Archive for Maj, 2008

„Jestem sam, ale nie samotny”

Witam wszystkich odwiedzających, a także matki, żony i kochanki. Dziś standardowo już trochę o filmach, gdyż „faza na Pacino trwa”.

serpico-dvd-cover-large„Serpico” to niemal film biograficzny o poczynaniach Franka Serpico – pracownika Nowojorskiej policji. Frank(Al Pacino) po ukończeniu studiów policyjnych wierzy we wszystko czego się tam nauczył. Uczciwość, bezwzględność wobec przestępców jak i korupcji to jego sztampowe cechy. W czasie, gdy wszyscy jego „koledzy” biorą łapówki on pozostaje nieugięty. Nie podoba mu się łapówkarstwo, które sięga nie tylko zwykłych policjantów, lecz nawet ich przełożonych. Jego znajomi robią wszystko, aby ten dołączył do nich. Próbują go przekonać na różne sposoby, ale Serpico jest twardy i nie daje się wciągnąć w szerzącą się korupcję. Kiedy wszystkie metody zawodzą, a Frank dalej dąży swoją drogą jego „koledzy” robią wszystko, aby go stłamsić…
Film to przede wszystkim znakomita gra Pacino i świetna muzyka. Fabuła troszkę odstaje, ale czego się spodziewać po iście biograficznym dziele.

heat-thumb„Gorączka” – plejada gwiazd: Al Pacino, Robert De Niro, Val Kilmer. Z nazwy to znałem film – często leci w TVN. Jednak nie interesowałem się nim zbytnio. Polecił mi go jednak SupersonicStar, więc postanowiłem zobaczyć ten obraz. Z całą pewnością sądzę, że było warto go obejrzeć. Fabuła wygląda na niezbyt skomplikowaną. Kilku przestępców chce napaść na bank.
Z racji tego, że jeden z nich ma problemy finansowe – zgadzają się. Grupą dowodzi inteligentny Neil McCauley(De Niro). Jest świetny w swoim fachu, lecz to ma być jego ostatni napad. Planuje sobie przyszłe życie obok pięknej kobiety w innym kraju. Jednak po piętach depcze mu Vincent Hanna(Pacino) – śmiało można powiedzieć: pracoholik. Vincent dorównuje inteligencją swojemu rywalowi. W dodatku jest piekielnie sprytny. Kto zwycięży pojedynek? Kto pójdzie do piachu? Al Pacino vs. Robert De Niro. Polecam.
Ps. Akcja przed bankiem – palce lizać.

the insider„Informator” – po raz kolejny mam do czynienia z dziełem, które jest oparte na autentycznych wydarzeniach. Po raz kolejny jedną z głównych ról gra Al Pacino. W filmie równie ważną osobę gra Russel Crowe. Najważniejszą cechą filmu jest genialny klimat. 7 nominacji do Oskara mówi samo za siebie. Lowell Bergman(Ola Pacino) znany dziennikarz i człowiek, który prowadzi program „60 minut” interesuje się sprawą amerykańskich firm tytoniowych. Jego informatorem zostaje Jeffrey Wigand (Crowe), który zna strzeżone tajemnice – będące kluczem do „upierdolenia”(że się tak wyrażę) siedmiu największych koncernom tytoniowym w USA. Zwykli ludzie w niezwykłych sytuacjach. Jeffrey ścierający się o depresję. Lowell gotowy poświęcić karierę, aby tylko ukazać prawdę…

To by było na tyle, a przede mną kolejny film z Pacino – „Zapach kobiety”, więc spadam 😉

Maj 23, 2008 at 9:30 pm 3 komentarze

Runaway: A Road Adventure

runawayPierwszy raz i zapewne nie ostatni zrecenzuję grę na tym blogu.

O czym warto wspomnieć na początku – nie przepadam za grami na PC, tudzież konsole itp. Zazwyczaj moje coroczne harce ograniczają się do wyczekiwania kolejnej części „Pro Evolution Soccer”, bądź gry o tej samej tematyce, lecz innym rodzaju – „Football Manager”. Rzadko gram, ale gdy trafiam na ciekawy tytuł to muszę w niego zagrać. W czasach, kiedy to akcelerator 3D w karcie graficznej był luksusem, a gry(po niskiej cenie) można było kupić jedynie w czasopismach – często zamieszczano gry przygodowe. Bo niskie wymagania i każdemu pójdzie(tłumaczyłem sobie) – posiadać wtedy procesor szybszy niż 200 mhz i 32mb ram to było coś. Kolejną zaletą było zapewne to, że w takie gry grało się długo, choćby z tego powodu, że dostęp do Internetu był ograniczony i znalezienie solucji bądź poradnika graniczyło z cudem. Takie tytuły jak np. cała saga „King Quest”, „Simon the Sorcerer” czy cała seria „Monkey Island” były świetną okazją do pogłówkowania i użycia komputera do czegoś bardziej wymagającego niż denne napierdalania w klawisze. To właśnie wtedy bardzo polubiłem gry przygodowe.
Takie tytuły jak „Jack Orlando”, „Torin’s Passage” były dla mnie chlebem powszednim. Niestety(dla gier przygodowych) sprzęt komputerowy rozwijał się, więc gry robiły to samo. Coraz trudniej było znaleźć „przygodówkę” point n’click. No i to co denerwowało mnie najbardziej – gry przygodowe w 3D. Jak dla mnie zupełnie straciły swój klimat. Wtedy w roku 2003(premiera w Polsce) pojawiła się gra, która zwiastowała powrót do korzeni…

„Runaway: A Road Adventure” – Mimo, że pierwszy raz z grą zmierzyłem się w roku 2004 to moja przygoda nie trwała długo. Wtedy jako uczeń 6 klasy podstawowej byłem na ten tytuł za słaby. Dość powiedzieć, że nie udało mi się przejść pierwszego wątku w grze. Widziałem jednak, że ta gra jest bardzo dobra, ale trochę za trudna dla mnie. Powróciłem do niej 4 lata później. Był to znakomity wybór. Świetna przygodówka. Wyważony poziom trudności, co by nie ukrywać kilka razy wspomagałem się solucją. Bardzo dobre logiczne zagadki. No i to za co przygodówki lubimy chyba najbardziej – znakomity klimat i fabuła. Świetnie zbudowane są lokacje, w których przyjdzie nam szukać różnorakich przedmiotów czy rozwiązywać kolejne zagadki.
Fabuła to najmocniejsza strona gry – mamy nieco humoru, trochę akcji i elementów filmów sensacyjnych. Wszystko połączone razem tworzy bardzo spójną całość. Kolejne wydarzenia nie wydają się nam naciągane, a to niezmiernie ważne bo wtedy gra zyskuje na grywalności.
Równie mocna strona to grafika – dla fanów „Crysis” ładna może i nie będzie. Ale dla człowieka, który czyta komiksy itp. – okaże się majstersztykiem.
Polska wersja językowa jest bardzo dobrze przygotowana. Dialogi są w pełni przetłumaczone i wymawiane po polsku. Błędów w lokalizacji nie uświadczyłem.
Muzyki w grze nie ma dużo, a jeśli już jest to są to wpadające w ucho melodie.
runawayTeraz trochę o naszym bohaterze. Jest nim Brian Basco student z ameryki, który wyrusza do Californi, aby uczyć się na uniwersytecie Berkeley. W momencie, gdy jedzie samochodem – pod koła wpada mu pewna dziewczyna. Jak się później okazuje – ma ona na imię Gina i jest piosenkarką w nocnym klubie(tak przynajmniej przedstawia się naszemu bohaterowi).
Brian od razu wiezie kobietę do szpitala i szuka okazji do kontynuacji swojej podróży na uniwersytet(czyt. chce się uwolnić od Giny). Jednak nie będzie łatwo, ponieważ dziewczyna prosi go o pomoc przekonując, że to sprawa życia i śmierci. Opowiada mu o tym co stało się tuż przed wypadkiem, a oczarowany jej urodą Brian daje się uwieść 😉 Bo jak tu nie pomóc pięknej kobiecie, której grozi śmierć…
Nie jest to sf – taka historia mogłaby się przydarzyć w prawdziwym życiu.

Warto wspomnieć, że w roku 2006 wyszła kontynuacja, w którą jeszcze nie miałem okazji zagrać(obecnie poluję na allegro ;)) – „Runaway 2: Sen Żółwia”. Na początku 2009 roku możemy spodziewać się trzeciej części, której podtytuł ma brzmieć „A Twist of Face”.
Ale na dzień dzisiejszy dla mnie najlepszą „przygodówką” w jaką miałem kiedykolwiek okazję grać pozostanie „Runaway: A Road Adventure”. Tym optymistycznym akcentem kończę tą recenzję i idę grać. W co? Pytanie retoryczne 😉

Zasłużone 9,5/10 😉

Maj 18, 2008 at 6:59 pm 1 komentarz

We’re all part of the masterplan…

Witam na dorocznym zjeździe fanów dody <co jest?> 😀 Można by coś napisać. Ostatni zastój był spowodowany brakiem czasu i chęci podzielenia się z wami czymkolwiek. No i nie będę ukrywać, że na „nowej” klawiaturze piszę mi się do dupy.
Ale żeby już skończyć z pierdołami to… 😉

Filmy, które obejrzałem przez ostatnie 10 dni stały na dobrym poziomie 😉 8)

k0d208y1Pierwszy z nich „Rekrut” to historia Jamesa Claytona – obiecującego agenta, który stoi u progu wspaniałej kariery. Jego mentorem jest Walter Burke – doświadczony agent i legenda CIA, który często powtarza bohaterowi następujące słowa: „nic nie jest takie, jakim się wydaje”. Colin Farrell i Al Pacino w jednym filmie. Bardzo dobre aktorstwo obydwu panów. Wiele zwrotów akcji i tajemnicza fabuła przemawiają pozytywnie za tym obrazem.
Polecam w szczególności fanom kina akcji. Tej jest tu dużo, a i jest nad czym główkować 🙂

mpabucketlistposterChoć goni nas czas” – ciekawy dramat o życiu dwóch panów śmiertelnie chorych na raka. Edward Cole(Jack Nicholson) i Carter Chambers(Morgan Freeman) dostają wyniki badań, z których wynika, że pozostało im około 6 miesięcy życia. Obaj są pozytywnie nastawieni do ostatnich chwil swojego życia, więc nie chcą spędzić ich w szpitalnym łóżku. A, że Edward jest miliarderem to zapowiada się pełna wzruszających i śmiesznych chwil – przygoda.
Myślę, że film spodoba się rzeszy ludzi, którzy lubią kino wyważone bez różnego rodzaju zapychaczów. Na dobrą ocenę zasługują ładne krajobrazy 😉 Jak na 2008 rok całkiem udany film.

Z muzycznej strony to ostatnio oglądam dwa wydania dvd Oazy. Kolejno „There and Then” i „Live by the Sea”. Oczywiście oba są świetne, choć od „Live by the Sea” wolę „Familliar to Millions”. Może dlatego, że dźwięk o wiele lepszy.

Na koniec The Masterplan, żeby Riv się zajarał 😀

Maj 11, 2008 at 11:52 am 1 komentarz

Across The Universe

across the universe„Czy jest ktokolwiek gotów
By wysłuchać mojej opowieści
Całej o dziewczynie, która została?
Ona jest typem dziewczyny,
Którą pragniesz tak bardzo, że jest ci przykro;
Ciągle nie załujesz ani jednego dnia.”

Across The Universe to film/musical o burzliwych latach 60’. Młody chłopak o imieniu Jude, który pochodzi z Liverpoolu wyjeżdża do Ameryki w poszukiwaniu ojca. Poznaje tam Max’a(studiującego na Princeton), a następnie jego siostrę Lucy, w której szybko się zakochuję. W niedługim czasie decyduje się z Max’em na wyjazd do Nowego Jorku. Wynajmują mieszkanie u Sadie, która marzy o karierze piosenkarki…

Musical głównie koncentruje się na miłości, przyjaźni i narkotykach(tego nie mogło zabraknąć) w czasach hippisowskich. Julie Taylor, która wyreżyserowała film – w miarę potrafi przenieść wszystkie uczucia – radość czy smutek na obraz. Jeśli film porusza demonstracje antywojenne to nie może zabraknąć agresywnych policjantów z pałkami. Bardzo duży plus właśnie za to.

Dzięki temu film nie wygląda sztucznie. Mimo braku genialnych aktorów, widowisko jest dobre. Niektórym może to wszystko zdawać się nużące. Trzeba po prostu lubić takie musicale. Akcji w filmie nie brakuje.

Nie uświadczymy tu wojny w Wietnamie al.’a Rambo, lecz jako przerywniki. Moim zdaniem jest to dobre, ponieważ bardziej możemy skupić się na emocjach(ukazanych na poziomie) bohaterów, których jest wielu. Mimo, że film trwa ponad 2 godziny nie starczyło by na to czasu. Narkotykowe wizje to majstersztyk. Wszystko jest takie kolorowe, przejaskrawione. Świat kręci się w kółko, a my mamy wrażenie, że kręcimy się razem z nim.

all you need is loveMyślę, że czas przejść do najważniejszego. Podkład muzyczny to piosenki legendarnych The Beatles. Jednak nie spotykamy się tu z oryginalnymi aranżacjami. Utwory wykonują przeróżne osoby(np. Joe Cocker). Na pewno wielu fanów czterech magików stwierdzi, że nie dorastają do pięt oryginałom. Nie będę ukrywać – nie wszystkie mi przypadły do gustu. Ale „I Am The Walrus” śpiewany przez Bono jest świetny.

Sam Bono w filmie gra w filmie hippisa 😀 Wychodzi mu to całkiem nieźle. Tytułowy „Across The Universe” ssie oryginałowi 😉 Największe wrażenie wywarł na mnie kawałek „While My Guitar Gently Weeps”. Joe Cocker wspaniale zaśpiewał „Come Together”.

No i utwór „I want you” plus sekwencja poboru żołnierza do wojska. Pozostaje pogratulować wyobraźni twórczyni – kolejny majstersztyk. Utarcie wszystkich czynności w wyidealizowany sposób jest perfekcyjne. Czapki z głów.
I w tym wszystkim jest tylko jedno ale – fabuła jest strasznie prosta i przewidywalna.
To zdecydowanie najsłabszy punkt filmu. O ile historia Jude’a podjara jakąś 11 latke – na mnie to nie działa.

Podsumowując polecam film wszystkim, którzy lubią bądź znają muzykę Beatlesów.
Bez tego musical nie byłby w połowie takim, jakim jest. Jeśli chcecie zrozumieć wszystkie psychodeliczne przesłania to radzę coś wypić przed bądź zajarać 😀

Ocena: 6,5/10 – fabuła dała ciała.

Maj 3, 2008 at 10:01 pm 1 komentarz


Brzozaw 8)

Człowiek lub istota człowieczo podobna pisząca na temat ciekawych krążków rockowych, A.C. Milan, Oasis i filmów.

Piszę o tym, o czym korwa chcę pisać.

Mój last.fm znajduje się tu:
http://www.lastfm.pl/user/brzozaw
GG: 9328484

Cheers!

Czego słucham w tej chwili?

Kalendarz

Maj 2008
Pon W Śr C Pt S N
« Kwi   Czer »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Co oznaczają cyferki ;)

10 - Klasyk
9 - Zajebiste
8 - Bardzo dobre
7 - Dobre, ale...
6 - Prawie dobre
5 - Przeciętne
4 - Słabe
3 - Żenujące
2 - Katastrofa!
1 - Twoja Stara

Kategorie

Najpopularniejsze wpisy

Takie tam ;)

  • 39,342 wejść