Yes, there’s love if you want it…
marzec 2, 2008
Nadszedł czas na coś nowego
Dziś napiszę o występowaniu siedmionogich wiewiórek na Antarktydzie. Nie no żartuje, łatwiej byłoby napisać o życiu Kaczek w Polsce
A jeśli jesteśmy w temacie tych zwierząt to: Pewien zawodnik, 18 letni Alexandre Pato przeszedł kilka miesięcy temu do Milanu za 20 mln. Niby nic w tym dziwnego. Lecz owy gracz ma ksywę „Kaczor”. W związku z tym, pewni mądrzy ludzie z ACMilan.pl ukazali nam kulisy tego transferu. Pan na pierwszych dwóch obrazkach to Prezydent Czerwono-Czarnych(A.C. Milan)
Nie rozumiecie? B.A.R.A.N. by to zrozumiał
Weekend się kończy – szkoda. Jednak pozytywne aspekty również występują. Powrót pewnego „Kanara” ze Szwecji jest na pewno dobrą sprawą. W końcu 3 tyg. nie byliśmy na „zakupach w Intermarche”.
Obejrzałem kilka filmów – m. in. świetny „Fight Club” którego świeżą recenzję znajdziecie na www.paweuu.wordpress.com – „Alternatywnym blogu pewnego geniusza”. Nie będę się o nim rozpisywać – Paweuu opisał go wyczerpująco
Oglądnąłem również: „Ranczo: Wilkowyje” i „Noc żywych kretynów”. Pierwszy film na prawdę ciekawy i śmieszny. Lubię ten serial, kinową wersję ocenię 4/6. Kilka gagów sprawiło, że płakałem ze śmiechu. Drugi film przyprawił mnie o… debilizm
Dawno nie widziałem tak pieprzniętego „dzieła”. Aczkolwiek powiem szczerze: śmiałem się jak dzieciak
Kilka słów o rock ‘n’ rollu. Zacznę od tego, że polecam utwór The Verve – Sonnet. A szalejąc polecę cała płytę Aschcrofta i kumpli „Urban Hymns”. Myślałem ostatnio nad zrecenzowaniem jakiegoś krążka. Na celownik wpadł mi The Killers – Sawdust. Czyli odrzuty ze studia. W niedalekiej przyszłości pojawi tu się stosowna recenzja
Ostatnio zapomniałem, wspomnieć o wynikach plebiscytu(najlepszy brytyjski album) zorganizowanego przez magazyn Q i HMV. Oaza oczywiście zdominowała go totalnie
I kto tu jest zajebisty?
01. Definitely Maybe – Oasis
02. (What’s The Story) Morning Glory? – Oasis
03. OK Computer – Radiohead
04. Revolver – The Beatles
05. The Stone Roses – The Stone Roses
06. Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band – The Beatles
07. London Calling – The Clash
08. Under The Iron Sea – Keane
09. Dark Side Of The Moon – Pink Floyd
10. Urban Hymns – The Verve
Albumów było 50, ale wybrałem pierwszą 10, żeby nie zapychać miejsca.
A, że Gallagherowie rządzą to zapodam ja coś beatiful. Live Forever ze specjalną dedykacją dla JOHNA LENNONA i innych muzyków
Maybe i don’t really want to know…
Entry Filed under: Filmy, Humor, Muzyka. Tagi: forever, life, live, oasis, rock, Rock And Roll, the verve.
2 Comments Add your own
Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed

1.
Listen Up | marzec 24, 2008 at 8:13 pm
Uważam, iż Noel Gallagher komponuje proste, ale wpadające w ucho utwory. Jest geniuszem jeśli chodzi o niewyrafinowane pisanie tekstów. Potrafi zrobić wpadjące w ucho 2 minutowe utwory jak Champagne Supernova, All Around The World, Gas Panic!, Who Feels Love?. Mimo całej sympatii do tego człowieka uwazam, że powinnien ustąpić miejsca w rankingu wielkim dziełom Pink Floyd i Led Zeppelin oraz OK Computer Radiohead. To prawdziwi giganci muzyki, wszyscy nucimy w pracy, czy też w szkole doskonałe partie woklalne Davida Gilmoura czy też na klawiaturze komputera imitujemy solówkę Stairway to Heaven doprowadzającą do przysłowiowego orgazmu.
Noel Gallagher to nie ta liga. Nie chwaląc się muszę powiedzieć, że moje IQ to 160, na oceny w szkole nie narzekam i szukam ambitnych dzieł ukochanych Floydów, a nie dyskotekowego Wonderwall czy innego hójstwa.
2.
brzozaw | marzec 27, 2008 at 1:14 am
Gdybyś trochę poczytał na tym blogu(to nie boli) to byś wiedział, że:
po 1. Nie robię z Noela niewiadomo kogo – to, że koleś może pucować buty Gilmourowi czy Page’owi wiem – to, że najbardziej trafiają do mnie utwory Oazy to zupełnie inna bajka.
po 2. Postawiłeś przecinek w złym miejscu, powinno być: “1,60″
po 3. do “dyskotekowego…” bliżej jest Learning To Fly, Floydów – utwór świetny, lecz widać wpływy muzyki disco z czasów nagrywania płyty.