawać komentarze, lubię poczytać opinie innych nt. Moich wypocin, aczkolwiek, jeśli są nie na temat i nie wnoszą nic ciekawego do dyskusji to nic mi po nich.
– blog autora jest miejscami zasyfiony, a i śmietnisko można by z niego stworzyć.
– prekursorem pokemońskiej literatury były zapewne zwykłe bLoGa$kI ZwYkŁe (onetowe).
– autor często mimo uprzedzeń wrzuca wszystkich badmotherfuckerów do jednej klatki.
– autor był trzeźwy i w dobrym humorze, gdy to pisał, lecz frustracja(z powodu tego tematu) towarzyszyła mu od wielu miesięcy.

Frustracje wyładowane, dziękuje za uwagę. I tutaj zostawiam Was z przemyśleniami.

Grudzień 8, 2008 at 6:14 pm 2 Komentarze

Lech Roch Pawlak

Lech Roch Pawlak – pewnie wielu z was ten wpis zdziwi, ale pośród sprzedajnego gówna z (pedo)Feelem na czele, dodą i innymi pierdołami – to właśnie ten człowiek jest prawdziwym muzykiem. Co prawda, nie wiadomo mi, czy opanował nawet grę na cymbałkach, ale tekściarz jest z niego co nie miara. Niektórymi wersami pobija nawet Kombajn do zbierania kur po wioskach. Świetnie, że w naszym kraju można spotkać tak utalentowane osoby.
Dziś jednak zajmę się interpretacją jego najbardziej znanego tekstu z zarazem najpopularniejszej piosenki.

„Moja kariera zaczęła się dwa dni temu,
kiedy wpier******* słoik dżemu.”
– Lechu zwraca uwagę na to, jak łatwo w Polsce zrobić karierę. Wystarczy zjeść „słoik dżemu” – crack, fetę itp. potem coś stworzyć i pójść do „Mam Talent”, albo wrzucić film na youtube.

„Nie wiedziałem nic o tym nigdy, nie,
lecz ten dżem zadziałał w mnie”
– Skorpion ukazuje nam szarą rzeczywistość polskiego nastolatka, który nieświadomie sięga po zakazane używki.

„w głowie.
Na Bemowie,
kiedy wsiadałem do samolotu
widziałem parę dzikich kotów.
Wyskoczyły za mną i zaczęły grać,
a ja na to im – idźcie spać.”
– narkotyczne wizję polskiego ćpuna. W tym cytacie możemy dostrzec jak łatwo przejść w stan odurzenia. Tworzymy w swojej głowie wizję bycia na lotnisku w Warszawie, ale jest to samolot najniższej klasy – stąd dzikie koty na pokładzie.

„Wymyśliłem i użyłem,
i stworzyłem to, co marzyłem.
Miałem wszystko, lecz nic nie mam,
ale to powstanie jakaś wielka wena.”
– gdy wchodzimy w showbiznes wydaje nam się, że jesteśmy panami wszystkiego. Autor zwraca nam uwagę, jak łatwo można to stracić. Pozostawia nam jednak światełko w tunelu.

„Z tego nic nie będzie, choć powstanie.
Jeden powie, drugi na niej
powie jedno słowo, co ja wiem
i nie będzie wokół żadnych ściem.”
– człowiek, który został uwikłany w to towarzystwo jest przekonany o swej marności, więc nie ma nadziei na to, że odbije się od dna. Dziewczyna opuści go i drugi ją posiądzie, a potem szczerze powie nam co o nas sądzi, lecz my to już wiemy.

„To jest dobre,
bo życie się rozciąga
i wena jest King Konga.
Jest wielka dziwna i nic nie mówi. ”
– tego się nie interpretuje, te słowa są jak wyrocznia. Mówią same za siebie.

„Moje życie jest tak dla ludzi –
– grające, uśmiechające i nic nie ‚widziące’.”
– muzyk, który jest w pełni poświęcony graniu, nie zauważa otaczających go problemów. Zaniedbuje rodzinę, ładnie uśmiecha się do kamer, a w jego życiu tak naprawdę panuje pustka.

„Bede’ sobie tworzył, ‚bede’ sobie grał,
‚Bedzie’ coś jechało, powiem – tralala.
Wytworzymy wszystko, co ma być.
I będzie dobrze – dobrze żyć.”
– pierwsze dwa wersy informują odbiorcę o tym, że Skorpion nie chce wrócić do normalnego życia. On żyje dla muzyki, co przejawia się w rytmicznym „tralala”. Następnie Lechu twierdzi, iż prochu nie wymyśli. Stworzy muzykę, nie zbawi świata, lecz sprawi, że ludziom będzie dobrze.

„Na starość myślę, na emeryturze,
zagrać sobie muzę, a kiedy stchórzę,
to wypier****ć będę sobie z jakiejś scenki
i robił będę dziwne, ku**a, dźwięki.”
– jest to przesłanie dla przyszłych muzyków, aby nie przeciągali kariery w nieskończoność. Artyści powinni w odpowiednim czasie schodzić ze sceny. Dlatego, że na emeryturze będą mogli w spokoju wymyślać nowe prądy muzyczne.

„To będzie, kurde, mój wielki koniec,
bo nie jestem Don Wasyl. I wszystko o niej.
” – autor pokazuje nam, że gdy zejdzie się ze szczytu w momencie największej sławy – zostanie się legendą. Don Wasyl gra do dziś i mało kto o nim pamięta. Ostatnie zdanie mówi o tym o czym cały utwór – o dziewczynie Skorpiona, tylko mi się coś popierdoliło 🙂

ps. autor podczas pisania tego, był pod wyraźnym wpływem środków odurzających, a w dodatku był upojony alkoholem. Ponadto nie pamięta kiedy to spłodził.

Grudzień 1, 2008 at 4:20 pm 1 komentarz


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Grudzień 2008
Pon W Śr C Pt S N
« List   Sty »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Takie tam ;)

  • 39,417 wejść