Archive for Wrzesień, 2008

In Bruges

in bruges„Po zabiciu ich wyrzuciłem pistolet do Tamizy… Umyłem dokładnie ręce w łazience w Burger Kingu… Poszedłem do domu, by poczekać na dalsze instrukcje… Niedługo potem, instrukcje dotarły… „Wypierdalaj z Londynu, jebany kretynie.

Tak zaczyna się „In Bruges”. Po przygodzie z drugą częścią Hellboya(miałem zrecenzować, ale o gównie pisać nie lubię) utraciłem wszelaką nadzieję na coś co chociaż spowoduje u mnie głębsze przemyślenia. Chodziło rzecz jasna o kino roku 2008, w którym póki co niewiele dzieł przyprawiło mnie o refleksję.

Szukałem sobie z nudów jakiejś prostackiej angielskiej komedii. Trafiłem na film „In Bruges” w polskim(fatalnym) tłumaczeniu: „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj”. Zobaczyłem, że w obsadzie jest Colin Farrell, więc obraz nie bardzo jawił mi się jako chamska komedia. Rzeczywiście tak nie było. To dopiero drugi film w karierze Martina McDonagh’a. Pierwszy z nich „Sześciostrzałowiec” otrzymał Oscara. Wracając jednak do meritum.

Akcja filmu zaczyna się, trwa i kończy w Brugii. Niektórzy twierdzą, że to dobra reklama dla tego belgijskiego miasteczka. No cóż, trzeba przyznać, że w filmie często się o nim mówi i pokazuje wiele budowli. Podoba mi się fabuła. Jest oryginalna(przynajmniej ja się nie spotkałem z tego typu historią) i zaskakująca. Czarnego humoru nie brakuje, ale scenariusz trzyma go na smyczy tak, aby nie pogryzł odbiorcy. Muzyka jest bardzo fajna, a mnie przypadła do gustu. Chociaż odnosiłem wrażenie, że „już gdzieś to słyszałem”.

Głównymi bohaterami są Ray i Ken. Obaj są zabójcami i po „wypadku” przy pracy wyjeżdżają(przynajmniej nie z własnej woli) do Brugii. Mają tam przebywać przez 2 tyg. i czekać na telefon od szefa. Rayowi(Farrell) nie bardzo ta wizja się podoba. Ma ku temu solidne argumenty, ponieważ wg. niego Brugia to gówno, dno i piekło. W dodatku ciągnie się za nim jakiś problem. Nie martwcie się – dowiecie się na czym polega. Tak właśnie rozpoczyna się prawdziwe święto dla maniaków kina. Mamy tutaj prawie wszystko – dramat, romans, komedię. Jedną z największych zalet jest to, że gatunki zostały świetnie połączone.

Obraz McDonagh’a nie jest kolejną głupią strzelaniną. Dowiecie się tu wielu istotnych rzeczy.
Nie będę jednak się rozpisywać nad moralnymi perypetiami naszych bohaterów. Przejdę do aktorstwa. Colin Farrell kojarzył mi się tylko z filmem „Rekrut”, w którym zagrał bardzo dobrze u boku WIELKIEGO Pacino. Tutaj aktor wspina się momentami na wyżyny. Choć po pewnym czasie wyraz jego twarzy może nudzić. Brendan Gleeson dorównuje partnerowi mimo, że nie ma najłatwiejszej roli. Przede wszystkim to on i jego charyzmatyczny głos można najbardziej zapamiętać. Stwierdzicie, że nie jestem oryginalny, lecz w filmie irytowało mnie przeciąganie niektórych scen. Jednak najwyraźniej potrzebował tego tajemniczy klimat dzieła.

Nie jest to mój akt desperacji, ani debilizmu, ale film dostał zasłużoną ocenę. Nie będzie to z pewnością 9 czy 10, ale na mocne 7 McDonagh i spółka zasłużyli. Oby więcej takich dzieł, a Huujowodzkie badziewia będą oglądane tylko przez dzieci neostrady.

Ocena: 7/10 !

Wrzesień 27, 2008 at 10:05 am 2 komentarze

Manic Street Preachers – Send Away The Tigers

manic-street-preachers-send-away-the-tigersO Manic Street Preachers wiem nie dużo. Wydali jakąś tam Holy Bible, która jest ponoć bardzo dobra. Być może. Próbowałem posłuchać i niezbyt wchodziła. Wezmę się za nią jeszcze na pewno. Póki co od dłuższego czasu(z przerwami) słucham kawałków z ich krążka „Send Away The Tigers”. Rzadko zaczynam poznawać zespoły od ich nowych płyt. Zaczynam raczej od początku, ale tym razem stało się inaczej. Generalnie nastawiłem się na muzykę podobną do Stereophonics, lecz cięższą. Nie myliłem się.

Zacznijmy od początku. Krążek rozpoczyna się utworem o tym samym tytule co płyta. Bardzo fajny, prosty kawałek(zwrotka-refren-zwrotka-refren-solo-refren). Dziwie się, że nie został wybrany na singla, ale to tylko świadczy o poziomie innych kawałków.
Początek drugiego kawałka przypomina mi trochę jedną z piosenek Green Day. Sam utwór to nic odkrywczego, ale jest dobrym połączeniem przed…
„Your Love Alone Is Not Enough” – ciekawie ułożony utwór. James Bradfield śpiewa w duecie z jakąś panną ze Szwecji. Wychodzi im to dosyć dobrze. Nie dziwie się, że to singiel.
Potem mamy kawałek prawie wymiatacz -„Indian Summer”. Gdyby nie brakowało w nim pazura to mógłby być najlepszym kawałkiem na płycie.
Nie wiem czy podczas słuchania „The Second Great Depression” można owej dostać, lecz ta piosenka do mnie nie przemawia. Zamiast napierdzielania(co występuje prawie w każdym utworze) można było złożyć spokojny refren. Po poprzednim spokojnym utworze, MSP chcieli chyba przypieprzyć, ale ten utwór jest średni – solówka jest dobra.
Początek szóstej piosenki na krążku mnie rozbawił. Przez chwilę myślałem, że to jakieś Iron Maiden. Fajne przejścia w utworze, ale poza tym to nic specjalnego.
W tym miejscu płyta ‘Send Away The Tigers” zaczyna umierać. Serce przestaje bić, mózg nie dostaje tlenu. Lekarze próbują ratować, lecz zdaje się, że pogrzeb jest bliski. Krążek dostaje jednak kopa w klatę od zespołu w postaci „Autumn Song” i zmartwychwstaje. Znakomity kawałek, świetna solówka, czego chcieć więcej?
I’m just a Patsy” wydobywa płytę z letargu, jednak nie jest na tyle mocny, aby tchnąć w nią to czym szczyci się ona na początku. Tu na szczęście pojawią się „Imperial Bodybags” taki dobry, solidny rockowy kawałek. „Winterlovers” to natomiast jeden z najsłabszym numerów zamykających album z jakimi się spotkałem.

Co można powiedzieć o tym albumie? Na pewno to, że jest to kawał dobrego grania. Może nie wszystkie piosenki są równe, ale hiciory nadrabiają zaległości. Niektóre kawałki na płycie są praktycznie na jedno kopytko. Najbardziej podoba mi się „Your Love Alone Is Not Enough”. To zdecydowanie najlepszy kawałek na płycie. Niedługo wezmę się za stare płyty zespołu. Póki co 6.5. W dalszym ciągu nie trafiłem na coś powyżej przeciętnej 😦

Ocena 6.5/10 !

Wrzesień 23, 2008 at 3:59 pm Dodaj komentarz

O drużynie słów kilka.naście #2

piłka ;)Witam wszystkich 🙂 Zacznę dosyć optymistycznie i nie o wszystkim. Dzisiejszą notkę proszę traktować z przymrużeniem oka. Jako, że okno transferowe zakończyło się ponad 2 tyg. temu, a tym samym rozpoczęły się rozgrywki ligowe, nie sposób nie napisać kilku słów o naszej ekipie. Ostatnio poruszałem temat trenera, który został już rozwiązany. Został nim bowiem Dżose Murinjo. Nikt nie spodziewał się takiego wyboru, ale przyjęliśmy nowego coacha z entuzjazmem. Obiecałem, że przedstawię kadrę, więc to zrobię 🙂

Kadra:

Bramkarze:

Paluch vel. Paluch – refleks jak słoń, prawdziwy klej w rękach! Często puszcza piłki pod rękami, ale lepsze to niż powiesić worek na bramce.

Pompa – jak Panek. Silny jak Pudzian. Siły starcza mu na 10 min…rozgrzewki. Mimo to potrafi celnie uderzyć z dystansu w rywala. Jego największą wadą jest brak zalet. Chciał odejść z zespołu, ale żaden inny go nie chciał 😉

Obrońcy:

Wilku alias „rumun” – miał odejść bo był za stary, ale się okazało, że strzelił jednego kibla mniej i może występować u nas jeszcze sezon. Gdyby myślał chociaż w 1% tego jak biega to mielibyśmy gracza klasy powiatowej.

Ja – koledzy o mnie: „gdyby nie on to spadlibyśmy z ligi, z której nie można spaść”, „takiego geniusza ze świecą szukać”, „jedyny obrońca, który masowo strzela bramki”.

Esiu – najlepszy stoper w ekipie. Łączy szybkość żółwia, zwinność słonia i siłę chomika. Przeciwnicy nie mają z nim trudnego życia. Na urodziny dostał opaskę kapitana, ale straci ją w przyszłym meczu bo skończył się dzień dziecka.

Gryzoń – nie wiadomo czy zjawi się na treningu. Zagryzł dwóch policjantów i grozi mu wyrok w zawiasach. Póki co „ktokolwiek widział?, ktokolwiek wie?”, bądź kronika kryminalna.

Pomocnicy:

Adam Karakan – rozgrywający pozyskany z „A.L. Kaida”, ma powiązania z arabami. Zapewnia wybuchową grę. Potrafi zrobić zamach nogą. Na początku grał na lewo, ale teraz jest już zalegalizowany jak Maryśka w Holandii.

Demon – przezwisko nadane podczas okresu godowego Lucyfera. Symulant jakich mało. Potrafi zasymulować faul na połowie boiska tak, że zyskujemy rzut karny.

Bobik – lewy skrzydłowy(dosłownie), jak powiedział trener: „dopóki nie zjawi się, ktoś inny z lewą nogą to masz pierwszy skład”. Poprawił grę w obronie w tym sezonie. Potrafi wrócić się w 2 na 20 kontrataków 🙂 Źle wyrzuca auty.

Anelka – przemianowany z napastnika na pomocnika bo był nieskuteczny. Fajki robią swoje.
Walczy dopóki nie dostanie zadyszki, co niestety trwa do 15 min.

Jacek „Komuszka” – wszyscy mówią, że jest powiązany z komunizmem. Ponoć podpieprzał ludzi do WSI. Nie ma go na liście Wildsteina, więc chyba jest czysty 😉 Strzela bramki z precyzją polskiego chirurga. Stąd tak niewiele ich zdobywa.

Napastnicy:

Happel – „potrzebuje zjebać 5 sytuacji, żeby potem 5 strzelić”. Niezbyt ruchliwy, ale jak się zgra z resztą zespołu to powinno być jeszcze gorzej. W debiucie zdobył 4 bramki, a mógł 10. Zaniedbuje treningi na rzecz jakiejś baby, która sięga mu do pasa.

Czoper – młody talent w ekipie. Jest młody ponieważ ma 10 lat. Strzelił najwięcej bramek w zespole. W jedynym zwycięskim spotkaniu poprzedniego sezonu ustrzelił hattricka. Wyrasta na gwiazdę gminnego formatu. Niestety jego potencjał zanika na rzecz Counter-Strike’a. Prośba do twórców – zbanujcie wszystkie jego konta.

Rakieta – cienias jakich mało. Nie biega. Kiwa się i traci. Gwiazdorzy tak, że szkoda gadać. 2 godziny robi makijaż przed lustrem.
W poprzednim zespole nie strzelił żadnej bramki i wcale się nie dziwię 😉

Dziku – ma przyśpieszenie i…to wszystko. Jeździec bez głowy.

Jak zrobimy jakieś dżezi-lanso-baunsowe-bajeranckie zdjęcie drużyny to może się tu pojawi 😉

Wrzesień 19, 2008 at 1:07 pm 3 komentarze

The Dark Knight

the dark knightRecenzji Dark Knighta powstało już wiele. Jednak ja będę was męczyć, ponieważ to bardzo ciekawe zajęcie. Nigdy nie byłem jakimś fanem nietoperza z Gotham. Mimo to filmy z jego udziałem widziałem wszystkie. Wersje Tima Burtona nie podobały mi się. Miały za lekki klimat, który moim zdaniem nie pasuje do tego filmu Nie chodziło tu też o dobór aktorów, bo Jacka Nicholsona czy Danny’ego DeVito polecać nie trzeba. Po prostu nie podobała mi się całość. Potem doszły dzieła Joela Schumachera, które były tak żałosne, że szkoda gadać.

Batman-początek był namiastką tego co czeka nas teraz. Bez bicia mogę stwierdzić, że Christopher Nolan wykrzesał z dzieła to co najlepsze. Jednym nie bardzo podobał się fakt, że czeka ich odgrzewany kotlet. Zapaleńcy jednak byli zadowoleni z nowych przygód Batmana.
Mnie film zaskoczył bardzo pozytywnie. Spodziewałem się kolejnej komercyjnej papki a’la „Batman i Robin”, a dostałem ciekawe kino akcji z rozbudowaną fabułą. Pierwsza część pokazała, że nawet odgrzewając kotlet można zrobić świetny film.

Druga część na stałe zapisze się do kanonu hitów filmowych. Mamy tutaj wszystko, prócz komedii. Klimat lekki nie jest, ale są miejsca gdzie mamy sielankę. Christian Bale po raz kolejny okazuje się strzałem w dziesiątkę. On się urodził do tej roli. Jedyne co śmieszy to ten jego głos, gdy jest w przebraniu. Morgan Freeman daje to co najlepsze – tajemniczość. O kreacji Jokera powiedziano już chyba wszystko. Mnie szczerze mówiąc nie powaliła. Była bardzo dobra, lecz widziałem lepsze czarne charaktery.
W każdym razie filmu nie będę kojarzyć z tym rzezimieszkiem. Efekty specjalne na dobrym poziomie. Jedna z najważniejszych cech filmu – realizm. Scena, w której widzimy plecy Batmana mówi wszystko o jego postaci. Nie ma super zbroi odpornej na bombę atomową. O reszcie związanej właśnie z ubiorem można się dowiedzieć podczas oglądania.

Nolan dał widzom to czego oczekiwali, ale wprowadził też nowe elementy do układanki.
Jednak muszę to szczerzę powiedzieć – obraz nie wzbudził we mnie ogromnych dawek emocji. Po części jest to też spowodowane tym, że Batmanem Christophera Nolana nie każdy chciałby być. Bo w filmie dokładnie widać dylematy Dark Knighta i brzemię, które na nim spoczywa. Bruce Wayne nie działa na zasadzie: jeden uratowany, drugi może zginąć.
Właśnie to zjada go od środka. Poza tym to nie jest rola, z którą można się utożsamiać.

Słowem podsumowania: jeden z niewielu obrazów w tym roku, który śmiało można nazwać bardzo dobrym filmem, a na pewno najlepszym z opowieści o człowieku-nietoperzu. Jednak coś za coś. Kosztem rozwiniętej fabuły traci trochę akcja. Dzieło trwa ponad dwie godziny co jest kluczowe, ponieważ jest czas na wszystko.

Takie filmy aż chce się oglądać. 8,5/10

Wrzesień 8, 2008 at 12:23 pm 1 komentarz

I’m free to be whatever…

Czas na nową notę. Czas płynie nieubłaganie szybko. Jutro ostatni w tym tygodniu dzień nauki. Miejmy nadzieję, że przyjemny. Ja jednak dalej żyje wakacjami. Wskazuje na to choćby kalendarz na ścianie, który ma wyznaczoną datę 27 Lipca.

Gdyby w ten dzień nie zmieniła go Greena to zapewne dalej byłby na 14 lutym.

Ja rzecz jasna nie zamierzam go zmieniać.

Nie mam ochoty widzieć codziennie jak czas zapieprza.

Dziś lajtowa nota, ponieważ nie mam mózgu(o ile w ogóle go mam) i czasu na coś konkretniejszego. Poza tym jestem w nastroju urodzinowym, ponieważ właśnie jutro się one odbędą(musiałem powiedzieć żebyście mi wysłali jakieś życzenia z neta). Jednak dalej żyję nadzieją, że nikt nie zaśpiewa mi „sto lat” 😉 nigdy nikt nie śpiewał, więc nie widzę problemu.

Filmów ostatnio nie oglądałem. Jeśli coś jednak widziałem to był to serial Niania(tak! Nie wstydzę się przyznać, że go uwielbiam). Obejrzałem już trzy serie i było dosyć fajnie 😉 Oczywiście Ferency wymiata. Planuję zobaczyć obie części Hellboya. Obraz zapewnie denny, ale lubię czasami obejrzeć coś mało ambitnego.

Ostatnio właśnie trafiłem na taki film. Zwał się „Wanted” i jako kino akcji był bez zarzutu. Jednak nie posiadał kropli realistyki. No tak „podkręcane kule” z pistoletu to coś czego można się nauczyć 😉 Fabuła dosyć płytka, ale czego się spodziewać. Generalnie film może się podobać, lecz jest oklepany w wielu miejscach.

Wraz z początkiem września wrócił także Prison Break. Fabuła oczywiście naciągana jak guma w ekspanderze(porównania dziś mi nie wychodzą :D).
Szkoda, że serial obrał drogę zejścia na psy.
Jednak nie od dziś wiadomo, że ludzie rzadko zabijają kury znoszące złote jajka.
Tylko robi się trochę kiepsko bo wszystko odbija się na scenariuszu.
Moim zdaniem w nowych odcinkach jest za dużo cukru(wiadomo gdzie) i dlatego nie można liczyć na dobry odmóżdżacz.
Najśmieszniejsze wrażenie sprawiają jednak przypadki. To co widzimy to istny żal.
Wszystko zawsze zbiega się w czasie.

Następna notka będzie już o czymś!

I pamiętajcie! It’s Good To Be Free !

Wrzesień 4, 2008 at 9:03 pm 4 komentarze


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Wrzesień 2008
Pon W Śr C Pt S N
« Sier   Paźdź »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,342 wejść