Archive for Listopad, 2008

Max Payne – recenzja

max payneKiedyś w odległych już czasach, pewni panowie z Rockstar stworzyli genialną grę. Muszę przyznać, że sam nawet w nią pogrywałem, choć w grach akcji radzę sobie słabiej od 5 latka. Jednak akcje podczas trwania „bullet-time”(zwolniony czas) były bardzo dobre. Do dziś pamiętam, jak skoczyłem w kierunku drzwi, w którymś z hotelów, a tam sobie powoli leciała we mnie amunicja z shotguna. Stworzenie filmu było kwestią czasu. Tylko czy twórcom udało się przenieść grę na ekran kina?

Szczerze mówiąc – nie.
Od kiedy dowiedziałem się o tym, że powstanie film o przygodach legendarnego już, w pewnych środowiskach, detektywa – czekałem, aż pojawi się w kinach.
Jedno muszę przyznać, jeśli chodzi o klimat to wyszło bardzo fajnie.
Pierwsze trzydzieści minut obrazu to nic ciekawego. Dopiero później zaczyna się uczta bądź horror dla kinomana.

Twórcy chcieli chyba, aby fabuła była zawiła – udało im się to, ale problem w tym, że jest ona momentami nie logiczna, a do tego nijak ma się do gry. Fajnie, że osoby odpowiedzialne za scenariusz chciały zrobić coś nowego, a nie odgrzewać kotleta z gry, ale wyszło im to mizernie. Główny wątek oczywiście jest oryginalny 😉 W obrazie J. Moora brakuje przede wszystkim luzu, wszystko jest strasznie sztywne. Rozmowy przebiegają jak dialog botów na gadu-gadu. Wracając do fabuły to w ostatnich 30 minutach okazuje się, że wszystko co do tej pory oglądaliśmy nie miało sensu.

Efekty specjalnie to również bolączka filmu. Słynny „bullet-time” zastosowano w filmie tylko dwa razy. Poza tym, gdzie się podziała brutalność? Max sobie chodzi, zabija i nie widać w tym żadnej zemsty. Trochę irytujące to jak na człowieka, który tyle przeszedł.
Tutaj właśnie dochodzimy do postaci Maxa, w którą wcielił się Mark Wahlberg.
Moim zdaniem ten aktor znakomicie pasował do filmu. Kojarzył mi się bowiem z zażartym gliną z „Infiltracji”. Jego kreacja w tym dziele to nic wielkiego. Momentami nawet nie chce się już na niego patrzeć. Pokaz jego bezsilności to retrospekcje. Nie zrzucajmy jednak wszystkiego na aktora, bo to reżyser popełnił największy błąd. Wziął się za coś i spaprał to na dobre. Może za kilka lat ktoś zrobi nowy film o przygodach detektywa i pokaże Moorowi, jak spierdolił robotę. Z tego co się dowiedziałem, wydanie DVD ma być bardziej rozbudowane i uzupełniać się z grą. Zatem pozostaje poczekać i osądzić ponownie w najbliższym czasie.

Póki co, głównie ze względu na klimat, muzykę i kilka znośnych postaci.

Ocena 5/10

Listopad 24, 2008 at 4:37 pm Dodaj komentarz

Saw 5 – recenzja

saw 5Nie wiem dlaczego zdecydowałem się napisać o tym filmie. Nie oglądałem każdej części, widziałem tylko drugą i niespecjalnie mnie zachwyciła. Sam pomysł może i w pierwszej części był ciekawy, ale w drugiej nie było nic co mogłoby stworzyć uśmiech/przerażenie na mej twarzy.

Wszystkie te kontynuacje typu: John Rambo, Terminator itp. często są tworzone dlatego, że historia w nich nie została do końca opowiedziana, ale i po to, aby przyciągnąć młodszych widzów do kin, którzy obejrzą jak to Schwarzeeneger, dzisiaj już tylko twarzą przypominający Terminatora, rozwala rywali, a potem mówi „Il be back”. Aspektu finansowego nie poruszam bo chyba jest jasny 😉

Do czego zmierzam? W nowym „Saw” nie ma nic, czego nie widziałem w drugiej części. Jest to wtórne, monotonne i co najgorsze totalnie przewidywalne kino z dozą gry aktorskiej al’a „Na Wspólnej” z szacunkiem dla aktorów tego serialu 😉 Aktorzy robią takie sztuczne wyrazy twarzy, jakby zaraz mieli się zesrać. Scenariusz jest na poziomie Krecika, a akcja niewiele różni się od Wilka i Zająca. To z czego słynie „Piła” czyli masa krwi, flaków itd. Gdzieś znikła. Najbardziej żenujący pomysł to szybkie pokazanie w końcówce całego filmu. To powinna być bolączka twórców – sami udowadniają, że ten film mógłby się zmieścić w spocie na youtube, a nie być pełnometrażowym kinowym dziełem.

Cała otoczka wokół filmu to najlepszy przykład na to, że marketing może wszystko.
Przez ostatni miesiąc, gdzie nie wlazłem tam bannery o „Saw V”. Dzieci neostrady już zacierały łapki na myśl, że zobaczą kolejną część bezmyślnego obrazu.

Film w ogóle nie jest straszny. Z maski Jigsawa nabijaliśmy się przez połowę filmu, a retrospekcję to totalny kataklizm. Jeśli twórcy lubią pokazywać coś co było wcześniej to niech zafundują „Piła 6 – 30 lat temu”. Podsumowując, w nowym filmie Davida Hackla nic Wam się nie spodoba, a pieniądze na niego przeznaczone rzućcie lepiej żulowi spod sklepu.

Ocena: 2/10

Listopad 17, 2008 at 3:30 pm 10 komentarzy

Pierwsze urodziny bloga

pieczarkiSerdecznie witam wszystkich odwiedzających.
W rocznicę powstania pierwszej notki na tym blogu, zabiorę was w kulinarną podróż po dzikich stepach polskich śmietników. Pascal Brodnicki czy Robert Makłowicz już trzęsą portkami na wieść o tym, że Brzozaw powrócił do zawodu. Niedługo na kanale TVP 5 wyemitowany zostanie jego autorski program „Brzozaw – po prostu rozgotuj”. Póki co, jednak podzieli się z Wami swą kulinarną niewiedzą.

Przepis jest bardzo prosty i łatwy w użyciu. Potrzebne wam będzie:

– trochę pieczarek lub innych grzybów ze ścianyketchup
– duży kawałek sera żółtego(dosyć twardy, ale nie suchy)
– chleb tostowy, bądź standardowy bochenek pieczywa z biedronkichleb tostowy
– toster, opiekacz, piekarnik, mikrofalówka lub Playstation 3*
– smarowanie po opiekaniu(osobiście polecam „Ketchup pikantny – Pudliszki”)
– masło/margaryna/olej, chociaż niektórzy to i na wodzie pewnie smażą 😉

Mogą być, ale nie muszą:

– pomidory**pomidory
– cebula**
– jakaś szynka(osobiście nie przepadam)
– inne dodatkowe pierduły

Przyrządzanie:

1. Odpalamy patelnię, lejemy olej(tak, aby zakrywał cały teflon cienką warstwą). Jeśli nalejemy za dużo oleju to zrobi się nam zupa, więc nie polecam. Wsypujemy pokrojone wedle uznania pieczarki. W czasie, gdy grzybki się pichcą – idziemy zagrać partyjkę*** w Wormsy.

2. Kiedy pieczarki są już prawie gotowe, kroimy ser żółty na równe plastry o grubości 1 nanometra 😉 Smarujemy chleb masłem/margaryną z dwóch stron, na których będą się smażyć. Jeżeli zdecydowaliśmy się na olej to jedziemy po tosterze.

3. Gdy grzybki będą gotowe, to dajemy im odsapnąć 15 min. Następnie wrzucamy zrobione żarcie do tostera i jeśli napotykamy problemy z zamknięciem, to siadamy na niego. Czemu jest to tak ważne? Bo nie ma nic gorszego niż łapanie składników wypadających z Tosta.

Generalnie wykonanie jest dziecinnie proste i nawet największy tłok sobie z tym poradzi.
Głównym postanowieniem autora było pokazanie, że potrafi otworzyć lodówkę w celu podbudowania swojego ego.

* – podobno można nawet jajka smażyć :]
** – krojone w plastry
*** – dopuszczalne jest obejrzenie pornosa

Listopad 10, 2008 at 4:20 pm 2 komentarze

Worms Armageddon

worms armageddonPojawił się nowy PES oznaczony numerkiem 2009, czy gówniana Fifa, a nawet Football Manager 2009. Jednym słowem raj dla graczy, którzy lubią piłkę kopaną 🙂
Na razie jednak do żadnej gry mnie tak nie ciągnie. W piłkę można pograć na treningach naszej wspaniałej drużyny, a jak chcę się pobawić w managera to werbuje nowych graczy 😉

W każdym razie przechodzę do meritum. O grach piszę rzadko, a jeżeli już to staram się polecać naprawdę godne tytuły. Dziś polecę pozycję, która jest już jednym z klasyków.
Nie będę pisać o antologii Wormsów bo się nie opyla. Mogę tylko powiedzieć, że była to druga gra w jaką zagrałem w życiu na komputerze. Zaczęło się od niecnej wersji demo, która była zainstalowana na zakupionym już sprzęcie. Nastąpiło ogóle podniecenie, świat się zatrzymał, a panek zjadł kolejny wagon koksu. Gra nieźle mi się wkręciła w banie. Do tego stopnia, że dostałem od „mikołaja” pełną wersję, wtedy kosztującą 69,99 zł. Grało się kozacko i było mocno. Święta u kuzyna, połączone z kilkuosobowym napieprzaniem w małe robaczki to coś czego się nie zapomina. Dość powiedzieć, że potem wszyscy jego znajomi wkręcili się w ten tytuł 😀

Niemniej jednak, kiedy wyszła kolejna część „Worms: World Party” nie było w niej nic ciekawego. Kilka plansz, chyba jedna nowa broń to zdecydowanie za mało, aby zaskoczyć gracza. Z perspektywy czasu właśnie ta część jest ostatnią dobrą grą o robakach. Chwilę później pojawiły się „Worms: Blast” – jest to dobra gra, ale na zasadzie arkanoid. Potem wychodzą gówniane „Worms 3D”, które zupełnie nie mają tego samego klimatu. Nie wiem jak można przenosić w 3D grę skazaną niemal na klasyczne 2D. Można było ulepszyć modele postaci, grafikę(„Worms: Blast”) i to by wystarczyło. W Team17 uważali inaczej i zabili kurę znoszącą złote jajka. O kolejnych częściach pisać mi się nie chce bo również są do kitu.

Do czego zmierzam? Do tego, że grywalność „Worms: Armageddon” jest fantastyczna. Gra ma wiele trybów rozgrywki. W trybie wieloosobowym tak naprawdę tylko od rywali, z którymi grami zależy jak będzie wyglądać rozgrywka, bowiem każdy stosuje inną taktykę 😉
Nie ma możliwości, aby gra się „skończyła” i to jest jedną z największych zalet. Poza tym sprawnie zrobiona jest rozgrywka sieciowa i encyklopedia Wormsów – Wormopedia, w której znajdziemy wszystko o naszej ulubionej grze. W nieoficjalnym wydaniu „New Edition” spotkamy się z licznymi udogodnieniami – maksymalna ilość robaków – niezależnie od ilości graczy, pływające owieczki, plansze z „W:WP” i wiele innych.

Co tu dużo mówić – 10/10 🙂

Listopad 6, 2008 at 2:50 pm Dodaj komentarz

„Sex Is Zero II”

1 listopada – można by pomyśleć, że panuje grobowa atmosfera 😉 Na szczęście mijam to z daleka. Dziś za pomocą drugiej części Koreańskiego filmu „Sex is Zero”.
Skośnoocy mają pojęcie o tworzeniu śmiesznych obrazów. Może czasem przeginają z jakąś akcją, lecz generalnie jest znakomicie.

Ich pierwsze dzieło z 2002 roku – „Sex is Zero” było mocne w chuj. Nie wszystkim jednak się to podobało. Taki koreański „American Pie”, w którym się tylko pieprzą. To jednak stereotypy – seksu rzeczywiście jest więcej, ale zwiększa to ilość gagów, które mogą się pojawić. Nie wszystkie żarty dotyczą tylko tego zjawiska. Cały film generalnie jest bardzo śmieszny. W końcu właśnie do tego powstał. Typ humoru jaki panuje w dziele nie jest na pewno uniwersalny. Nie każdy lubi dowcipy mocno powiązane z seksem. Mnie wszystkie wydarzenia również nie śmieszyły. Zmieszanie wywołuje scena, gdy w „akademiku” zabrakło jajek do smażenia i panowie z jednego pokoju zastąpili je nasieniem, bo w końcu „skład obu jest podobny, a musimy spożywać dużo białka”. To istne przegięcie, pozostawiające niesmak. Sytuacja jest jednak tak śmieszna(przy okazji genialnie wyreżyserowana), że niejeden by się popłakał.

W sequelu możemy spodziewać się podobnych chamskich żartów. Chociaż twórcy postawili wszystko na komedię. W pierwszej części wystąpił dobry motyw, który sprawił, że film można było podciągnąć również pod dramat. Tutaj też momentami jest smutno, lecz nie aż tak. Wulgaryzmy sypią się lepiej niż Cornflakesy z opakowania. Trochę ich potem za dużo, bo robią się męczące. Znowu mamy do czynienia z pechowym Eun-sikiem. Wszystko dzieje się 3 lata później po sytuacji z pierwszej części. Eun-sik ma nową dziewczynę, która jest świetną pływaczką. Jednak wszyscy mają z nich polewę, bo chodzą ze sobą 3 lata i jeszcze ani razu nie spali. O ile Kyeong-ah to nie przeszkadza, to jej facet jest już nieco zirytowany.
Tyle o fabule, ponieważ nie jest ona najważniejsza. Jeśli chodzi o gagi, to jest kilka oryginalnych, lecz dzieło w dużej mierze czerpie ze swojego poprzednika. Jeśli oglądaliśmy poprzednie przygody bohaterów to tutaj zauważymy dużo podobieństw. Trochę mnie to irytowało, kiedy widziałem sytuacje zgoła podobne do tych z pierwszej części, vide sytuacja w barze. Wracając do plusów – Koreanki to bardzo ładne kobiety i jest na co popatrzeć 🙂

Dobry film. Dobra kontynuacja wyzbyta cukierkowego gówna rodem z USA. Niektórych mogą denerwować chamskie żarty, ale taki jest ten film – nie dla każdego.

Ocena: 6.5/10

Listopad 1, 2008 at 12:40 pm 2 komentarze


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Listopad 2008
Pon W Śr C Pt S N
« Paźdź   Gru »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,375 wejść