Archive for luty, 2008
“Mr. Clean and Mr. Ben are living in my loft…”

Fuckin Cheers! Come On!
What tongueless ghost of sin crept through my curtains?
Ładnie sobie tydzień leci, poza dniem dzisiejszym rzecz jasna
A rozpoczęło się niepozornie:
6:45 – próba podniesienia się z łóżka(z góry ustalone, że się nie uda)
6:55 – pobudka właściwa(to też było ustalone
)
6:55 – 7:36 – wszystkie czynności mające na celu, przygotowanie się do dnia pełnego edukacji.
7:36 – wyruszenie na przystanek itd.
7:50 – już na miejscu(w szkole)! Rozmowa z pewnym osobnikiem na temat: „jak rozwiązać zadanie z polskiego w 13 min”
8:00 – czekam na dzwonek(rozpoczęcie niemieckiego)
8:05 – dzwonek + zdziwienie(jak to kurwa nie ma nikogo z klasy?)+w międzyczasie rozmowa z Waldkiem
8:07 – podróż do kartki pt. „zastępstwa”
8:08 – ujrzenie napisu(tu mogę się pomylić) „ID – klasa na 10:25”
8 godzina, 8 minuta, 8 sekunda, 8 setna – zdziwiony wyraz mej twarzy i tekst posłany do kartki: „O MOTHERFUCKER”, w wolnym tłumaczeniu „O, TO CHUJ!”.
A tydzień świetnie zaczął się po obejrzeniu filmu „Przekręt”. Taki schiz ze śmiechu, że ja pier…
Obejrzałem też wszystkie teledyski Placków(Placebo) do roku 2004 z wydania „Once More With Feeling”. Pure Morning ma wyjebany wideoklip
Reszta jakoś przejdzie, nie będzie peanów bo średnie. Najlepsze co jest na płycie to ponad 40 min. wywiad z członkami zespołu. Niestety po angliku, ale Brian i Stefan mówią wyraźnym i prostym językiem więc można zrozumieć. Największa zlewa była jak mówili o teledysku do „The Bitter End” a Molko mówi o sobie tak: „in this videoclip, i’m spiceboy hahahaha”
Oglądałem dziś Queen Live At Wembley 86’ DVD. Jak zwykle świetne
Ale dziś nie o tym, przyjdzie na to czas
To już koniec, ponieważ „i’m feeling supersonic, give me gin and tonic !”
3 comments luty 27, 2008
Ja dopiero zacząłem pracować…ja byłem elekt… :]
Witam wszystkich :] W dniu dzisiejszym napiszę o kilku płytkich filmach :] Główną domeną weekendu było: „nieźle się wychamić”
Pod prąd poszło kilka dobrych komedii.
Zaczęło się od niepozornego niemieckiego „But Manitou” – mega śmiesznego filmu:) oglądałem go wiele razy, lecz zawsze powoduje duszności ze śmiechu
Rzeczy dzieją się na dzikim zachodzie w XIX wieku. Za westernami nie przepadam, ale w tym filmie praktycznie westernu nie ma
pozwolę sobie przytoczyć pewien cytat z filmu, który bawi do łez(pamiętajcie wiek XIX):
-Wykopać topór wojenny!
-Szefie ale nie mamy topora.
-Jak to?
-Kiedyś mieliśmy z Telezakupów Mango ale się zepsuł.
-To co teraz zrobimy?
-Mamy za to składane krzesło.
-No dobra, wykopać składane krzesło! Wsiadajmy na konie i ruszajmy!
-Yyy.. szefie nie mamy koni.
-Co?
-Kiedyś mieliśmy ale nie spełniały wymogów Unii Europejskiej. Mamy za to osiołka.
Następnie, klasyk komedii młodzieżowych(jak dla mnie) czyli „Mrówki w gaciach”
Wszystkie te „Amerikan Paje” to przy tym gówniane filmy. Niemcy wyspecjalizowali się w robieniu komedii na temat seksu. Wychodzi im to nienagannie. Świadczy o tym fakt, że druga część tego filmu jest równie dobra. Teksty Red Bulla wymiatają, a wpadki Flo są świetnie obmyślone. Śmieszą jednocześnie nie będąc niesmaczne. Najważniejsza sprawa: oglądając ten film, trzeba konkretnie wrzucić na luz. Inaczej nie będzie maksymalnie śmieszył.
Kolejny film z którym się zmierzyłem było 40 dni i 40 nocy. Humor raczej wyważony, co nie oznacza, że film jest zły. Przyznam bez bicia, że spodziewałem się jednak trochę więcej. Jedyna scena która rozwala to gdy koleś podczas numerku z laską udaje orgazm
DDDDD
No i brat(prawie ksiądz) przed święceniami, który obraca zakonnice ]:-> A czy bohater przetrwał tytułowe dni i noce bez seksu, dowiecie się jeśli obejrzycie.
Ostatni do tej pory „Szalony Weekend” bardzo śmieszny. Wiele scen naprawdę udanych, choć jak zwykle zapychaczy jest kilka. I zakończenia amerykańskich komedii tego typu, wołające o pomstę… Mimo tego gagi są udane, a scenki z wideo kamery wplatane w film po prostu rozbroją nawet Koreę Płn.
Najgroźniejszą chorobą dla faceta jest NNS!
NIEBEZPIECZNE NAGROMADZENIE SPERMY!
To już koniec na dziś, jak już wspomniałem – filmy zbyt ambitne nie są. Do Monty Pythonów im daleko
.Gwarantują jednak to czego oczekuje się od komedii
) Bawią.
Na koniec pan Carlos Mencia ;)) :D
2 comments luty 23, 2008
Without you, I’m nothing at all…
Nie pisałem długi czas, niestety chujostrada odmówiła posłuszeństwa. Ale już wszystko gra i jest dobrze. 10 dni bez neta dało się we znaki. Żadnego ciekawego filmu nie obejrzałem. A szkoda bo byłoby o czym pisać, gdyż chęci nie opuściły.
Muzycznie to ostatnio było ze mną różnie. Poprzez Led Zeppelin do Oazy itp. Najbardziej jednak chęć miałem na Placebo. W związku z tym, że zamówiłem Without You I’m Nothing. Chęć na tą płytę miałem od dawna, jest to jedyny krążek „Placków” który uwielbiam w 100%. Od Pure Morning do Bułgarskiej Cioty
Na My Sweet Prince oczywiście zatrzymywałem się najdłużej. Lecz nawet to nie zmieni faktu, że przez 10 dni miałem niezłą fazę na utworek Without You I’m Nothing. Bardziej podoba mi się wersja śpiewana z Davidem Bowie’m – dodaje tragizmu swoim głosem. Zdecydowanie genialna piosenka. Już tylko czekam aż pewien ch… z poczty polskiej zapuka do drzwi. Dzisiaj ma ostatnią szansę
Biedny last.fm nawet nic nie scrobblował przez 10 dni
Prison Break się skończył tzn. 3 seria(winter season). Ale teraz zadzwonił Riv i niedługo przyjedzie. Czyli będzie kurwa git :] A Wam nie pomoże żaden kit
Tylko jedno mnie wkurwia niemiłosiernie. Przez źle zrobiony przedłużacz poszedłby mi komp z dymem ;D jak mnie wczoraj prąd pierdolnął to już chuj
przyjarało z deka ;] Co za Banda Chuja!
Krótka ta notka i taka niezbyt treściwa, ponieważ nie mam ochoty na pisanie teraz
Jak „wrócę do formy” to napisze więcej. A tak poza tym to dziś mecz Arsenal – A.C. Milan!
Ciężki wyjazd, ale trzeba ugrać chociaż 1 pkt.
Tak więc tym bardzo optymistycznym akcentem zakończę tą notkę pełną pustki
Masło maślane.
…I’m unclean, a libertine
And every time you vent your spleen,
I seem to lose the power of speech,
Your slipping slowly from my reach…
5 comments luty 20, 2008
- Hej żyjesz? – nie… a czemu pytasz?
Witam. Jak zapewne zauważyliście, noty pojawiają się ostatnio dosyć często. Dzisiaj będzie o filmie, a raczej o dwóch
Lecz zanim wejdziemy na tą płaszczyznę, zapraszam wszystkich na www.a-kanary-sa-wsrod-nas.blog.onet.pl – blog mojej kumpeli(chyba mnie nie zaje… za ten link)
Krótko o muzyce, bowiem na pierwszy plan wejdą dziś filmy
Riv ostatnio polecił mi płytkę Led Zeppelin – IV. Legendę rocka rzecz jasna znam, lecz żadnej studyjnej jeszcze nie słuchałem. Czeka mnie więc ciekawe doświadczenie
Przejdźmy do filmów!
„American History: X” tak brzmi oryginalna nazwa. Polacy nazwali film „Więzień Nienawiści”. Nie wątpię w to, że większość z Was ten film widziała. Świetne kino o…życiu
Bardzo podobała mi się gra Edwarda Nortona. Fabularnie film po prostu świetny. Ukazuje walkę „nazistów” lub „neonazistów” z „czarnuchami”. Głównym tematem jest jednak życie Dereka Vinyarda, który okrutnie zabija trzech murzynów za to, że rozwalili mu auto. Rzecz jasna trafia za to do więzienia…(obejrzycie – zobaczycie co dalej). Nie mniej ważną postacią w filmie jest jego młodszy brat. Na imię mu Daniel, robi wszystko żeby zaimponować bratu – dołącza do „gangu”. Wierzy w ślepą ideologię nazizmu. Chłopak podąża tą samą drogą co brat. Warto wspomnieć, że owy dokonał zabójstwa na jego oczach. Rozbawił mnie fakt nadania wszystkich imion w rodzinie Dereka na literę D. Mamy do czynienia z: Derekiem, Danielem, Doris, Daviną i Dennisem
.
„Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street” – ten film/musical(na podstawie broadwayowskiego teatru) oglądałem jako drugi. O czym jest? O takim panu golibrodzie, który w latach młodości poszedł do więzienia na 15 lat za…nic. Pewnemu sędziemu spodobała się jego piękna żona. Więc go ukarał za friko
Pan Sweeney Todd(jak każe na siebie mówić po powrocie) zaprzysięga zemstę. A, że jest najlepszym golibrodą w Londynie – z „klientami” problemu nie będzie. Bardzo dobra rola Deepa, nie wybitnie ale swój poziom utrzymał
Ogółem nie przepadam za musicalami, szczerze to mnie nudzą. Do tego podszedłem w sposób iście obojętny – spodoba się bądź nie. Był nuu…ŚWIETNY
Motyw zemsty w tym filmie został iście wyczerpany. Rzecz jasna dzieło nijak się ma do oryginału(pod względem gry aktorów). Myślę jednak, że dobrym pomysłem jest zrobienie z teatru, filmu. Nie do wszystkich teatr trafia. Nie każdy tak ot, na broadwayowskie przedstawienie przyjść może. Obraz wykonany przez Tima Burtona(tak to ten pan, co zrobił Gnijącą Pannę Młodą) nie mógł obejść się bez tematu trupów. Stąd ciasteczka z ludzkimi częściami ciała robiły furorę w pewnym barze ]:->
Tyle ode mnie. Zakończenia nie będzie, gdyż nie lubię zakończeń. Pozdrawiam
4 comments luty 6, 2008
